Plusy i minusy po meczu z Koroną
Łukasz Zjawiński - Atakujący dobrym występem przeciwko Zagłębiu Lubin utrzymał miejsce w wyjściowym składzie. Po raz kolejny dobrze wykonywał swoją pracę i zrobił to, czego od lisa pola karnego się oczekuje. Miał jedną szansę bramkową i ją wykorzystał. W 28. minucie dobrze poszedł w pole karne, ruchem do przodu wywiódł obrońcę i ustawił się za jego plecami, dzięki czemu wywalczył wolną pozycję przy dośrodkowaniu Kamila Piątkowskiego. Zjawiński dopełnił formalności fenomenalnym strzałem głową tuż przy słupku, którym zdobył swoją drugą bramkę dla Legii. Jak się później okazało, był to to również jedyny celny strzał "Wojskowych" w tym meczu. Ciężko pracował w wysokim pressingu. Intensywnie naciskał na obrońców i bramkarza, co przynosiło wymierne efekty, jak m.in. w 36. minucie, gdy wysoko zaatakował bramkarza i został przez niego nabity w głowę, ale nie zdołał skierować piłki w światło bramki. Wspomagał zespół w rozegraniu piłki - schodził nisko poza pole karne, grał tyłem do bramki z obrońcami na plecach, co niejednokrotnie kończyło się faulem na nim. To był kolejny bardzo dobry mecz Zjawińskiego. Został zmieniony w 67. minucie, a po jego zejściu gra ofensywna Legii praktycznie nie istniała.
Rafał Augustyniak - Wykonał tytaniczną, ale przy tym profesorską pracę w defensywie. Od początku do końca zachowywał koncentrację w grze obronnej, był niezwykle pewny, skuteczny i praktycznie nie do przejścia. Imponował ustawieniem we własnym polu karnym i świetnym czytaniem gry, dzięki czemu zniweczył wiele ataków gospodarzy. Był nieustępliwy, silny i przede wszystkim efektywny wy pojedynkach - wygrał 6 z 9 starć naziemnych z przeciwnikami. Pracował ciężko również w powietrzu i wielokrotnie odczytywał zamiary graczy Korony przy wysokich dograniach na pole karne, dzięki czemu wyszedł zwycięsko w 6 z 8 pojedynków powietrznych i zanotował 10 wybić piłki. W samej końcówce meczu wykazał się dwoma kluczowymi interwencjami, które pozwoliły Legii zdobyć punkt - w 89. minucie dopadł w ostatniej chwili na bliższy słupek i zdołał zablokować strzał Marcela Pięczka z bliskiej odległości, a trzy minuty później w podobnej sytuacji po ofiarnym wślizgu przyjął na klatkę piersiową strzał Morgana Fassbendera, ratując zespół dwukrotnie przed stratą gola. Augustyniak utrzymał w tym meczu wysoką formę, pokazał się jako prawdziwy lider defensywy i robił wiele, by uchronić drużynę przed zagrożeniem. Zaliczył najwięcej kontaktów z piłką z całego zespołu. Decydował się na indywidualne rajdy, przyspieszenia, dzięki którym zdobywał przestrzenie, przedostawał się na połowę przeciwników i rozkręcał ataki Legii.
Kamil Piątkowski - Nie dopuszczał Korony do wielu sytuacji bramkowych. Trzymał prawą stronę defensywy w ryzach, co było bardzo trudne, bo gospodarze najchętniej atakowali tamtą flanką, a również Paweł Wszołek nie był w tym meczy zbytnio pomocny. Poza jednym momentem, Piątkowski był jednak praktycznie bezbłędny, świetnie czytał grę i powstrzymywał przeciwników przed rozpędzenie się na jego stronie. Wygrał łącznie aż 7 ze wszystkich 9 pojedynków z przeciwnikami, wykonując przy tym również 5 ważnych odbiorów oraz przechwytów i notując 6 kluczowych wybić. Obciął się tylko w doliczonym czasie drugiej połowy, gdy poślizgnął się na murawie i pozwolił Morganowi Fassbenderowi na swobodne wbiegnięcie w pole karne. Poza tym jego dyspozycja w obronie była pewna, skuteczna i przede wszystkim stabilna. Czynnie uczestniczył w budowaniu akcji i podłączał się wysoko pod pole karne przeciwnika. To po raz kolejny przyniosło pozytywne skutki. W 28. minucie obrońca podprowadził piłkę bliżej pola karnego i wykorzystując wolną przestrzeń, posłał na "szesnastkę" świetne, płaskie dośrodkowanie tuż nad głową obrońcy, którym odnalazł niepilnowanego Łukasza Zjawińskiego, notując swoją 4. asystę w barwach stołecznego zespołu i pierwszą "liczbę" w tym sezonie.
Otto Hindrich - Już w 13. minucie pokazał swoją klasę i kunszt bramkarski. Wykazał się fenomenalną robinsonadą, wyciągnął się jak struna i zdołał wybić poza światło bramki mocny, techniczny strzał Kamila Jakubczyka. Poza tym w pierwszej połowie nie miał zbyt wiele pracy, jednak wielokrotnie wykazywał czujność i reagował na przedpolu na próby podań gospodarzy za linię obrony. W drugiej części też długo nie miał zbyt wiele do roboty, aż do 70. minuty, gdy wypiąstkował ponad bramkę bezpośrednie uderzenie z rzutu wolnego Wiktora Długosza. Niestety, chwilę później musiał wyciągać piłkę z siatki po trafieniu głową Mariusza Stępińskiego, jednak przy tym celnym uderzeniu nie miał zbyt wiele do powiedzenia.
Robert Deziel Jr. - Jego występ można określić jako po prostu solidny. Gospodarze zdecydowanie rzadziej atakowali przez jego stronę, ale gdy już, to pół-lewy stoper radził sobie z ich poczynaniami dość pewnie. Zanotował 5 udanych odbiorów, a także stuprocentową skuteczność w pojedynkach z przeciwnikami, choć było ich tylko 3. Poza tym popisał się 3 wybiciami piłki i 2 skutecznymi wślizgami, które przerywały zagrożenie ze strony graczy Korony. Zapamiętać można przede wszystkim jego dwie interwencje. W 43. minucie dobrze wbiegł przed rozpędzonego Morgana Fassbendera i zdołał zblokować jego strzał na tyle, że piłka spadła na poprzeczkę. Choć Deziel zagrywał w tej sytuacji ręką, zarówno sędzia główny, sędziowie VAR, jak i kolegium sędziów PZPN uznali, że Amerykanin nie popełnił błędu, więc należy uznać tę interwencję za skuteczną. Dobrze w okolicach własnego pola karnego zachował się także w 50. minucie, w ostatnim momencie przecinając prostopadłe podanie na "szesnastkę".
Damian Szymański - Trzecie spotkanie w tym sezonie i po raz trzeci ciężko jednoznacznie ocenić grę pomocnika. Był bardzo przydatnym elementem składu jeśli chodzi o destrukcję akcji gospodarzy. Powstrzymywał przeciwników przed swobodnym rozgrywaniem akcji zarówno w drugiej linii, jak i nisko cofając się pod własną bramkę. W tym meczu wiele razy można było ujrzeć go w polu karnym czy to przy akcjach pozycyjnych graczy Korony, czy przede wszystkim podczas szybszych kontrataków. Popisał się 6 udanymi odbiorami oraz przechwytami i wygrał aż 7 ze wszystkich 10 pojedynków. Szczególnie w pierwszej połowie pracował w przejmowaniu drugich piłek, co pozwalało Legii na chwile uspokojenia czy też przyspieszenia akcji. Z drugiej strony mało było go w grze zespołu. Nie angażował się czynnie w budowanie akcji na połowie przeciwników, przez cały mecz wykonał zaledwie 13 celnych podań po drugiej stronie. Pozostawał raczej przy linii, w asekuracji i wybierał bezpieczne zagrania. Przez jego brak wzmożonej aktywności w środku pola, Legii brakowało jednego z zawodników w drugiej tercji, przez co przegrała rywalizację w tej części boiska.
Rafał Adamski - Po raz pierwszy w tym sezonie wystąpił w wyjściowej jedenastce. Nie był to jednak szczególnie udany powrót. Być może był to nawet najsłabszy mecz Adamskiego od jego przyjścia do warszawskiego zespołu. Nie było widać w nim odwagi, przebojowości, która cechowała go w dotychczasowych meczach. Wielokrotnie gubił się z piłką przy nodze, podejmował wiele złych decyzji, przez co aż 1/3 jego kontaktów z futbolówką kończyła się na stratach, a przez cały mecz udało mu się wykonać zaledwie 8 celnych podań. Przede wszystkim jednak bardzo słabo czytał grę i nie umiał odnaleźć się w polu karnym przeciwników. Miał też problemy ze skutecznym trafianiem w piłkę, czy to głową, czy stopą. W samej pierwszej połowie Adamski miał trzy okazje do oddania strzału na bramkę, jednak za każdym razem przenosił piłkę obok bramki, a przynajmniej jedno z tych uderzeń powinno iść w światło bramki. W drugiej części Adamski miał jeszcze większe kłopoty w odnalezieniu się w sytuacji bramkowej, jednak mógł mieć piłkę meczową w 86. minucie, lecz źle obliczył tor lotu piłki, zbyt późno do niej wyskoczył i ostatecznie nie zdołał jej przeciąć po dośrodkowaniu Jakuba Żewłakowa. Był to naprawdę nieefektywny i po prostu słaby mecz w wykonaniu Adamskiego.
Paweł Wszołek - W tym meczu wróciły stare demony Wszołka, jednak chyba z podwojoną mocą. Prawy wahadłowy po prostu nie istniał. O tym, że gra w tym meczu można było dowiedzieć się przy przedmeczowym wyczytywaniu składu i w 87. minucie, gdy został zmieniony przez Arkadiusza Recę. Był po prostu poza grą - nie angażował się w rozegranie akcji, nie szukał wolnych przestrzeni za plecami obrońców - po prostu przesuwał się po boisku. Brakowało go zarówno w ofensywie, jak i asekuracji zadań defensywnych. Zaliczył jedynie 27 kontaktów z piłka, co jak na zawodnika z taką charakterystyką gry jak Wszołek, jest po prostu zatrważającą statystyką. Był w tym spotkaniu po prostu statystą, nie pomagał zespołowi w żadnym aspekcie.
Ruben Vinagre - "Jedna jaskółka wiosny nie czyni" - tak wypadałoby określić zeszłotygodniowy występ Portugalczyka przeciwko Zagłębiu Lubin, patrząc na jego dyspozycję, jaką prezentował w Kielcach. Jedno oddać mu trzeba - był bardziej aktywnym zawodnikiem niż drugi z wahadłowych, jednak mało co z tej aktywności wychodziło. Był zawodnikiem przewidywalnym, wykonującym non stop te same ruchy i zachowania, przez co ciężko było osiągnąć jakąkolwiek korzyść na swojej flance i zaskoczyć rywali. Przegrywał pojedynki i notował straty, których miał w tym meczu aż 24. Również w dośrodkowaniach brakowało mu skuteczności - zaledwie dwukrotnie celnie centrował przy 9 próbach. W ofensywie nieco rozkręcił się tylko w samej końcówce meczu, próbował m.in. dograć prostopadle na pole karne do wbiegającego Bartosza Kapustki.
Bartosz Kapustka - To był po prostu kolejny bardzo bezproduktywny występ w wykonaniu pomocnika. Brakowało z jego strony jakiejkolwiek kreatywności i wzmożonej inicjatywy w rozegraniu piłki. Jako teoretyczny lider środka pola Legii grał bardzo ospale, przewidywalnie, przez co w żaden sposób nie potrafił nadać drużynie odpowiedniego rytmu. Zamiast szukać odważniejszych rozwiązań, przyspieszać akcje czy próbować rozbijać kolejne linie rywala, najczęściej ograniczał się do bezpiecznych, prostych podań, które niewiele wnosiły do poczynań ofensywnych zespołu. W tych zagraniach zresztą także brakowało mu zwykłej dokładności - wykonał zaledwie 24 celne podania przez cały mecz, a celność jego zagrań na połowie przeciwnika wyniosła niewiele ponad 60%. Zbyt rzadko pokazywał się do gry, nie próbował znaleźć wolnej przestrzeni między formacjami przeciwnika i nie dawał kolegom wyraźnego sygnału, że to on chce przejąć kontrolę nad środkiem pola, co przyczyniło się do tego, że to gospodarze mieli inicjatywę w tej tercji boiska i zdominowali Legię. Jego obecność w budowaniu akcji była momentami wręcz niezauważalna. Zszedł z boiska w 87. minucie.
Wojciech Urbański - Pomimo słabej formy od początku sezonu, Urbański ponownie znalazł się w wyjściowym składzie. Po raz kolejny udowodnił jednak, że w tym momencie nie zasługuje na grę, a na pewno nie od pierwszych minut. Urbański był po prostu bezproduktywny pod każdym względem. Jedyne co robił, to biegał za rywalami, nie potrafił skutecznie wywierać presji, nie odbierał piłek i nie był w stanie realnie utrudniać przeciwnikom budowania akcji. Udało mu się zresztą wygrać zaledwie jedno z łącznie 9 starć z rywalami.
Zmiennicy
Mileta Rajović - Wszedł na boisko w 67. minucie. Od momentu jego wejścia Legia w zasadzie przestała istnieć w ofensywie, choć nie można zwalać tego na napastnika, a raczej na element kreacji ze strony jego partnerów. Rajović starał się pomóc zespołowi w nacisku na rywali, odzyskaniu piłki, a przy wyprowadzaniu akcji próbował grać tyłem do bramki, walczyć z rywalami, co pozwoliło mu na wygranie 2 z 3 pojedynków. Nie miał praktycznie żadnych okazji bramkowych. W 86. minucie dobrze odnalazł się w polu karnym, wszedł za plecy obrońcy, jednak nie zdołał dojść do piłki dogranej przez Jakuba Żewłakowa.
Jakub Żewłakow - Został wprowadzony na murawę w 67. minucie. Początkowo średnio potrafił odnaleźć się na boisku. Z czasem jednak rozkręcał się, był widoczny w nielicznych kontratakach zespołu wyprowadzanych w ostatnim kwadransie - w zasadzie większość z nich przechodziła przez jego nogi. Szczególnie groźne mogło skończyć się to w 86. minucie - pomocnik zebrał piłkę odbitą od jednego z graczy Korony, wykorzystał wolną przestrzeń przed polem karnym i płaskim dośrodkowaniem dograł futbolówkę na "szesnastkę", jednak ani Rafał Adamski, ani Mileta Rajović nie zdołali domknąć tej centry, która była naprawdę dobra.
Henrique Arreiol, Arkadiusz Reca - Pojawili się na murawie w 87. minucie. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.
