Zmiana w Legii; problemy w defensywie; niezły kapitan; wraca Ruben?; młodzieńcza fantazja - to najważniejsze punkty po meczu Legii Warszawa z Zagłębiem Lubin w którym legioniści wygrali 3-1.
Punkty po meczu z Zagłębiem Lubin
1. Zmiana w Legii
Kiedy w 4. minucie Filip Kocaba otworzył wynik spotkania na korzyść Zagłębia, u wielu kibiców mogły pojawić się flashbacki z minionego sezonu. Znów szybko stracona bramka, ponownie po stałym fragmencie gry, a w głowie od razu pojawiał się dobrze znany scenariusz: nerwowa gra, problemy z kreowaniem sytuacji i ostatecznie szczęśliwie wywalczony remis.
Tym razem było jednak zupełnie inaczej. W grze Legii widać ogromną zmianę, przede wszystkim pod względem mentalnym. Stracony gol nie wywrócił jej planu na mecz. Zespół nie zaczął grać chaotycznie ani nie porzucił swoich założeń. Legioniści konsekwentnie utrzymywali się przy piłce, cierpliwie budowali akcje i regularnie stwarzali zagrożenie pod bramką rywala.
Gdy udało się doprowadzić do remisu, nie było mowy o zadowoleniu z wyniku. Wręcz przeciwnie - Legia od razu ruszyła po kolejne trafienia. Tego właśnie brakowało w poprzednich miesiącach. W klubie o takich ambicjach jak Legia Warszawa dążenie do zdobywania następnych bramek i pełnej puli punktów powinno być standardem, a nie czymś wyjątkowym.
Zagłębie również miało swoje okazje, o czym wspomnę później, jednak przez zdecydowaną większość spotkania to Legia kontrolowała przebieg wydarzeń na boisku. Nie oddawała inicjatywy rywalom, a nawet po zmianach personalnych nadal chciała dominować poprzez utrzymywanie się przy piłce. Co równie istotne, po objęciu prowadzenia 2-1 nie wycofała się do głębokiej defensywy, co w poprzednim sezonie zdarzało się zdecydowanie zbyt często. Zamiast bronić korzystnego wyniku, dalej atakowała, szukała kolejnych okazji i starała się zamknąć mecz następnym golem. To pokazuje nie tylko większą pewność siebie, ale również zmianę mentalności i wyraźnie odważniejsze podejście do prowadzenia spotkań.

2. Problemy w defensywie
Nie wszystko w grze Legii wyglądało jednak idealnie. Największe zastrzeżenia można mieć do postawy defensywy. Mimo że warszawianie przez większość spotkania kontrolowali jego przebieg, to Zagłębie zbyt łatwo dochodziło do sytuacji bramkowych. Szczególnie widoczne było to po stałych fragmentach gry, które są jedną z największych broni zespołu z Lubina. Odpowiada za nie Michał Macek i trzeba przyznać, że przygotowane przez niego warianty robią duże wrażenie - są pomysłowe i przede wszystkim skuteczne.
Cała trójka środkowych obrońców nie zaliczy tego spotkania do udanych. Spośród nich najlepiej zaprezentował się Kamil Piątkowski, który mimo kilku drobnych błędów był najpewniejszym punktem bloku defensywnego. Znacznie gorzej wyglądali Rafał Augustyniak i Robert Deziel. Szczególnie młody defensor zbyt często reagował zbyt impulsywnie, przez co dawał rywalom możliwość wykorzystania pozostawionej przestrzeni.
Najlepszym przykładem była sytuacja, w której Marcel Reguła wyszedł sam na sam z Otto Hindrichem. Robert Deziel dał się w tej akcji zbyt łatwo ograć, a Legię uratowało jedynie to, że zawodnik Zagłębia trafił w poprzeczkę. Gospodarze stworzyli zresztą więcej groźnych okazji i gdyby nie kilka bardzo dobrych interwencji bramkarza Legii, mogli zakończyć ten mecz z dorobkiem większym niż jeden gol.
Problemy Legii w defensywie są widoczne nie od dziś. Równie niepokojąco wygląda głębia kadry, szczególnie jeśli chodzi o zawodników zdolnych do gry w trzyosobowym bloku obronnym. Na ten moment zespół potrzebuje kolejnego środkowego obrońcy, który od razu podniesie poziom rywalizacji i wniesie realną jakość, a nie będzie jedynie uzupełnieniem składu.

3. Niezły kapitan
Trudno również jednoznacznie pochwalić środek pola Legii. Damian Szymański zanotował sporo strat, a jedna z nich zakończyła się rzutem rożnym, po którym Zagłębie objęło prowadzenie. Od zawodnika o jego doświadczeniu należy oczekiwać znacznie większego spokoju i odpowiedzialności w rozegraniu piłki, zwłaszcza w tak newralgicznych strefach boiska.
Wojciech Urbański również nie rozegrał wielkiego spotkania. Miał swoje momenty, pokazał kilka ciekawych zagrań, jednak było ich zdecydowanie za mało, by można było uznać jego występ za udany. Przez większą część meczu pozostawał mało widoczny i nie miał większego wpływu na tempo gry Legii.
Na duże słowa uznania zasługuje natomiast kapitan, Bartosz Kapustka. Dawno nie oglądałem go tak zaangażowanego i zdeterminowanego. Był obecny praktycznie w każdej fazie gry - intensywnie pracował w pressingu, wracał do defensywy i jednocześnie aktywnie wspierał akcje ofensywne. W końcu wyglądał jak prawdziwy lider zespołu, który swoją postawą potrafi pociągnąć drużynę za sobą.
To właśnie Kapustka był bardzo blisko zdobycia bramki wyrównującej. Świetnie odnalazł się w polu karnym, efektownie podbił sobie piłkę i oddał strzał, który minimalnie minął bramkę Zagłębia. Kilkadziesiąt minut później Legia dopięła jednak swego i doprowadziła do remisu.
Również statystyki potwierdzają dobry występ kapitana. Zanotował 83% celnych podań, a spośród pięciu prób dryblingu tylko jedna zakończyła się niepowodzeniem. Oczywiście nie był to występ bezbłędny - stracił piłkę aż 14 razy - jednak tym razem liczby nie oddają w pełni jego wpływu na grę. Przede wszystkim imponował zaangażowaniem, intensywnością i odpowiedzialnością, których momentami brakowało w poprzednich występach.
Pozostaje mieć nadzieję, że nie był to jednorazowy przebłysk formy. Jeśli Bartosz Kapustka będzie prezentował podobny poziom zaangażowania i jakości w kolejnych spotkaniach, Legia zyska lidera, którego w środku pola bardzo potrzebuje. Jednocześnie wciąż uważam, że ta formacja wymaga wzmocnień. Drużynie przydałby się piłkarz, który wniesie więcej równowagi do gry, będzie potrafił kontrolować tempo spotkania i odpowiednio zabezpieczać zespół zarówno w fazie ataku, jak i po stracie piłki.

4. Wraca Ruben?
Celowo stawiam to pytanie, bo wciąż nie jestem pewien, czy jest to początek powrotu do wysokiej formy, czy jedynie jednorazowy przebłysk Rubena Vinagre. Portugalczyk od wielu miesięcy nie potrafi nawiązać do poziomu, który prezentował po transferze do Legii, kiedy niemal z miejsca zachwycił kibiców swoją dynamiką, odwagą i jakością w grze.
Przeciwko Zagłębiu był jednak jedną z kluczowych postaci w ofensywie. Często napędzał akcje lewą stroną, regularnie posyłał dośrodkowania w pole karne, chętnie wchodził w pojedynki jeden na jednego i wielokrotnie potrafił minąć swojego rywala. Co ważne, jego gra nie ograniczała się wyłącznie do ataku.
Największą różnicę było widać po stracie piłki. Jeszcze kilka miesięcy temu Vinagre często irytował brakiem odpowiedniego powrotu do defensywy. Zdarzało się, że po nieudanych akcjach ofensywnych nie nadążał z asekuracją, a na lewej stronie boiska powstawało mnóstwo wolnej przestrzeni, którą rywale potrafili bezlitośnie wykorzystywać. Tym razem wyglądało to zdecydowanie lepiej. Portugalczyk był znacznie bardziej odpowiedzialny w grze bez piłki i aktywnie pomagał partnerom w defensywie.

Swoją dobrą postawę zwieńczył w 72. minucie spotkania. To właśnie jego strzał sprzed pola karnego dał Legii prowadzenie. Oczywiście nie można pominąć faktu, że piłka po drodze odbiła się jeszcze od jednego z obrońców Zagłębia, co zmyliło bramkarza. Nie zmienia to jednak faktu, że Vinagre podjął odważną decyzję o uderzeniu z dystansu. W takich sytuacjach trzeba mieć odwagę, by spróbować, a tym razem ryzyko zostało nagrodzone. Oby ten występ okazał się zapowiedzią regularnej, wysokiej formy, a nie tylko jednorazowym przebłyskiem.
5. Młodzieńcza fantazja
W 69. minucie na boisku pojawił się Jakub Żewłakow i trzeba przyznać, że jego wejście wyraźnie ożywiło grę Legii. Młody zawodnik wniósł na murawę coś, czego momentami brakowało zespołowi - odwagę, energię i typową dla młodych piłkarzy fantazję.
Żewłakow nie bał się brać odpowiedzialności za grę. Chętnie wchodził w dryblingi i szukał pojedynków z rywalami. Najlepszym przykładem była akcja przy linii pola karnego, kiedy efektownie minął przeciwników. Po tym zagraniu oddał jeszcze groźny strzał, z którym poradził sobie Jasmin Burić. Była to jednak akcja, która pokazała jego duży potencjał i pewność siebie.
Przez cały czas pobytu na boisku był bardzo aktywny. Nie uciekał od gry, dobrze poruszał się bez piłki, tworzył przestrzeń kolegom i nie bał się podejmować ryzyka. Co ważne, nie jest to pierwszy raz, gdy jego wejście daje Legii wyraźny impuls. Z meczu na mecz widać, że dobrze przepracował okres przygotowawczy. Jest silniejszy fizycznie, podejmuje lepsze decyzje i coraz częściej wnosi do gry zespołu realną jakość.

Owszem, Wahan Biczachczjan zanotował asystę przy bramce Rafała Adamskiego, jednak w mojej opinii to właśnie od Żewłakowa powinien uczyć się większej odwagi w grze. Kuba pokazuje, jak często podejmować pojedynki jeden na jednego, jak szukać wolnych przestrzeni i jak intensywnie pracować zarówno z piłką, jak i bez niej. To elementy, których od zawodnika oczekuje się na najwyższym poziomie.
Mam nadzieję, że w kolejnych spotkaniach Jakub Żewłakow będzie otrzymywał jeszcze więcej minut. Po takim występie zasługuje na poważne rozważenie go także w wyjściowym składzie.
Kamil Dumała
