Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Analiza

Punkty po meczu Pucharu Polski z Motorem Lublin

środa, 2 września 2026 13:51
Punkty po meczu Pucharu Polski z Motorem Lublin
fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
Kamil DumałaLegionisci.com
14

Wolne w tygodniu; Rafale, co Ty robisz?!; młody nie udźwignął; czego wy się boicie?; powtórzone punkty - to najważniejsze punkty po wtorkowej kompromitacji w Pucharze Polski, w której Legia Warszawa przegrała 0-3 z Motorem Lublin.

1. Wolne w tygodniu

Cóż, zawodnicy Legii udowodnili, że europejskie puchary w tym sezonie, a przynajmniej możliwość gry w eliminacjach w kolejnym, są im potrzebne równie mocno, jak Dariuszowi Mioduskiemu zdobycie mistrzostwa Polski. Mecz z Motorem Lublin był kompromitacją Legii Warszawa.

Zespół prowadzony przez trenera Misiurę, który jest przecież budowany niemal w biegu, okazał się zdecydowanie lepszy od Legii. Z Motoru przed sezonem odeszło 15 zawodników, a do zespołu dołączyło 12 nowych. Mimo tak dużych zmian i teoretycznie mniejszej stabilizacji to właśnie drużyna z Lublina była we wtorkowy wieczór jak zespołem bardziej poukładanym. I to pod praktycznie każdym względem.

Motor wyglądał lepiej fizycznie, ale przede wszystkim zdecydowanie lepiej technicznie. Momentami można było tylko usiąść i bić brawo. Podania z pierwszej piłki, efektowne piętki, szybka wymiana futbolówki i akcje, w których zawodnicy Motoru bez większych problemów mijali kolejnych legionistów. Co gorsza, zawodnicy trenera Marka Papszuna momentami wyglądali tak, jakby sami nie do końca wiedzieli, co dzieje się na boisku. Więcej było chaosu, spóźnionych reakcji i błędów technicznych niż składnych akcji.

 

A do tego dochodziły sytuacje, które aż trudno komentować. Legioniści częściej lądowali na murawie po kolejnych poślizgnięciach niż byli w stanie skutecznie powstrzymać akcje przeciwnika. Oczywiście można zrzucać część winy na źle dobrane obuwie czy stan murawy, ale nie można przecież przez cały mecz tłumaczyć w ten sposób postawy zespołu, bo murawa była dla wszystkich jednakowa.
Motor po prostu był lepszy. I to trzeba powiedzieć jasno, bez szukania wymówek w pechu, losowaniu czy specyfice Pucharu Polski. Legia nie odpadła dlatego, że przytrafił jej się jeden przypadkowy błąd albo zabrakło jej szczęścia przy jednej sytuacji. Przegrała, ponieważ przez dużą część spotkania wyglądała gorzej od rywala.

Motor miał więcej jakości, większą intensywność i zdecydowanie więcej odwagi w grze z piłką. Legia natomiast po raz kolejny pokazała problemy, które widzieliśmy już wcześniej – brak kreatywności w środku pola, problemy z odpowiednim pressingiem, przewidywalność w ofensywie i ogromne kłopoty z przejęciem kontroli nad spotkaniem.

Teraz pozostaje już tylko liga. I walka o to, żeby w kolejnych miesiącach nie dokładać kolejnych powodów do kompromitacji.

Paradoksalnie Legia ma teraz więcej wolnego czasu w tygodniu, ale trudno uznać to za powód do zadowolenia. Zamiast przygotowywać się do kolejnego spotkania Pucharu Polski, warszawianie mogą spokojnie trenować i analizować, dlaczego zespół z Lublina był w stanie tak łatwo obnażyć ich słabości. A jeśli ktoś jeszcze przed tym meczem uważał, że Legia jest gotowa walczyć o najwyższe cele, to Motor bardzo brutalnie sprowadził go na ziemię.

2. Rafale, co Ty robisz?!

Wiem, że najwięcej szkody w meczu z Motorem wyrządził Robert Deziel Jr., jednak do jego występu wrócę trochę później. Najpierw trzeba bowiem wymagać od zawodników bardziej doświadczonych - takich, którzy mają za sobą grę za granicą, rozegrali setki spotkań i powinni być liderami tego zespołu. To nie może być tak, że całą odpowiedzialność za słaby występ zrzucamy na zawodników z I ligi czy młodszych graczy.

Największy problem polega na tym, że trener na konferencjach prasowych bardzo często milczy na temat błędów najbardziej doświadczonych zawodników. Co więcej, sam był wielkim entuzjastą tego, aby część z nich pozostała w Legii. Skoro więc zdecydowano się na takie rozwiązanie, to teraz trzeba również wymagać od nich odpowiedniego poziomu. Dlatego zacznijmy od Rafała Augustyniaka.

Motor Lublin - Legia Warszawa screenshot
fot. TVP Sport

Nie mam zamiaru winić go za samobójczą bramkę w meczu z Piastem, bo takie sytuacje się zdarzają. Natomiast to, co Augustyniak wyprawiał już w spotkaniu ze Śląskiem, a później z Motorem, trudno określić inaczej niż jako poważne problemy z koncentracją i odpowiedzialnością za swoją strefę.

Spójrzmy na pierwszego gola dla Motoru. Strata Roberta Deziela jest tutaj bezdyskusyjna i to od niej zaczyna się cała akcja. Później jednak Ruben Vinagre biegnie obok Ronaldo, a Rafał Augustyniak również zaczyna ustawiać się pod tego samego zawodnika. Za jego plecami znajduje się natomiast kompletnie niepilnowany Karol Czubak.

I właśnie tutaj pojawia się największy problem. Augustyniak doskonale wie, że za jego plecami znajduje się Czubak, a mimo to nic z tym nie robi. Oczywiście, można powiedzieć, że przy napastniku mógł znaleźć się Kamil Piątkowski, ale Augustyniak był zdecydowanie bliżej i to on powinien zareagować. W trzyosobowym bloku obronnym takie zachowanie jest po prostu trudne do zaakceptowania.

Motor Lublin - Legia Warszawa screenshot
fot. TVP Sport

Co więcej, nie był to jednorazowy błąd. W 19. minucie Augustyniak ponownie popełnia bardzo podobny. Tym razem nie można już mówić o przypadku czy pojedynczym złym ustawieniu. Jesteś środkowym obrońcą w trzyosobowym bloku i wszystko, co dzieje się w centralnej strefie, powinno być pod twoją kontrolą. Tymczasem „August” nie tylko przegrywał pojedynki z Karolem Czubakiem, ale miał również ogromny problem z samym upilnowaniem napastnika Motoru.

I tutaj dochodzimy do kolejnej sytuacji, która moim zdaniem została przez Legię potraktowana zbyt łagodnie. Nieuznana bramka Motoru powinna zostać uznana, ponieważ Karol Czubak nie faulował Otto Hindricha. Ponownie wcześniej pojawia się błąd w ustawieniu Augustyniaka i ponownie Czubak znalazł się w miejscu, w którym nie powinien mieć tak dużo swobody.

Oczywiście można analizować poszczególne decyzje sędziego czy VAR-u, ale nie zmienia to faktu, że Legia sama stworzyła Motorowi warunki do takiej gry.

Mam wrażenie, że trener znacznie chętniej mówi o błędach mniej doświadczonych zawodników niż o tym, że zawiedli również ci, od których powinno wymagać się zdecydowanie więcej. Damian Szymański czy Rafał Augustyniak nie są przecież młodymi chłopakami, którzy dopiero uczą się seniorskiej piłki. To doświadczeni zawodnicy, którzy mają być jednymi z liderów zespołu. A od liderów wymaga się więcej.

3. Młody nie udźwignął

Będę jednak sprawiedliwy, dlatego osobny punkt należy się również Robertowi Dezielowi Jr. Nie możemy przecież mówić wyłącznie o błędach Rafała Augustyniaka, skoro młody zawodnik w meczu z Motorem również nie dźwignął ciężaru spotkania. Trzeba przy tym uczciwie zaznaczyć, że w poprzednich meczach Dezielowi zdarzały się różnego rodzaju błędy, ale zazwyczaj nie miały one większych konsekwencji dla całego zespołu.

W meczu Pucharu Polski było już zupełnie inaczej. Tym razem jego pomyłki bezpośrednio wpłynęły na wynik spotkania i przy obu bramkach można wskazać jego udział.

Motor Lublin - Legia Warszawa screenshot
fot. TVP Sport

O pierwszej bramce wiemy już chyba wszyscy. Deziel przyjął piłkę w tak niefortunny sposób, że zamiast spokojnie ją opanować, praktycznie podał ją pod nogi Ronaldo. Zawodnik Motoru nie musiał nawet specjalnie walczyć o futbolówkę - dostał ją w idealnym miejscu i mógł spokojnie rozpocząć akcję, po której gospodarze objęli prowadzenie. To jest błąd, którego na tym poziomie po prostu nie można popełniać.

Przy drugiej bramce również można mieć do Deziela spore pretensje. Oczywiście cała akcja zaczęła się od kolejnej, prostej straty Rubena Vinagre, który po raz kolejny niepotrzebnie oddał piłkę rywalowi. Deziel miał jednak możliwość zatrzymania tej akcji wcześniej.

Młody zawodnik powinien zdecydowanie szybciej zareagować i przerwać akcję jeszcze przy linii bocznej. Trzeba przecież zdawać sobie sprawę ze swoich ograniczeń. Deziel nie jest zawodnikiem dysponującym wyjątkową szybkością i w pojedynku biegowym z rozpędzonym rywalem nie miał większych szans. W takiej sytuacji lepiej byłoby zatrzymać przeciwnika faulem, przyjąć żółtą kartkę i przerwać niebezpieczną akcję, niż pozwolić mu się minąć i później oglądać piłkę w swojej bramce.

To właśnie pokazuje brak doświadczenia. Deziel nie zawsze podejmuje jeszcze właściwe decyzje w odpowiednim momencie. Czasami gra tak, jakby cały czas był jeszcze na poziomie, na którym pojedynczy błąd można naprawić w kolejnej akcji. W seniorskiej piłce, szczególnie w Legii, takie pomyłki bardzo szybko są jednak karane.

I nie jest to żaden atak na młodego zawodnika. Wręcz przeciwnie - trzeba dać mu czas na rozwój, bo trudno oczekiwać, że zawodnik bez dużego doświadczenia nagle będzie zachowywał się jak doświadczony stoper. Problem polega na tym, że obecnie Deziel po prostu nie powinien być traktowany jako jeden z podstawowych filarów defensywy.

W normalnie prowadzonym klubie jego rola powinna wyglądać trochę inaczej. Powinien być zawodnikiem wchodzącym do zespołu, dostającym minuty, uczącym się seniorskiej piłki i stopniowo zdobywającym doświadczenie - podobnie jak młodzi zawodnicy z Akademii Legii.

Jeżeli jednak wystawiamy go regularnie i oczekujemy od niego odpowiedzialności za wynik, musimy liczyć się z tym, że takie mecze jak ten z Motorem będą się zdarzać.

4. Czego wy się boicie?

Legia jest przewidywalna aż do bólu. Praktycznie nie potrafi grać środkiem pola i właśnie tą strefą prowadzić ataków. Zdecydowana większość akcji przechodzi przez wahadła, a kiedy rywal dobrze je zamknie, Legia ma ogromny problem ze stworzeniem sobie jakiegokolwiek zagrożenia.

Co ciekawe, w meczu z Motorem kilkukrotnie pojawiały się sytuacje, w których można było wykorzystać przestrzeń w środku boiska. Udało się zrobić to właściwie tylko raz. I właśnie tutaj zastanawiam się, czego właściwie boją się zawodnicy Legii? Co ich powstrzymuje przed podejmowaniem ryzyka i zagrywaniem prostopadłych piłek?

Motor Lublin - Legia Warszawa screenshot
fot. TVP Sport

Spójrzmy na sytuację z 37. minuty. Przyznaję, dla Roberta Deziela nie byłoby to łatwe zagranie. Wymagałoby dużej odwagi, odpowiedniego przeglądu pola, a przede wszystkim bardzo dobrej precyzji. Tyle tylko, że właśnie takich decyzji brakuje w Legii.

W tej sytuacji można było zagrać górą za linię obrony Motoru do napastnika Legii, który miałby bardzo dogodną sytuację. Dlaczego? Ponieważ w tym momencie szyki defensywne Motoru wyraźnie się rozstąpiły i pojawiła się przestrzeń do wykorzystania. Deziel tej piłki jednak nie zagrał. Może zabrakło mu odwagi, może umiejętności, a może po prostu podjął bezpieczniejszą decyzję. I właśnie takich bezpiecznych decyzji w Legii jest zdecydowanie za dużo. Zamiast spróbować wykorzystać powstałą lukę, zawodnicy często wybierają najprostsze rozwiązanie - podanie do najbliższego partnera.

Najlepsze prostopadłe podanie Legia zagrała dopiero tuż po przerwie. Bartosz Kapustka dostrzegł wychodzącego na pozycję Łukasza Zjawińskiego i posłał mu piłkę za linię obrony. Napastnik Legii znalazł się sam na sam z Tratnikiem, ale ostatecznie przegrał ten pojedynek.

I to jest najlepszy przykład na to, że czasami jedno odważniejsze podanie może zrobić więcej niż kilka minut bezproduktywnego rozgrywania piłki wszerz boiska. Jedna prostopadła piłka i od razu zagrożenie.

Dlatego naprawdę zastanawiam się, z czego wynika ten strach przed graniem do przodu. Czy zawodnicy mają taką instrukcję? Czy boją się straty? Czy może po prostu brakuje im odpowiedniej jakości i pewności siebie, żeby zobaczyć takie podanie ułamek sekundy wcześniej?

Bo oczywiście, prostopadłe podania wiążą się z ryzykiem. Czasami piłka nie dojdzie do adresata, czasami przeciwnik ją przejmie. Ale jeśli przez cały mecz będziemy podawać wyłącznie do najbliższego zawodnika, to rywal nie będzie miał żadnego problemu z odczytaniem naszych zamiarów. Czasami lepiej zaryzykować i stracić piłkę po próbie stworzenia sytuacji, niż przez cały mecz bezpiecznie podawać do najbliższego partnera i ostatecznie nie stworzyć praktycznie nic.

Legia potrzebuje zawodników, którzy potrafią dostrzec przestrzeń i odważyć się ją wykorzystać. Bez tego nadal będzie zespołem niezwykle łatwym do rozszyfrowania - wystarczy zamknąć wahadła, zagęścić środek i czekać, aż Legia sama zacznie się gubić.

5. Powtórzone punkty

Od trzech spotkań tak naprawdę mógłbym po każdym meczu powtarzać te same punkty, zmieniając jedynie nazwiska zawodników, których oceniam na plus lub minus. Błędy są te same, schematy mocno się powtarzają, a Legia pozostaje bezzębna w ofensywie. Do tego doszły ogromne problemy w defensywie, które uwidoczniły się już w meczu ze Śląskiem, a teraz z Motorem sięgnęły apogeum.

Pewnie tym fragmentem narażę się wyznawcom trenera Marka Papszuna, ale trudno mi przejść obok tego obojętnie. Od tak dużego sztabu szkoleniowego i samego trenera trzeba wymagać, żeby w końcu zauważyli, że coś nie działa i trzeba coś zmienić.

Nie można w nieskończoność próbować wszystkiego pchać wahadłami, skoro rywale coraz lepiej wiedzą, jak je odcinać. Nie można również na siłę stosować pressingu na obrońcach przeciwnika, jeśli ci potrafią zbyt łatwo wychodzić spod niego prostymi podaniami. Jeżeli przeciwnik znalazł sposób na nasze schematy, obowiązkiem sztabu jest znaleźć na to odpowiedź.

Tym bardziej że ja doskonale wiem, jak wygląda sytuacja kadrowa Legii. Ta drużyna jest po prostu słaba jakościowo. Właściciel oszczędza pieniądze, a prezes potrafi odpowiadać, że wydanie dwóch milionów nie jest problemem, tylko właściwie po co to robić. Skoro jednak zdecydowano się pracować z takim składem, to nadal musimy wymagać przynajmniej minimum. Od sztabu. Od piłkarzy. Od każdego, kto wychodzi na boisko z herbem Legii na piersi.

Motor Lublin - Legia Warszawa Marek Papszun
fot. Woytek / Legionisci.com

Bo to oni powinni zapierdzielać po tym boisku, a nie po nim truchtać. To oni powinni reagować, kiedy coś nie działa. To oni powinni mieć świadomość, że Legia jest obecnie czytelna niczym najczęściej wypożyczana książka z biblioteki. Każdy już mniej więcej wie, co się wydarzy.
Rywal zamknie wahadła? Legia ma problem.
Rywal zagęści środek? Legia ma problem.
Rywal wyjdzie spod pressingu? Legia ma problem.
I tak możemy wymieniać dalej.

Najgorsze jest to, że naprawdę trudno oczekiwać od Legii czegoś niespodziewanego. Brakuje w tej drużynie zadziorności, indywidualnego błysku, pomysłu, który wykraczałby poza przygotowane schematy. Mamy wrzutki z wahadeł, mamy próby zaskoczenia rywali po autach, mamy schematyczne budowanie akcji i powtarzające się próby pressingu. Tylko że to wszystko jest zdecydowanie za mało. Za mało jak na Legię. I momentami - patrząc na to, jak łatwo rywale rozbijają nasze schematy - nawet za mało jak na solidny środek tabeli Ekstraklasy.

Nie oczekuję cudów. Nie oczekuję nagle drużyny grającej jak Barcelona czy Liverpool. Przy obecnej jakości kadry byłoby to zwyczajnie oderwane od rzeczywistości. Oczekuję jednak reakcji.
Jeżeli od trzech spotkań widzimy te same problemy, to najwyższy czas przestać udawać, że za każdym razem winny jest wyłącznie kolejny zawodnik. Czasami trzeba spojrzeć szerzej i przyznać: ten sposób grania nie działa, więc trzeba coś zmienić.

Bo najgorsze, co może spotkać Legię, to sytuacja, w której wszyscy wiedzą, co zrobi za chwilę, a mimo to nikt nie potrafi znaleźć na to odpowiedzi.

Kamil Dumała


PS. Wystawcie swoje oceny piłkarzom Legii. Formularz poniżej!

Podaj ten news dalej:
SQN
Komentarze (14)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość