Piętnaście kolejnych ligowych spotkań bez porażki, zaledwie dziewięć straconych bramek i trzecie miejsce w tabeli. Legia ma za sobą udane miesiące, ale w niedzielę czeka ją jeden z najpoważniejszych sprawdzianów w tym sezonie. Do Warszawy przyjedzie Lech Poznań, który w trzech ostatnich kolejkach zdobył aż 15 bramek. To właśnie poznaniacy jako ostatni znaleźli sposób na pokonanie "Wojskowych" w Ekstraklasie. Czy podopieczni Marka Papszuna zrewanżują się za kwietniowe 0-4 i przerwą trwającą niemal sześć lat serię bez domowego zwycięstwa nad "Kolejorzem"?
Sześć lat oczekiwania
Początek serii
26 kwietnia Legia przeżyła w Poznaniu jeden z najtrudniejszych wieczorów ostatnich miesięcy. Wówczas już w 3. minucie prowadzenie gospodarzom dał Ali Gholizadeh, a niespełna dwadzieścia minut później sytuacja stała się jeszcze trudniejsza. Po analizie VAR czerwoną kartką ukarany został Rafał Augustyniak. Lech bezlitośnie wykorzystał przewagę liczebną i jeszcze przed przerwą prowadził 4-0. Takim wynikiem zakończyło się całe spotkanie. Co ciekawe, kilka dni później Komisja Ligi anulowała czerwoną kartkę Augustyniaka, uznając decyzję arbitra za rażący błąd. Do tamtych wydarzeń wrócił podczas piątkowej konferencji Marek Papszun, podkreślając, że niesłuszne wykluczenie miało ogromny wpływ na przebieg rywalizacji.
- Nie wiadomo, co by się wydarzyło, gdyby nie czerwona kartka. Wynik ostatniego meczu z Lechem nie siedzi mi więc zupełnie w głowie.
Od tamtego meczu Legia nie przegrała żadnego spotkania ligowego. Seria obejmuje już 15 pojedynków, w tym wszystkie jedenaście rozegranych w obecnym sezonie. Warszawianie wygrali sześciokrotnie i pięć razy dzielili się punktami. Dorobek 23 punktów daje im trzecie miejsce w tabeli. Wyżej znajduje się między innymi Lech, który zgromadził dwa punkty więcej, rozgrywając przy tym o jeden mecz mniej.
Legioniści imponują przede wszystkim solidnością defensywy. W czternastu z piętnastu ostatnich ligowych spotkań stracili maksymalnie jedną bramkę. Szczególnie dobrze wyglądają liczby z Łazienkowskiej, gdzie w ośmiu poprzednich meczach Legia odniosła sześć zwycięstw i dwa remisy, tracąc zaledwie trzy gole.
Lech strzela jak na zawołanie
O ile Legia może imponować regularnością zdobywania punktów, o tyle Lech w ostatnich tygodniach przyciąga uwagę przede wszystkim skutecznością. Zespół Nielsa Frederiksena zdobył aż 15 bramek w trzech kolejnych spotkaniach Ekstraklasy. Strzelecką serię poznaniacy rozpoczęli od zwycięstwa 5-1 nad Radomiakiem Radom. Następnie rozbili na wyjeździe Śląsk Wrocław 4-1, a przed tygodniem nie pozostawili złudzeń Koronie Kielce, wygrywając aż 6-1. W tym ostatnim spotkaniu już po sześciu minutach prowadzili 2-0, a do przerwy mieli na koncie cztery trafienia.
W ofensywie "Kolejorza" szczególnie wyróżnia się Patrik Wålemark, który w trzech ostatnich meczach ligowych zdobył pięć bramek. W znakomitej dyspozycji znajduje się również Pablo Rodríguez. Hiszpan w sześciu poprzednich występach zanotował sześć goli i cztery asysty. Duże znaczenie dla gry Lecha nadal ma Mikael Ishak, który w trzech ostatnich kolejkach uczestniczył bezpośrednio przy pięciu trafieniach, zdobywając dwie bramki i notując trzy asysty.
Poznaniacy mają obecnie najlepszy dorobek bramkowy w lidze. W dziesięciu spotkaniach strzelili 27 goli, co daje średnio 2,7 bramki na mecz. Jeszcze większe wrażenie robi ich skuteczność. Według oficjalnych statystyk Ekstraklasy aż 12 z 13 ostatnich celnych strzałów Lecha zakończyło się bramką. Tak wysoki współczynnik będzie dla nich trudny do utrzymania przeciwko dobrze zorganizowanej defensywie Legii.
Siłą poznaniaków jest również szeroka kadra. Zmiennicy Lecha zdobyli w obecnym sezonie dziewięć bramek, najwięcej spośród wszystkich drużyn Ekstraklasy. To pokazuje, że w niedzielę gospodarze będą musieli być skupieni w każdym fragmencie spotkania, gdyż zagrożenie może pojawić się nawet z ławki rezerwowych. To o tyle istotne, że zdarzają się sytuacje, kiedy po przerwie legionistom zaczyna brakować umiejętności przejmowania inicjatywy.

Organizacja kontra indywidualności
Przed niedzielnym klasykiem doszło do interesującej wymiany zdań pomiędzy szkoleniowcami. Frederiksen przekonywał, że występy w Lidze Europy pomagają jego drużynie przyzwyczaić się do wysokiej intensywności gry, którą następnie potrafi przenosić na ligowe boiska. Jako potwierdzenie wskazywał ostatnie efektowne zwycięstwa nad Radomiakiem, Śląskiem i Koroną. Duńczyk zapowiedział również, że Legię czeka więc trudne zadanie.
Papszun nie pozostał dłużny. Podczas piątkowej konferencji stwierdził, że poznaniacy nie zawsze potrafią potwierdzić swoją jakość w najważniejszych spotkaniach. Wskazał między innymi na porażkę z Górnikiem Zabrze oraz niepowodzenia w europejskich pucharach. Szkoleniowiec Legii zwrócił też uwagę na zasadniczą różnicę między obiema drużynami. Jego zespół bazuje przede wszystkim na organizacji, dyscyplinie i powtarzalności, podczas gdy największą siłą Lecha jest indywidualna jakość zawodników.
- Jesteśmy zupełnie innym zespołem niż Lech. Bazujemy na organizacji, dyscyplinie i powtarzalności, a Lech na indywidualnościach i jakości poszczególnych zawodników. (...) - Trudno nas porównać z Lechem. Trzeba, żebyśmy sprawdzili się w europejskich pucharach, ale najpierw musimy na to zasłużyć. Ja nie przypominam sobie, bym w Europie przegrał 0-3 czy 0-4, choć wiem, że to różna skala trudności.
Niedzielne spotkanie będzie więc konfrontacją dwóch odmiennych sposobów gry. Legia stawia na organizację i ograniczanie przestrzeni przeciwnikowi. Lech znacznie częściej próbuje przejmować inicjatywę poprzez długie utrzymywanie się przy piłce oraz aktywność zawodników ofensywnych. W trzech ostatnich meczach Ekstraklasy poznaniacy za każdym razem przekraczali 60 procent posiadania piłki.
Interesująco zapowiada się również początek rywalizacji. Legia w pięciu kolejnych meczach ligowych jako pierwsza otwierała wynik, a w czterech ostatnich robiła to jeszcze przed upływem 26. minuty. "Wojskowi" są też jedyną drużyną Ekstraklasy, która zdobyła przynajmniej jedną bramkę w każdym spotkaniu obecnego sezonu. Podobną regularnością może pochwalić się Lech, który obejmował prowadzenie w dziewięciu poprzednich meczach ligowych. Aż osiem z nich zakończyło się zwycięstwami poznaniaków.
Jednym ze sposobów na zaskoczenie gości mogą być stałe fragmenty gry. Dalekie wyrzuty piłki z autu stały się charakterystycznym elementem gry Legii i przynoszą wymierne korzyści. Warszawianie zdobyli po takich zagraniach cztery bramki, najwięcej w całej Ekstraklasie. W walce o górne piłki szczególnie wyróżnia się Łukasz Zjawiński, który trzykrotnie trafiał do siatki głową. Żaden inny zawodnik ligi nie może pochwalić się lepszym wynikiem.
Dwa dni odpoczynku
Wyniki Lecha w Ekstraklasie mocno kontrastują z jego występami w Lidze Europy. Poznaniacy rozpoczęli fazę ligową od dwóch porażek 0-4 - najpierw z Crystal Palace, a następnie z Bayerem Leverkusen. W czwartek zdobyli pierwszy punkt, remisując przed własną publicznością z Sunderlandem 1-1. Goście objęli prowadzenie już w 2. minucie, a do wyrównania doprowadził po przerwie wprowadzony z ławki Leo Bengtsson.
Remis z przedstawicielem Premier League może być dla poznaniaków ważnym impulsem, choć oznacza również, że na przygotowanie do niedzielnego klasyku mają zaledwie dwa pełne dni przerwy. Duże obciążenie terminarzem oraz problemy kadrowe mogą mieć znaczenie, szczególnie w drugiej połowie spotkania, chociaż nie bez znaczenia jest tutaj szeroka ławka rezerwowych najbliższego rywala stołecznego klubu.
Powrót Vinagre
Przed meczem Marek Papszun przekazał dobre informacje dotyczące sytuacji zdrowotnej swojej drużyny. Do normalnych treningów wrócił Rúben Vinagre, który z powodu urazu opuścił dwa ostatnie spotkania ligowe. Portugalczyk jest już dostępny do gry. Do dyspozycji szkoleniowca prawdopodobnie będzie również Paweł Wszołek, który z powodu problemów zdrowotnych zakończył występ z Cracovią po pierwszej połowie. Na debiut wciąż czeka natomiast Shinnosuke Fukuda, a kontuzjowany pozostaje Jakub Żewłakow.
Problemy kadrowe ma także Lech, szczególnie w defensywie. Niedostępny jest Wojciech Mońka, który z powodu kontuzji mięśniowej powinien pauzować jeszcze przez kilka tygodni. Do zdrowia wraca Robert Gumny, ale jego występ pozostaje niepewny. Z urazami zmagają się również Allahyar Sayyadmanesh, Alex Douglas, João Moutinho oraz Ali Gholizadeh.
Prawie sześć lat czekania
Historia ligowych spotkań z Lechem przy Łazienkowskiej nie przemawia ostatnio na korzyść Legii. Po raz ostatni warszawianie pokonali tego rywala u siebie 8 listopada 2020 roku. Zwycięstwo 2-1 zapewnił wówczas Rafael Lopes, który zdobył bramkę w doliczonym czasie gry. Wcześniej do wyrównania doprowadził Kacper Skibicki.
Od tamtego momentu Legia rozegrała z Lechem pięć ligowych spotkań w Warszawie i żadnego nie wygrała. Trzy zakończyły się remisami, a dwa zwycięstwami poznaniaków. Co więcej, w trzech ostatnich wyjazdowych meczach z Legią "Kolejorz" nie stracił ani jednej bramki.
Znakomitym bilansem przeciwko warszawianom może pochwalić się również Niels Frederiksen. Pod jego wodzą Lech rozegrał cztery spotkania z Legią, odnosząc trzy zwycięstwa i notując jeden remis. Poznaniacy zdobyli w nich dziesięć bramek, tracąc zaledwie dwie.
Niedzielny klasyk jest więc okazją do zakończenia kilku niekorzystnych historii jednocześnie. Warszawianie mogą zrewanżować się za kwietniową porażkę, przełamać niemoc w domowych starciach z Lechem i wyprzedzić bezpośredniego konkurenta w ligowej tabeli. Legia udowodniła już, że potrafi być zespołem trudnym do pokonania. Teraz przed podopiecznymi Papszuna szansa, aby pokazać, że potrafią również wygrywać z najgroźniejszymi rywalami w walce o mistrzostwo Polski.
Gdzie obejrzeć?
Mecz Legia Warszawa - Lech Poznań odbędzie się w niedzielę, 25 października o godz. 17:30 na stadionie przy Łazienkowskiej. Spotkanie poprowadzi Szymon Marciniak. Transmisję będzie można obejrzeć w TVP Sport, Canal+ Premium, Canal+ Sport 3 i Canal+ 4K. Zapraszamy również do śledzenia naszej Relacji L!VE.
Przewidywany skład
Zapraszamy do korzystania z aplikacji 11.legionisci.com, w której możecie ustawić własną jedenastkę Legii i podzielić się nią ze znajomymi w socialmediach oraz w komentarzach pod artykułami. Wystarczy wkleić wygenerowany link. Zapraszamy do wspólnej zabawy.
