Plusy i minusy po meczu z Cracovią
Michal Ševčík - Czech wrócił do wyjściowego składu po jednym meczu nieobecności. Widać było u niego chęć udowodnienia, że zasługuje na to miejsce. To przekładało się na wzmożoną aktywność na całej długości boiska. Ševčík był najaktywniejszym zawodnikiem Legii pod kątem ofensywy i wykańczania akcji, naciskał na rywali wysokim pressingiem, ale także wracał nisko pod własną bramkę, co zaowocowało m.in. pięcioma skutecznymi odbiorami oraz przechwytami. Warto docenić jednak jego pracę pod bramką Cracovii. Czech uczestniczył w praktycznie każdej ofensywnej akcji Legii, świetnie współpracował na prawej stronie z Pawłem Wszołkiem, a ich partnerstwo w 26. minucie przyniosło akcję bramkową. To jednak zachowanie pomocnika należy w niej wyróżnić. Ševčík kierunkowym przyjęciem i balansem ciała zwiódł w środku pola jednego z rywali, podprowadził piłkę bliżej pola karnego i bez większego namysłu, mocnym strzałem w kierunku bliższego słupka przełamał ręce interweniującego golkipera, zdobywając swojego drugiego gola w barwach Legii. To był przebłysk umiejętności Czech, które chcielibyśmy w jego wykonaniu oglądać znacznie częściej. Po niezłym występie opuścił murawę w 65. minucie.
Otto Hindrich - Szczególnie w pierwszej połowie golkiper nie miał zbyt wiele pracy. W 22. minucie, po zamieszaniu spowodowanym dalekim wyrzutem z autu i zgraniem głową, bramkarz nieco niepewnie interweniował piąstkowaniem, choć wyskakujący tuż przed nim jeden z zawodników Cracovii, który nie trafił w piłkę, na pewno nie ułatwił mu interwencji. Gospodarze oddali w tej części jeden celny strzał, który niestety wylądował za plecami Hindricha. Do Rumuna nie można mieć jednak większych pretensji o tę sytuację - zarówno o wcześniejsze dalekie wybicie piłki, które było skierowane do Rafała Adamskiego, ale napastnik przegrał pojedynek, a także o próbę obrony, która przy jakości strzału nie mogła być skuteczna. Więcej roboty do wykonania Hindrich miał w drugiej połowie. Krakowianie oddali dwa celne strzały, z którymi reprezentant Rumunii poradził sobie bez zarzutu. W 73. minucie pewnie wyłapał strzał z dystansu Otara Kakabadze, natomiast znacznie większą czujnością musiał wykazać się w 86. minucie. Z prawej strony pola karnego znalazł się Ajdin Hasić, choć pogubił się przy przyjęciu, zdołał oddać strzał w kierunku bramki, piłka odbiła się jeszcze od wykonującego wślizg Kamila Piątkowskiego, jednak Hindrich nie interweniował w pierwsze tempo, stał nisko na nogach i choć piłka zmieniła kierunek, zdołał wyciągnąć się i po raz kolejny w tym sezonie uratować Legię przed stratą gola. Był to po prostu kolejny dość pewny mecz w jego wykonaniu.
Kamil Piątkowski - Nie miał najlepszego wejścia w ten mecz. Już na początku popełnił błąd w rozegraniu, na własnej połowie podał piłkę wprost pod nogi jednego z gospodarzy, co doprowadziło do sytuacji strzeleckiej Lasse Nordasa. Reakcja obrońcy w tej akcji pokazała jednak, że to będzie kolejne dobre spotkanie w jego wykonaniu - Piątkowski nie zwiesił głowy, momentalnie wrócił na własne pole karne i zdołał jeszcze utrudnić napastnikowi oddanie celnego strzału. Rzeczywiście, poza tą jedną sytuacją był to w jego wykonaniu praktycznie bezbłędny występ. Defensor świetnie pilnował własnego pola karnego, dobrze odczytywał zamiary graczy Cracovii, a świetnymi, bezwzględnymi i agresywnymi interwencjami przerywał ich akcje. Łącznie wykazał się ośmioma skutecznymi odbiorami i przechwytami, notując również 9 wygranych pojedynków z 11 starć z rywalami. Szczególnie dobrze i uważnie Piątkowski reagował przy próbach szybkich ataków Cracovii, które momentalnie przerywał, często jeszcze na połowie gospodarzy. Szczególnie w pierwszej połowie obrońca był także zaangażowany w ofensywę, podłączał się wysoko do budowy akcji, a na przestrzeni całego meczu angażował się w rozegranie piłki i przyspieszenie kontr. Piątkowski już od dłuższego czasu utrzymuje wysoką dyspozycję i udowodnił to również w Krakowie.
Robert Deziel Jr. - Amerykanin rośnie z meczu na mecz. W spotkaniu z Cracovią pokazał, że doświadczenie zdobywane z każdym występem procentuje w jego grze i nadaje mu coraz większej pewności siebie. Deziel Jr. prezentował się w tym meczu niezwykle solidnie, grał twardo i nieustępliwie, dzięki czemu udało mu się wygrać prawie 85% podjętych pojedynków z przeciwnikami. Do tego dołożył jeszcze po sześć przechwytów z odbiorami oraz wybić piłki spod własnej bramki, a także stuprocentową skuteczność wślizgów, wykonując trzy takie interwencje. Graczom gospodarzy bardzo ciężko było przebić się przez jego strefę, a w drugiej połowie największe zagrożenie bramce Legii stworzyli już po jego zejściu z murawy w 82. minucie. Amerykanin imponował w tym meczu nie tylko w kwestiach defensywnych, ale również w wyprowadzeniu piłki. Był aktywny w tym elemencie, jako trzeci zawodnik stołecznego zespołu z największą liczbą kontaktów z piłką. Deziel Jr. pokazał z nią jednak oczekiwaną jakość, praktycznie nie popełniając błędów i notując celność podań na poziomie ponad 90%. To był kolejny udany i pewny występ w wykonaniu 21-latka.
Rafał Augustyniak - Przez znaczną część tego meczu nie można było mieć do jego gry większych zarzutów. W defensywie po raz kolejny prezentował naprawdę solidną, stabilną grę. Znów można było nazwać go pewniakiem, z którym atakujący gospodarzy mieli sporo problemów. Zanotował w tym meczu cztery odbiory, sześć wybić piłki i skuteczność pojedynków na poziomie prawie 65%, a także zablokował dwa strzały graczy Cracovii, w tym m.in. w 72. minucie, gdy po dalekim podaniu dobrze wrócił na własne pole karne za Lasse Nordasem, powstrzymał napastnika przed dojściem do sytuacji sam na sam i zablokował jego strzał. Ogólnie pracował na pozytywny występ, jednak po raz kolejny nie ustrzegł się prostych błędów, w tym jednego bardzo kosztownego. Mowa tu oczywiście o sytuacji z 44. minuty - obrońca wyszedł daleko za pole karne za Nordasem, jednak przegrał z nim rywalizację o górną piłkę i w dziecinny sposób, bardzo łatwym zwodem dał się pokonać napastnikowi Cracovii, co doprowadziło do wyrównującego trafienia. Tak doświadczony zawodnik nie powinien zachowywać się w taki sposób, reagować "na raz" w tak newralgicznej części boiska. W drugiej części także zaspał w jednej akcji - w 84. minucie, mimo teoretycznie lepszego ustawienia, dał się wyprzedzić wbiegającemu Ajdinowi Hasiciowi i pozwolił Bośniakowi dojść do świetnej okazji w polu karnym, zakończonej niecelnym strzałem obok bramki.
Paweł Wszołek - Wykazywał się dość dużą aktywnością na prawej stronie. W pierwszej części uczestniczył w budowie akcji warszawskiego zespołu, choć wykończenie niektórych z nich w jego wykonaniu pozostawiało trochę do życzenia. Mimo to udało mu się zanotować w tym meczu trzy kluczowe podania. Dwa z nich były dośrodkowaniami na dalszy słupek do wbiegającego Kacpra Chodyny, którego strzały jednak były blokowane przez defensorów Cracovii. W 26. minucie natomiast Wszołkowi udało się zdobyć siódmą asystę w obecnym sezonie. Choć to Michal Ševčík indywidualną akcją w głównej mierze zapracował na tę bramkę, podanie 34-latka w tempo, z pierwszej piłki po ziemi pozwoliło Czechowi na kierunkowe przyjęcie i przyspieszenie ataku. W jego poczynaniach brakowało jednak pomysłu, błyskotliwości, przez co wygrał tylko dwa z sześciu pojedynków z przeciwnikami. Po jego zejściu był jednak widoczny znaczny spadek intensywności i przede wszystkim jakości na prawej flance.
Rafał Adamski - Atakującemu nie można odmówić po tym meczu starań. Był jednym z nielicznym zawodników Legii, który potrafił utrzymać się przy piłce na połowie rywala, wywalczyć na niej jakąś przewagę. Szczególnie widoczne było to w drugiej połowie, przy zdecydowanej słabości ofensywnej warszawskiego zespołu, gdy Adamskiemu parokrotnie udało się przytrzymać piłkę, zastawić z nią i pomóc zespołowi w wyprowadzeniu kontrataków. Adamski potrafił pokazać się do podania, wziąć na siebie ciężar gry i spróbować zrobić coś z piłką. Z nią przy nodze, jak i w elemencie pressingu, wykonał najwięcej sprintów z całego zespołu. W niektórych pojedynkach jednak brakowało mu pomysłu, skuteczności. Gorzej wyglądał w starciach powietrznych, mimo przewagi fizycznej, przegrał znaczną część z nich, co m.in. przyczyniło się do straty bramki. Napastnik sam w tym meczu miał trzy okazje strzeleckie - dwukrotnie uderzał niecelnie głową po dośrodkowaniach, ale najlepszą okazję na bramkę miał na starcie drugiej części. Po koronkowej akcji w 57. minucie Adamski strzelał z pierwszej piłki z dość ostrego kąta, podniósł to uderzenie do góry i przestrzelił nad bramką, choć patrząc na powtórki wydaje się, że to golkiper koniuszkami palców podbił piłkę, wykonując świetną interwencję. Nie był to najgorszy występ w jego wykonaniu, a swoim zaangażowaniem wielokrotnie wspierał warszawski zespół.
Bartosz Kapustka - Choć w ostatnich tygodniach jego forma była na fali wznoszącej, występem w Krakowie kapitan Legii zdecydowanie obniżył swoje notowania. Przede wszystkim mowa tu o jakości rozegrania piłki i pojedynków. Choć w pierwszym elemencie statystycznie nie wygląda to najgorzej, szczególnie w drugiej połowie, Kapustce zdarzało się zbyt wiele błędów i niecelnych podań, które pozwalały gospodarzom wychodzić z szybkimi kontratakami i wykorzystywać wolne przestrzenie na połowie Legii. Z piłką przy nodze Kapustka był w tym meczu bezradny, nie potrafił poradzić sobie z przeciwnikami, wygrywając tylko dwa pojedynki naziemne z siedmiu. Również to potęgowało straty, których ostatecznie zanotował najwięcej z całego zespołu. W grze Kapustki w tym meczu nie było widać większego pomysłu i skuteczności, była ona po prostu mało odpowiedzialna. Choć w asekuracji i pomocy defensywie wyglądał nieco lepiej, całościowo Kapustka na pewno nie będzie mógł zaliczyć do udanych występu przeciwko swojemu byłemu zespołowi. Zszedł z boiska w 88. minucie.
Wojciech Urbański - Urbański, podobnie jak Michal Ševčík, wrócił w tym meczu do gry od pierwszych minut. W przeciwieństwie do Czecha, młodego pomocnika nie można pochwalić za jego grę. Przede wszystkim była ona zbyt bojaźliwa, a w pierwszej połowie był wręcz niewidoczny. Po przerwie nieco uaktywnił się w elemencie budowania akcji, jednak brakowało mu jakości. Wiele z jego zagrań było zbyt prostych, raczej w poprzek boiska lub do tyłu, co nie mogło pozwolić na przyspieszenie akcji, a raczej ich żmudne rozgrywanie. Gdy już starał się zagrać do przodu, praktycznie wszystkie jego próby podań były nie w tempo i choć ich celność ostatecznie stała na wysokim poziomie, to były one po prostu słabe, wręcz niweczące starania reszty zespołu. Brakowało mu więc w Krakowie jakiejkolwiek kreatywności, polotu, które już wielokrotnie prezentował w barwach stołecznej drużyny. Tym razem jednak zawiódł i przegrał walkę w środku pola z zawodnikami Cracovii. Oprócz tego popełnił jeszcze wręcz absurdalny błąd przy straconym golu. Urbański mógł naprawić przegrany pojedynek przez Rafała Augustyniaka, dojść blisko do napastnika gospodarzy, zawęzić mu pole do strzału i spróbować odebrać piłkę. Pomocnik ustawił się jednak daleko od atakującego, a dodatkowo zareagował dziwnym, zupełnie niepotrzebnym wślizgiem, którym w żaden sposób nie był w stanie zapobiec tej akcji. Na jego karb w dużej mierze spada więc odpowiedzialność za stratę tego gola. Choć przez znaczną część meczu dobrze wspomagał zespół w defensywie i asekurował własne pole karne, w tej sytuacji zachował się jak junior. Zarówno z piłką przy nodze, jak i w pracy bez niej popełnił w tym meczu zbyt dużo błędów, by ocenić jego występ choćby neutralnie.
Łukasz Zjawiński - Napastnik nie istniał w tym meczu, był zupełnie niewidoczny. Nie wspomagał drużyny w żadnym innym elemencie poza pressingiem na rywali oraz powrotami na własną połowę i przesuwaniem za akcjami pozycyjnymi gospodarzy. W akcjach własnego zespołu był zupełnie nieprzydatny, a defensorzy Cracovii radzili sobie z nim bez żadnych problemów. Nie potrafił utrzymać się przy piłce, zdobyć choćby trochę przestrzeni, zastawić się plecami do bramki i odegrać piłkę przyspieszając akcję - w każdym z tych elementów był w tym meczu po prostu słaby. Przez 85-minutowy występ zanotował zaledwie 20 kontaktów z piłką, z czego aż 8 kończyło się stratami, co przy zaledwie 40-procentowej skuteczności pojedynków i tylko nieco lepszej celności podań, potęguje słaby odbiór jego występu. Choć Zjawiński w poprzednich meczach również nie był widoczny, ale udawało mu się dobrze odnajdywać w polu karnym, tak w Krakowie nawet w tym elemencie zupełnie mu nie wychodziło. Nie potrafił zwieść defensorów, oderwać się od krycia i uwolnić na czystą pozycję. Przez to udało mu się w tym meczu oddać tylko jeden strzał - w 73. minucie uderzał z woleja po dośrodkowaniu z prawej strony, lecz zdecydowanie przestrzelił ponad bramką.
Kacper Chodyna - Wahadłowy z konieczności ponownie wystąpił na lewej flance, jednak ponownie nie było elementu w jego grze, za który można byłoby go pochwalić. Poza bieganiem i licznymi sprintami, 27-latek zupełnie nic nie wnosił do gry zespołu. Jego próby ofensywne były banalne, oparte na tych samych schematach, przez co z łatwością przewidywalne dla defensorów gospodarzy. Z piłką przy nodze grał również zbyt wolno, nie miał więc żadnych argumentów, by pokonać rywali i wypracować coś dla zespołu. Poza jednym, szybszym odegraniem do Rafała Adamskiego z początku drugiej połowy, gdy napastnik miał szansę na oddanie groźnego strzału, nie wyszło mu w ofensywie praktycznie nic. Mowa tu również o jakości jego strzałów - dwukrotnie w pierwszej części dobrze podłączał się na pole karne, otrzymywał dośrodkowania od Pawła Wszołka, jednak potrzebował przyjęcia i zbyt dużo czasu na oddanie uderzenia, przez co w obu sytuacjach rywale zdążali do niego doskoczyć i zablokować. Defensywa również jest stałym problemem i nie inaczej było w Krakowie. Chodyna wielokrotnie nie nadążał z powrotami na własną połowę, pozostawiał zbyt wiele wolnych przestrzeni na swojej flance, ale również w wolniejszych atakach pozycyjnych gospodarzy gubił się w ustawieniu i pozwalał rywalom na zbyt wiele, co wiązało się z potrzebą asekuracji jego strefy i burzeniem całej linii defensywy.
Zmiennicy
Zoran Arsenić, Jan Kuchta, Damian Szymański - Obrońca i napastnik pojawili się na boisku w 82. minucie, natomiast pomocnik wszedł na plac gry sześć minut później. Szymański w doliczonym czasie gry mógł zdobyć zwycięską bramkę mocnym strzałem z woleja ze skraju pola karnego, lecz jego uderzenie wybronił bramkarz. Cała trójka grała zbyt krótko, by w pełni ocenić ich występ.Arkadiusz Reca - Pojawił się na boisku za kontuzjowanego Pawła Wszołka. Zaskakująco, nie został ustawiony na lewym wahadle, a trener Marek Papszun postawił na wariant z odwróconymi wahadłowymi i jego grę na prawej flance. Po meczu wiemy, że zupełnie się to nie sprawdziło. Widać było, że Reca nie jest przygotowany do gry na tej pozycji, gubił się w ustawieniu i próbując je korygować, nie nadążał za poczynaniami gospodarzy na jego stronie. Przez to wszystko jego wkład w defensywę był znikomy, a przeciwnicy przeprowadzali ataki przez jego strefę. Choć wydawało się to niemożliwe, jeszcze gorzej wyglądała jego jakość gdy był przy piłce. Reca zupełnie sobie nie radził, notował mnóstwo strat, a przy 33 kontaktach z piłką, dokładnie 1/3 jego zagrań kończyła się niepowodzeniem. Choć często podłączał się pod pole karne Cracovii, nie potrafił przekuć tego w jakiekolwiek korzyści - nie zanotował ani jednego celnego dośrodkowania, próby jego prostopadłych, przyspieszających podań najczęściej również były nieprzygotowane, grane nie w tempo, przez co bardzo niecelne.
Bohdan Wjunnyk - Ukrainiec wszedł na murawę w 65. minucie, wracając po kontuzji i notując swój pierwszy występ od miesiąca, a zarazem drugi w barwach Legii. Trener Marek Papszun, wprowadzając go na boisko, na pewno liczył na jego umiejętności pracy w pressingu i pomoc w poprawie ofensywnych poczynań drużyny w drugiej części meczu. Wjunnyk jednak zupełnie tego nie zapewnił, co więcej, był praktycznie niewidoczny. Nie angażował się zbytnio w grę zespołu i budowanie akcji, bardzo rzadko można było zobaczyć go z piłką przy nodze, a momentami można było wręcz zapomnieć, że w ogóle został wprowadzony do gry. Gdy już otrzymywał piłkę, często ulegał po presją rywali, miał dużo prostych i szybkich strat, notując ostatecznie tylko nieco ponad 40-procentową skuteczność we wszystkich pojedynkach. Mimo znikomego zaangażowania, w 81. minucie atakującemu udało się dojść do sytuacji strzeleckiej - dobrze uwolnił się od krycia w polu karnym i dopadł do dośrodkowania z prawej strony na 6. metrze, jednak w wyśmienitej pozycji strzałem głową Wjunnyk fatalnie spudłował, źle trafił w piłkę i zamiast w światło bramki, skierował ją prosto w plecy znajdującego się na pozycji spalonej Rafała Adamskiego.
