Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po ligowym meczu z Motorem

wtorek, 8 września 2026 09:00
Plusy i minusy po ligowym meczu z Motorem
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com
2

W sobotni wieczór Legia Warszawa zrewanżowała się Motorowi Lublin za porażkę w rozgrywkach Pucharu Polski. W dramatycznych okolicznościach i po dwóch bramkarz w doliczonym czasie gry "Wojskowi" w ramach 7. kolejki Ekstraklasy pokonali lubelski zespół 3-2. Gra zawodników warszawskiej drużyny pozostawiała jednak wiele do życzenia, a zwycięstwo można nazwać zdecydowanie szczęśliwym. 

Spotkanie wyłoniło jednak dwóch bohaterów, którzy znacznie przyczynili się do zanotowania kolejnych trzech punktów. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna za ten mecz.

Otto Hindrich  - Pierwszym ze wspomnianych bohaterów, po raz kolejny w tym sezonie, był bramkarz warszawskiego zespołu. Choć w pierwszym meczu przeciwko Motorowi Rumunowi nie udało się szczególnie pomóc zespołowi, w sobotnim starciu jego skutecznie interwencje trzymały Legię przy życiu. Łącznie golkiper warszawskiego klubu wykazał się 4 obronami, a każda z nich wymagała niezwykłego skupienia, wyczucia i ogromnych umiejętności bramkarskich. W pierwszej, zdecydowanie nudniejszej połowie gospodarze oddali na jego bramkę dwa celne strzały, z którymi Hindrich poradził sobie wyśmienicie, co więcej, notując fenomenalną, podwójną interwencję. W 30. minucie bramkarz dwukrotnie obronił strzały Fabio Ronaldo - najpierw podbił do góry jego płaski strzał tuż nad ziemią, by po chwili szybko podnieść się z ziemi i wykonać świetną robinsonadę przy dobitce Portugalczyka głową. Druga część nie zaczęła się dla golkipera dobrze, bo przy pierwszy dwóch celnych strzałach Hindrich musiał wyciągać piłkę z siatki. Nie miał jednak zbyt dużo do powiedzenia przy tych trafieniach - szczególnie przy pierwszej bramce, choć przy drugim trafieniu mógł zareagować nieco lepiej na przedpolu, wyjść do prostopadłego podania, jednak zdecydował się na stanie nisko na nogach i próbę interwencji. Szczególnie wybitna była jego interwencja z 79. minuty. Hindrich po raz kolejny wyszedł górą z sytuacji sam na sam z rywalem - dobrze skrócił mu pole do strzału, stał nisko na nogach na 6. metrze, nie zareagował instynktownie, tylko czekał do ostatniej chwili na oddanie strzału, dzięki czemu udało mu się nogą wybronić uderzenie skrzydłowego Motoru. Gdyby nie dyspozycja reprezentanta Rumunii, przebieg i wynik tego meczu mógłby być zupełnie inny i na pewno na niekorzyść dla Legii.

 

Ruben Vinagre - Portugalczyk na pewno nie może zaliczyć do udanych pierwszej części tego meczu. Gdy już udawało mu się dojść do piłki, emanował dużą nieskutecznością. Vinagre w zasadzie ograniczał się do szukania wolnych przestrzeni za plecami obrońców, co kilkukrotnie wykorzystywali jego partnerzy, posyłając mu dalekie podania, z którymi jednak wahadłowy nie potrafił sobie poradzić, czy to przez złe opanowanie piłki, czy błędy już po przyjęciu. Po przerwie jego zaangażowanie w ataki było coraz większe, co niestety przyczyniło się poniekąd do straty drugiego gola - Vinagre zapędził się do ofensywy, a jego nieobecność na lewej flance defensywy gospodarze skrzętnie wykorzystali. Portugalczyk nie popisał się również przy pierwszym trafieniu graczy Motoru - był ustawiony najbliżej dośrodkowującego Kamila Lukoszka, jednak zostawił mu zbyt dużo przestrzeni i pozwolił na swobodną centrę. W końcówce wziął na siebie odpowiedzialność, starał się i robił dużo, by odmienić losy meczu, a ostatecznie jego dwa kluczowe podania do tego doprowadziły. Jeszcze wcześniej Portugalczyk spróbował zaskoczyć bramkarza Motoru bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego obok muru, jednak golkiper skutecznie i spokojnie interweniował. W 95. minucie Vinagre podszedł do wykonania rzutu rożnego, zacentrował idealnie na głowę znajdującego się na bliższym słupku Rafała Augustyniaka, co znacznie przyczyniło się do wyrównania. Sześć minut później kolejny raz w tym meczu zmienił stronę, znów poszukał miejsca za plecami obrońców i niepilnowany odebrał prostopadłe podanie od Bartosza Kapustki. Vinagre wbiegł w pole karne, podniósł głowę i świetnym podaniem w głąb "szesnastki" dograł piłkę do Jakuba Żewłakowa, notując swoją drugą asystę w tym sezonie. 

Michal Ševčík - Był zdecydowanie najaktywniejszym zawodnikiem środka pola, który starał się wziąć na siebie ciężar rozegrania akcji. Początkowo jednak niewiele mu wychodziło. Ševčík był bardzo nieskuteczny w starciach z rywalami, przegrywał sporo pojedynków, nie potrafił zrobić z piłką większej różnicy, a zdarzały mu się błędy również w prostych podaniach. Z czasem jednak opanował swoje poczynania i poprawił swoją skuteczność. Nadrabiał to również walecznością, naciskiem w wysokim pressingu, ale również walką o piłkę na całej długości oraz szerokości boiska. W 38. minucie nacisnął na Ivo Rodriguesa, wygrał walkę o piłkę z pomocnikiem Motoru, a następnie przytomnym, prostopadłym podaniem uruchomił wybiegającego za obrońców Jana Kuchtę, doprowadzając do sytuacji sam na sam napastnika. Pięć minut później ofensywny pomocnik dobrze odczytał zamiary rywala, przeciął podanie jednego z obrońców tuż pod polem karnym Motoru i ponownie szybko zauważył i skutecznie dograł piłkę do swojego rodaka, co doprowadziło do rzutu karnego. Równie dobrze wszedł w drugą część, nadal był bardzo aktywny, pokazywał się do podań i próbował przyspieszać akcje, a na samym starcie dobrze zabrał się z futbolówką i uderzył z 25. metra, lecz niecelnie. 

Wojciech Urbański - Młodemu Polakowi również nie można odmówić aktywności, choć objawiała się ona jedynie w środkowej tercji boiska. Urbański pokazywał się do gry, szukał wolnych przestrzeni w środku pola i starał się regularnie pomagać w budowaniu akcji. Dłuższymi podaniami do przodu czy rozrzuceniami piłek do boków boiska udawało mu się przyspieszać ataki. Było tego jednak zdecydowanie za mało, długimi momentami brakowało mu odwagi. Indywidualne rajdy, przy których z dobrej strony pokazał się w spotkaniu pucharowym z Motorem, również były rzadkością w jego wykonaniu. Pomocnik nie decydował się zbyt często na dłuższe holowanie piłki, nie próbował pokazywać swoich indywidualnych umiejętności. Generalnie jednak w swoich zadaniach był dość poprawny - nie popełniał wielu błędów, zanotował dość dobrą celność podań. Nie było jednak w jego grze większego elementu zaskoczenia, a jeśli już, to zbyt rzadko. 

Bartosz Kapustka - Był w tym meczu ustawiony na nienaturalnej dla siebie, eksperymentalnej pozycji nr 6. Kapustka od początku obecnego sezonu lepiej wypadał w zadaniach obronnych, więc przestawienie go do funkcji defensywnego pomocnika mogło się sprawdzić i tak poniekąd było. W elemencie destrukcji, psucia akcji przeciwnika pomocnik był dobry. Grał dość twardo, nieustępliwie, a przede wszystkim skutecznie, dokładając do tego również pozytywne czytanie gry przeciwników i skuteczne przesuwanie się za ich akcjami. Kapustka łącznie wykazał się 4 udanymi odbiorami, do których dodał również 2 skuteczne wślizgi przecinające ataki rywali. W głównej mierze zapadł jednak w pamięć poprzez swoją skuteczność w pojedynkach - Kapustka zwyciężył w aż 9 starciach z przeciwnikami, z którymi mierzył się 10-krotnie, więc zanotował 90-procentową skuteczność. Nieco gorzej wyglądał w jego wykonaniu element rozegrania. Choć Kapustka był w nim aktywny, ponownie brakowało mu pomysłu, kreatywności, a uciekając się do najprostszych zagrań, najczęściej do tyłu, pozwalał przeciwnikom na opanowanie tych ataków i nie pomagał własnemu zespołowi w przyspieszeniu akcji. Pomimo defensywnego nastawienia liczyliśmy, że będzie dawał opcję również w ofensywie. Brakowało tego w jego występie przez znaczną część spotkania. Dopiero od ostatniego kwadransa zintensyfikował swoją aktywność pod bramką rywali i przyniosło to efekty. W 76. minucie uderzał mocno z okolicy 25. metra, jednak jego strzał odkręcał się do środka bramki, co nie utrudniło golkiperowi interwencji. Kapustka zapracował jednak na zwycięską bramkę, nacisnął na Ivo Rodriguesa, zabrał mu piłkę na połowie Motoru, podprowadził ją nieco bliżej pola karnego i przytomnym podaniem na prawą stronę znalazł wybiegającego, zupełnie niepilnowanego Rubena Vinagre, co przyniosło kapitanowi Legii asystę drugiego stopnia. 

Kamil Piątkowski - Jest jedynym z trójki obrońców, którego nie ma szczególnie za co zganić, ale również i pochwalić. Jego występ był po prostu solidny - bez większych błędów, ale także szczególnie znaczących interwencji. Wykazał się łącznie 5 udanymi odbiorami, a jego pojedynki z przeciwnikami stały na poziomie 80-procentowej skuteczności. Trzeba jednak przyznać wprost, że gospodarze rzadko atakowali jego flanką, a znacznie częściej wykorzystywali przestrzenie na drugiej stronie bądź w środku boiska, co nie pozwalało Piątkowskiemu na wielokrotnie wykazanie się swoimi umiejętnościami w obronie. Przy obu straconych bramkach defensor nie brał udziału, nie był ich winowajcą, a wręcz przeciwnie, przy drugim trafieniu Karola Czubaka starał się jeszcze zaasekurować spóźnionego Rafała Augustyniaka i zablokować uderzenie napastnika, jednak był minimalnie zbyt późno. Zdecydowanie brakowało jednak w tym meczu jego zaangażowania w elemencie budowania akcji i przesuwania się do linii ataku. 

Rafał Augustyniak  - Obrońca Legii miał w tym meczu wkład w cztery akcje bramkowe. Podzielił swoją pomoc w zdobywanie bramek na pół dla swojej drużyny i przeciwników. Zaczynając od pozytywów, rzeczywiście realnie pomógł zespołowi w ofensywie. Pod koniec pierwszej połowy pewnie wykonał rzut karny, strzelając dość mocno w środek bramki. W doliczonym czasie drugiej połowy jego celne uderzenie pomogło w zdobyciu bramki wyrównującej - Augustyniak dobrze odnalazł się na bliższym słupku przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego, wygrał pojedynek powietrzy z obrońcą i głową skierował piłkę w światło bramki. Golkiper zdołał odbić jego strzał, choć tak, że doprowadził do dobitki Jakuba Żewłakowa. Przy obu bramkach obrońca Legii zachował się w defensywie dramatycznie. Przy pierwszym trafieniu teoretycznie był w lepszym położeniu niż Karol Czubak - kontrolował jego pozycję i był ustawiony przed napastnikiem - mimo to nie zareagował dobrze, skoczył zbyt nisko, jakby ociężale, dając się przeskoczyć atakującemu i nie mając szans na skuteczną interwencję. Trzy minuty później Augustyniak ponownie zaspał. Jego zachowanie przy prostopadłym podaniu było zastanawiające - obrońca stanął, nie próbował nawet interweniować, licząc na nie wiadomo co, a gdy zorientował się, że za jego pleców wybiega Czubak, było już za późno. 

Zoran Arsenić  - Dla Chorwata sprowadzonego do klubu latem był to dopiero pierwszy mecz w wyjściowym składzie Legii i dopiero drugi występ w barwach stołecznego zespołu. Defensor na pewno nie będzie mógł zaliczyć go do udanych. Mimo ogromnego doświadczenia, 32-latek od początku meczu wyglądał na zawodnika zestresowanego, niepewnego. Arsenić popełniał proste błędy nie tylko w ustawieniu, ale również w kryciu, interwencjach, a także wyprowadzeniu piłki. W zasadzie również miał swój wkład w oba trafienia dla gospodarzy. Przy pierwszym niepewne wybicie głową pierwszego dośrodkowania przez obrońcę doprowadziło do ponowienia centry, która była już tragiczna w skutkach. Fatalna była natomiast reakcja Arsenicia przy drugim golu. Defensor przegrał pojedynek 1 na 1 z Mbaye Ndiaye, w zasadzie jednym prostym zwodem skrzydłowy Motoru spowodował, że obrońca leżał na ziemi, co pozwoliło graczowi gospodarzy wykorzystać mnóstwo przestrzeni i posłać prostopadłe podanie za niezorganizowaną defensywę Legii. Łącznie Arsenić wchodził w tym meczu w starcia z rywalami 9-krotnie i nie wygrał z nich choćby połowy. Szalę goryczy w jego występie przechyliła sytuacja z 79. minuty. Arsenić wdarł się w niepotrzebny drybling i stracił piłkę w prosty sposób, co doprowadziło do okazji sam na sam Makana Aïko i tylko interwencja Hindricha uratowała go przed swoistym hat-trickiem sprokurowanych bramek. Cierpliwość po tej akcji stracił również trener Marek Papszun, który chwilę później zdjął Arsenicia z boiska. 

Jan Kuchta  - Czeski napastnik zagrał w wyjściowym składzie w drugim ligowym meczu z rzędu. Ponownie nie można jego występu uznać za udanego. Cały czas widać, że nie potrafi odnaleźć się w systemie gry Legii. W zasadzie przez pierwsze pół godziny był zupełnie niewidoczny. Co jakiś czas jedynie schodził nisko poza pole karne, by pomóc zespołowi w budowaniu akcji, ale albo nie był wykorzystywany, albo był zupełnie nieskuteczny. W 38. minucie dobrze wykorzystał chaos w obronie Motoru po wysokim odbiorze Michala Ševčíka, znalazł wolne miejsce między stoperami, wkleił się idealnie w linię spalonego i po prostopadłym podaniu jego rodaka znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, którą fatalnie zmarnował, posyłając piłkę obok bramki. Zachowanie napastnika w tej sytuacji było świetne, sam pomysł wykończenia podcinką nad wychodzącym bramkarzem również dobry, jednak celownik zdecydowanie do nastawienia. Źle w polu karnym rywali zachował się również pięć minut później, po kolejnym odbiorze Ševčíka, który momentalnie posłał do niepilnowanego Kuchty dośrodkowanie, ale napastnik zupełnie nie potrafił opanować futbolówki i tylko poślizgnięcie Bartosza Bereszyńskiego uratowało go od kolejnej wtopy i dało Legii rzut karny. Większych zasług dla atakującego za wywalczenie tej "jedenastki" jednak nie ma. 

Mateusz Szczepaniak  - Dwoma impulsami z ławki Szczepaniak pokazał, że zasługuje na szansę gry. Ta decyzja taktyczna trenera Marka Papszuna jednak niekoniecznie się opłaciła. 19-latek był niewidoczny, zagubiony i wyłączony z gry. Najlepiej potwierdza to statystyka kontaktów z piłką, których Szczepaniak zanotował zaledwie 15 w 71. minutowym występie. Gdy już był przy piłce, był zupełnie nieskuteczny. Zachowywał się chaotycznie, zbyt dużo ryzykował, co doprowadziło do jedynie 3 wygranych pojedynków z rywalami z 7 i aż 6 strat, co znaczy, że średnio tracił posiadanie co trzy kontakty z futbolówką. Poza dość aktywnym doskokiem do rywali i zaangażowaniem w pressingu przez znaczną część występu, Szczepaniak zupełnie nie pomagał zespołowi. Ewidentnie był zestresowany i nie udało mu się wykorzystać tej szansy.

Kacper Chodyna  - W sobotnim meczu również musiał zastąpić kontuzjowanego Pawła Wszołka i po raz kolejny był jednym z najsłabszych elementów zespołu. Nie wychodziło mu w tym meczu praktycznie nic. Gubił się z piłką przy nodze, nie miał żadnego pomysłu, co z nią zrobić. Wahadłowy uciekał się do licznych odegrań do tyłu, co jedynie zwalniało ataki warszawskiego zespołu. Często wchodził również w bezsensowne pojedynki z przeciwnikami - robił to bez żadnego tempa, elementu zaskoczenia i w znacznej większości kończyło się to prostymi stratami - wygrał tylko 4 ze wszystkich 10 naziemnych starć z rywalami. Najlepszym podsumowaniem jego sobotniego występu było jego jedyne dośrodkowanie z tego meczu. Chodyna wykonał je w 33. minucie, jednak zamiast defensywę przeciwnika, postraszył kibiców siedzących w górnej kondygnacji jednego z sektorów za bramką na stadionie w Lublinie. 

Zmiennicy

Jakub Żewłakow  - Ofensywny pomocnik w 71. minucie wrócił do gry pojawił się na murawie po raz pierwszy od połowy sierpnia i wyleczeniu urazu. Po raz kolejny zanotował fenomenalną zmianę. Tym razem jednak miał nie tylko wkład do gry zespołu i rozegrania akcji, ale przede wszystkim zamienił swoje zaangażowanie w liczby, które pomogły Legii w wywalczeniu trzech punktów. Od początku wejścia na murawie był bardzo aktywny, pokazywał się do gry i widać było, że chce odmienić losy tego meczu. Zachwycił jednak zwłaszcza swoim zachowaniem w polu karnym i po raz pierwszy pokazał prawdziwy instynkt snajperski. Najpierw, w piątej minucie doliczonego czasu gry, dobrze zareagował w chaosie spowodowanym niepewną interwencją bramkarza Motoru, zachował czujność oraz spokój i z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki, doprowadzając do wyrównania. Dla Żewłakowa było to pierwsze trafienie w barwach stołecznego zespołu. Młody pomocnik jednak na tym nie poprzestał, nadal szukał miejsca w polu karnym rywali, a jego zachowanie i parcie na bramkę zaowocowało po raz drugi. Sześć minut później dobrze pokazał się na środku "szesnastki" Motoru, odebrał zagranie z bocznej strefy od Rubena Vinagre i pewnym strzałem z pierwszej piłki wpakował ją do pustej bramki, kompletując dublet i zostając drugim bohaterem Legii w tym meczu. 

Henrique Arreiol - Pojawił się na murawie w 65. minucie. Choć już po jego wejściu zespół stracił drugą bramkę, generalnie Portugalczyk wzmocnił go w elemencie asekuracji. Trzeba pochwalić jego zachowanie z 79. minuty, gdy Arreiol wrócił na własne pole karne po błędzie Zorana Arsenicia i zapobiegł dobitce po niewykorzystanej sytuacji sam na sam Makana Aïko, w ostatnim momencie blokując ofiarnym wślizgiem strzał Mbaye Ndiaye. Pomógł również drużynie w elemencie budowania akcji, notując stuprocentową skuteczność podań i dodając pewien spokój w tym elemencie. 

Arkadiusz Reca - Wszedł na boisko w 80. minucie. Grał dość krótko, by w pełni ocenić jego występ. Tym razem jednak nie popełnił żadnego błędu, co już jest jakimś pozytywem.

Rafał Adamski  - Pojawił się na murawie w 65. minucie. Gracz, który wielokrotnie potrafił być jokerem w legijnej talii kart i odmieniać mecze swoimi zmianami, tym razem dał naprawdę słabe wejście. Nie wniósł kompletnie nic do gry zespołu, poza nieskutecznością i niepewnością. W ponad półgodzinnym występie zanotował jedynie 11 kontaktów z piłką, przy których był po prostu słaby. Nie potrafił zrobić z futbolówką zupełnie nic, a rywale z łatwością odczytywali jego zamiary. Wygrał zaledwie 1 ze wszystkich 7 pojedynków z przeciwnikami, nie wykonał również skutecznie ani jednej z dwóch prób dryblingów. 

Łukasz Zjawiński  - Dla atakującego był to dopiero pierwszy mecz w tym sezonie, w którym nie pojawił się w wyjściowym składzie. Został wprowadzony na boisko w 71. minucie. Zjawiński dotknął piłki tylko 6 razy, z czego połowa tych kontaktów kończyła się utratą posiadania. Poza tym nie wykonał ani jednego celnego podania i ogólnie był wyłączony z gry. 

Podaj ten news dalej:
Oceny legionistów
Komentarze (2)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość