Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Pogonią

niedziela, 26 lipca 2026 09:30
Plusy i minusy po meczu z Pogonią
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com
8
W piątkowy wieczór Legia Warszawa zainaugurowała nowy sezon Ekstraklasy. "Wojskowi" rzutem na taśmę pokonali na wyjeździe Pogoń Szczecin 1-0 po bramce dopiero w 96. minucie. Legioniści jednak całościowo zasłużyli na trzy punkty. Grali odważnie z piłką oraz intensywnie i agresywnie w walce o nią. Potrafili także zepchnąć rywali do niskiej defensywny. Największym mankamentem po raz kolejny był brak skuteczności w finalizacji oraz wykończeniu ataków. Zapraszamy na nasze tradycyjne "Plusy i minusy", które wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna.

Otto Hindrich  - Choć ataki na jego bramkę w tym meczu były raczej okazjonalne, Rumun miał kilka sytuacji, w których musiał się wykazać. Golkiper po raz kolejny pokazał w nich klasę i stał się jednym z ojców sukcesu. Przede wszystkim zaimponował przy pierwszej groźnej okazji "Portowców". W 31. minucie do strzału głową z okolic 7. metra doszedł jego były kolega z drużyny, Jean-Pierre Nsame, który skierował piłkę w światło bramki. Mimo że Hindrich był na wykroku, zareagował błyskawicznie, intuicyjnie i fenomenalną robinsonadą zdołał odbić ten strzał za linię końcową. Większość bramkarzy rozłożyłoby w tej sytuacji ręce, nie zdążyłoby zareagować, jednak Rumun popisał się kolejną świetną interwencją ratującą zespół przed stratą bramki w sytuacji teoretycznie beznadziejnej. Bramkarz Legii czujność zachował również w 66. minucie przy uderzeniu głową Fredrika Ulvestada. Pomocnik Pogoni uderzył lżej, jednak tuż przy dalszym słupku i choć w pierwszym momencie Hindrich nie chciał rzucać się do tej piłki, w ostatniej chwili zauważył, że ta leci w światło bramki i zdołał wybić ją jeszcze sprzed linii bramkowej. Ostatnią bohaterską interwencją golkiper wykazał się w 79. minucie. Hindrich naprawił błąd Rafała Augustyniaka, skrócił pole do strzału znajdującemu się na czystej pozycji Paulowi Mukairu i odbił jego nieporadny strzał w zasadzie w sytuacji sam na sam. Poza tym bramkarz był pewny na przedpolu, wielokrotnie reagował przy wysokich piłkach. Choć początkowo miał z tym lekkie problemy, wspomagał także zespół w kwestii rozegrania, nie bał się przebywać z piłką przy nodze. Hindrich po prostu po raz kolejny udowodnił swoją wartość, wspomógł drużynę w ciężkich momentach i robił wszystko co możliwe, by zachować czyste konto.

 

Kamil Piątkowski  - Defensor pokazał w tym inaugurującym meczu, że stać go na to, by być kluczową postacią zespołu w tym sezonie. Był pewnym i przydatnym zawodnikiem w zasadzie w każdym elemencie gry. Przede wszystkim wykazywał się skutecznością oraz niezawodnością w najważniejszej kwestii, czyli grze defensywnej. Piątkowski był praktycznie nie do przejścia, zaryglował prawą stronę obrony i nie pozwalał ofensywnym zawodnikom Pogoni na rozwinięcie skrzydeł. Defensor wykazał się 6 udanymi odbiorami i przechwytami, wygrywając również 9 ze wszystkich 11 podjętych pojedynków z przeciwnikami. Poza jednym błędem z 31. minuty, gdy źle obliczył tor lotu piłki po dośrodkowaniu z prawej strony i pozwolił Jean-Pierre'owi Nsame na oddanie groźnego strzału, jego występ w defensywie był nieskazitelny. Był także najaktywniejszym zawodnikiem Legii w kwestii rozegrania piłki. Właściwie większość akcji przechodziła przez jego nogi, był zresztą drugim zawodnikiem z największą liczbą kontaktów z piłką z całego zespołu. Piątkowski wykazywał się przy tym odwagą - starał się przyspieszać ataki, nie bał się wziąć ciężaru gry i odpowiedzialności na swoje barki, notując przy tym celność podań na poziomie niemal 90 procent. Dzięki jego dobrej współpracy z Pawłem Wszołkiem, warszawskiej drużynie udało się przeprowadzić wiele groźnych akcji prawą flanką. Piątkowski starał się mieć swój wkład w ofensywę. Próbował wielokrotnie posyłać piłkę na pole karne, dzięki czemu zanotował aż 3 kluczowe podania, co jak na nominalnego obrońcę naprawdę robi wrażenie. To był bardzo udany oraz odpowiedzialny występ w wykonaniu 26-latka.

Robert Deziel Jr  - Amerykanin znalazł się w wyjściowym składzie, choć było to lekkim zaskoczeniem. Tym samym był to dla niego oficjalny debiut w barwach stołecznego zespołu. Nie było widać w jego grze żadnych oznak zdenerwowania czy strachu spowodowanego debiutem. Widoczna była za to chęć pokazania się i ogromna pewność w poczynaniach boiskowych. Jego gra była właściwie kalką tego, co na drugiej flance pokazywał jego partner z defensywy - Kamil Piątkowski. Obaj zawodnicy zanotowali zresztą tyle samo kontaktów z piłką, przy czym 21-latek utracił posiadanie jedynie 5 razy. Amerykanin pokazywał w rozegraniu dużą odwagę, szukał możliwości dynamizacji akcji i rozruszał ataki lewą stroną. W defensywie również prezentował dużą dojrzałość, śmiałość i w zasadzie niezawodność. W pamięć zapadnie nam przede wszystkim jego interwencja z 79. minuty, gdy siłą i determinacją wygrał pojedynek z Paulem Mukairu i powstrzymał skrzydłowego przed dobiciem piłki do pustej bramki. Pokazał, że może być także przydatny drużynie w ofensywie - w 22. minucie uderzył odważnie sprzed pola karnego i tylko blokada jednego z rywali spowodowała, że futbolówka nie znalazła drogi do światła bramki. Deziel Jr uwidocznił w tym meczu większość swoich atutów i udowodnił, że może być nie tylko uzupełnieniem kadry, ale pełnoprawnym zawodnikiem wyjściowego składu. Swój debiut w naprawdę dobrym stylu zakończył w 88. minucie.

Rafał Augustyniak  - Doświadczony stoper skutecznie dopełnił trio defensywnie i uniemożliwił gospodarzom zdobycie bramki w tym meczu. Jako centralny z obrońców był praktycznie nie do przejścia. Wykazał się 5 udanymi odbiorami i przegrał tylko 2 ze wszystkich 8 pojedynków z rywalami. Zdecydowanie górował także w pojedynkach powietrznych. Wielokrotnie radził sobie z wysokimi zagraniami graczy Pogoni na pole karne, notując przy tym 5 wybić. Dobrze asekurował własne pole karne również przy szybkich kontratakach gospodarzy - m.in. w 65. minucie dogonił pędzącego Kamila Grosickiego, wypchnął go do boku i znacznie utrudnił oddanie celnego strzału. Popełnił właściwie tylko jeden błąd - w 79. minucie, próbując przeciąć górne zagranie na "szesnastkę", źle trafił w piłkę, czym doprowadził do sytuacji sam na sam Paula Mukairu. Poza tym jednak dawał naprawdę dużą pewność w organizacji obrony Legii. Był także pomocny w budowaniu akcji, szukał gry i diagonalnymi podaniami próbował przenosić ciężar gry z własnej połowy na część boiska gospodarzy. W 7. minucie to on uderzył piłkę głową na bliższym słupku po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i trafił w poprzeczkę, co następnie skończyło się nieuznanym golem Milety Rajovicia. Parokrotnie oddawał odważne strzały z dystansu, choć lepiej je przemilczeć. W 71. minucie posłał świetną górną piłkę na pole karne do Pawła Wszołka, a to podanie rozpoczęło akcję, po której Legia miała dwie sytuacje bramkowe. Przede wszystkim jednak warszawski zespół zyskiwał dużo na jego dalekich wyrzutach z autu. Wielokrotnie doprowadzały one do zamieszania w polu karnym gospodarzy, a ostatecznie przyczyniły się również do zwycięskiego trafienia. Augustyniak może być zadowolony po tym występie.  

Paweł Wszołek  - Dla prawego wahadłowego był to pierwszy oficjalny występ od majowego spotkania z Widzewem Łódź, w którym odniósł kontuzję eliminującą go z gry do końca sezonu. Widać było w nim głód gry, chęć udanego wejścia w sezon i dołożenia cegiełki do zwycięstwa. Od początku meczu był zdecydowanie najaktywniejszym zawodnikiem Legii w ofensywie. Non stop pokazywał się do podań na prawej stronie - schodził nisko, by grać z klepki, a także szukał wolnych przestrzeni za plecami rywali i starał się je wykorzystywać. Jego aktywność mogła przynieść efekty już w 6. minucie, gdy dośrodkował idealnie na 7. metr na głowę Milety Rajovicia, jednak jego strzał wybronił golkiper. Podobną centrą wahadłowy wykazał się 20 minut później, jednak Duńczyk ponownie nie potrafił wykorzystać jego dogrania. Wszołek łącznie podjął 9 prób dośrodkowań i gdyby napastnicy Legii zachowywali się lepiej, powinien mieć z nich przynajmniej jedną asystę. Pod koniec pierwszej połowy strzałem ze "szczupaka" mógł wykończyć daleki wyrzut z autu i zgranie głową jednego z defensorów Pogoni, lecz z ostrego kąta trafił tylko w bramkarza. W 71. minucie znów odnalazł się dobrze na dalszym słupku, tym razem to on zgrał piłkę w głąb pola karnego i doprowadził do wyśmienitej sytuacji strzeleckiej Łukasza Zjawińskiego, a w następstwie również jeszcze lepszej pozycji strzeleckiej dla Rajovicia. Piłka jednak nadal go szukała i przy trzeciej okazji w polu karnym Wszołkowi udało się w końcu dopisać na swoje konto asystę przy zwycięskim trafieniu Zorana Arsenicia - choć Wszołek raczej strzelał, futbolówka trafiła do obrońcy, co pozwoliło mu na oddanie strzału. W defensywie Wszołek również zagrał bez większych zarzutów, nie pozwalał rywalom na zbyt wiele na swojej flance.

Ruben Vinagre - Już podczas letnich przygotowań i sparingów Portugalczyk pokazywał, że jest w nieco lepszej dyspozycji. Spotkanie w Szczecinie pokazało, że lewy wahadłowy rzeczywiście zyskuje na współpracy z trenerem Papszunem i prezentuje niezłą formę. Szczególnie w pierwszej połowie znaczna część akcji i zagrożenia Legii wynikała z jego indywidualnych ataków. Vinagre grał odważnie, potrafił utrzymać się z piłką przy nodze, połykać z nią przestrzeń, co skutkowało 3 udanymi dryblingami z 4 prób. Wahadłowy wielokrotnie szukał dograń na pole karne. Jego dośrodkowania z gry pozostawiały jednak nieco do życzenia i nie powodowały zbytnio zagrożenia bramce rywali. Inaczej było w kwestii wykonywania stałych fragmentów gry. To w następstwie jego dobrych centr Legia zdobyła oba, ostatecznie nieuznane, gole - Vinagre zrobił jednak w tych sytuacjach naprawdę dobrą robotę i pokazał, że ten element gry w jego wykonaniu może przynieść zespołowi wiele korzyści. Przez długi czas Portugalczyk utrzymywał również dobrą dyspozycję w defensywie, jednak już klasycznie, nie ustrzegł się błędów. Był nieco bierny w 31. minucie przy dośrodkowaniu Musy Juwary, po którym sytuację bramkową miał Jean-Pierre Nsame. Po wejściu na murawę Madsa Aggera Vinagre miał większe kłopoty z utrzymaniem koncentracji, zostawiając zbyt wiele przestrzeni na swojej flance. Vinagre zanotował niezły występ i dał oznaki powrotu do formy z jego początków w warszawskim klubie, ale jest jeszcze sporo elementów w jego grze do poprawy. Został zmieniony w 88. minucie.

Wojciech Urbański - Wykonał w tym meczu dużo brudnej roboty, która, szczególnie w pierwszej połowie, pozwoliła Legii przejąć kontrolę. Przede wszystkim mowa tu o jego zachowaniu w grze bez piłki. Urbański niesamowicie harował w pressingu, wykonał wiele sprintów, nieustannie naciskał na przeciwników i starał się jak najszybciej przywrócić posiadanie dla własnego zespołu. Dzięki nieustępliwości ostatecznie udało mu się dokonać 5 cennych odbiorów, które pozwoliły Legii na szybkie przejście z defensywy do ataku. Urbański po przejęciach starał się również napędzać ataki, szczególnie rozszerzając je podaniami w boczne strefy boiska, co także dawało realne korzyści. W drugiej połowie w tym elemencie jednak nieco przygasł, nie był już tak agresywny. Przez to wszystko jednak było go mało w ofensywie. Rzadko znajdował się z piłką przy nodze pod polem karnym przeciwników, w tym elemencie nie było widać w jego grze odwagi. Urbański w wielu aspektach naprawdę pomógł zespołowi, jednak zabrakło tego czegoś w elemencie ataku, by nazwać jego występ w pełni udanym. 

Damian Szymański - Można było odnieść wrażenie, że Szymański jest tylko biernym obserwatorem poczynań boiskowych kolegów z drużyny. Rzeczywiście, rzadko można było ujrzeć go z piłką wyżej niż linia środkowa, nie angażował się zbytnio w budowanie ataków pod polem karnym rywali, przez co można było tak pomyśleć. Zobaczyć go tam właściwie można było tylko w 64. minucie, gdy odebrał piłkę w bocznej strefie i dograł ją do niepilnowanego Łukasza Zjawińskiego. Pomocnik miał jednak swój wkład w ten pozytywny wynik, a wcześniej wspomniane aspekty spowodowało jego stricte defensywne nastawienie. Szymański wspomagał działania obronne, wielokrotnie zresztą wymieniał się pozycjami z Rafałem Augustyniakiem bądź dołączał na czwartego do trio obronnego. Radził sobie dość dobrze w destrukcji, zapobiegł sporej liczbie akcji gospodarzy, choć jego statystyki pomeczowe wskazują na jedynie połowiczną skuteczność. Miał także duży udział przy budowaniu ataków od własnej bramki. Defensywny pomocnik zanotował najwięcej kontaktów z piłką ze wszystkich legionistów i choć wiele z nich było bezpieczne, to pomagały zespołowi w przejęciu kontroli i płynności gry. Starał się także zaskoczyć rywali przeniesieniem gry na połowę przeciwnika górnymi podaniami, lecz bezskutecznie. Był to dość cichy, ale przydatny dla zespołu występ. Opuścił boisko w 83. minucie z powodu urazu mięśniowego, który, miejmy nadzieję, nie wyeliminuje go z gry na długo.

Mileta Rajović  - Niby nowy sezon, a Rajović jednak niezmienny - tak samo bezproduktywny i nieskuteczny. Przede wszystkim drugi ze wspomnianych aspektów kłuł w oczy najbardziej. Napastnik już w 6. minucie miał sytuację strzelecką, mógł uderzyć głową na bramkę po dośrodkowaniu Pawła Wszołka, ale golkiper wybił piłkę ponad poprzeczkę. Strzał był jednak na tyle lekki, że nie sprawił bramkarzowi większych problemów. Podobną sytuację atakujący miał 20 minut później, lecz zamiast głową, trafił w futbolówkę barkiem. Rajović pokazał po raz kolejny, że ma problemy z grą w powietrzu i skutecznym trafianiem w piłkę, przez to wygrał również tylko 2 z 9 pojedynków powietrznych. W 7. minucie Duńczyk powinien dobić piłkę do siatki z linii bramkowej, jednak nie trafił nogą w odbitą od poprzeczki futbolówkę i choć ostatecznie zdobył gola, to pomógł sobie w tym ręką... W 54. minucie Rajović nieco przypadkiem zdołał umieścić piłkę w bramce z bliskiej odległości po strzale Łukasza Zjawińskiego, jednak był na pozycji spalonej. Co więcej, wydaje się, że gdyby Duńczyk nie dotknął piłki, mogłaby ona wpaść do siatki bezpośrednio po strzale jego partnera z ataku. W 71. momencie myśleliśmy już, że "do trzech razy sztuka", jednak nic bardziej mylnego. Rajović dopadł na 8. metrze do obitej piłki przez bramkarza, miał przed sobą pustą bramkę i wysuniętą nogę obrońcy, więc... trafił w defensora Pogoni. Można więc powiedzieć, że jego wykończenie stało na poziomie, do którego już przyzwyczaił w poprzednim sezonie. Trzeba jednak pochwalić jego zachowanie z końcówki meczu, dobre ustawienie na bliższym słupku i zgranie piłki po dalekim wyrzucie z autu, które przyczyniło się do zwycięskiego trafienia. 

Łukasz Zjawiński  - Dla napastnika był to debiutancki mecz w seniorskiej drużynie Legii, ale nie może zaliczyć go do udanych. W pierwszej połowie był zupełnie niewidoczny, ewidentnie zagubiony i nie potrafił odnaleźć się w grze. Biegał biernie po murawie, nie nadążał za akcjami i błądził w ustawieniu w polu karnym. W zasadzie pochwalić można było go jedynie za grę bez piłki i nacisk na rywali. Po przerwie poprawił się w użyteczności i odnajdywaniu w sytuacjach bramkowych, jednak jako atakujący również zawiódł skutecznością. Najlepiej zachował się w 54. minucie, gdy odkleił się od krycia w polu karnym i uderzył mocno z woleja wypiąstkowaną piłkę przez bramkarza, trafiając zresztą do siatki, lecz od nogi Milety Rajovicia, który znajdował się na pozycji spalonej. Od tamtego momentu z jego wykończeniem było dużo gorzej. Nieco ponad 10 minut później otrzymał na skraj pola karnego podanie od Damiana Szymańskiego, dobrze opanował piłkę, jednak pogubił się w momencie strzału i fatalnie trafił w piłkę. Ostatnią dogodną okazję strzelecką miał w 71. minucie, gdy dobrze wybiegł za plecy obrońcy i odebrał podanie głową od Pawła Wszołka, lecz z bliskiej odległości pocelował prosto w bramkarza. W tym przypadku jednak trzeba pochwalić zachowanie napastnika i dojście do futbolówki. Oddał 5 strzałów i tylko ten wcześniej wspomniany okazał się celny. Zjawiński miał w tym meczu ciężką przeprawę z Dimitriosem Keramitsisem, wygrał z nim tylko nieco ponad 30% pojedynków i również przez to nie potrafił w pełni pokazać swoich możliwości. Atakujący może czuć po tym debiucie pewien niedosyt. Opuścił boisko w 81. minucie. 

Bartosz Kapustka  - Kapitan Legii był częścią jej środka pola w tym meczu, jednak nie elementem, który w znacznym stopniu pomógł zespołowi w dominacji w tej strefie boiska. Pomocnik po prostu migał się od gry. Oprócz obu napastników, to właśnie Polak był przy piłce najrzadziej. Zrezygnował w tym meczu z roli lidera i kreatora akcji. Widać było w jego grze brak pewności - nie pokazywał się do gry, a gdy już był przy piłce, to zazwyczaj przytrzymywał ją zbyt długo, zwalniając akcje, a następnie odgrywał ją do najbliżej ustawionego partnera z drużyny. Mimo że Legia dominowała Pogoń przez znaczną część meczu, Kapustka był biernym obserwatorem, nie pomagał zespołowi w tym, by rozmontować defensywę gospodarzy. W grze obronnej też miał wyraźne problemy. W wielu akcjach defensywnych był spóźniony, nie nadążał za rywalami, przez co wygrał zaledwie 1 ze wszystkich 6 pojedynków, popełniając do tego kilka niepotrzebnych fauli. Jego pozytywny wkład w grę zespołu był po prostu zbyt mały. Zszedł z boiska w 81. minucie.

Zmiennicy

Zoran Arsenić  - Wprowadzenie obrońcy w 88. minucie przy stanie 0-0 budziło spore wątpliwości. Główne pytanie brzmiało - po co? Trener Papszun miał jednak nosa. Arsenić najpierw wniósł spokój do defensywy i wykazał się dwoma skutecznymi interwencjami w obronie. W 96. minucie zachował się jednak jeszcze lepiej w polu karnym gospodarzy. Defensor dobrze ustawił się na dalszym słupku, był bez krycia i gdy dostał piłkę, zrobił to, czego nie potrafili atakujący Legii w tym spotkaniu - intuicyjnym strzałem zdobył gola dającego Legii zwycięstwo. Trzeba przyznać, że lepszego debiutu w barwach Legii Arsenić chyba nie mógł sobie wymarzyć.

Wahan Biczachczjan - Pojawił się na boisku w 81. minucie. Pokazał sporą aktywność, wielokrotnie pokazywał się do gry na prawej stronie i ewidentnie chciał doprowadzić Legię do zwycięstwa. W 87. minucie miał okazję na płaski strzał ze skraju pola karnego, jednak piłka po jego uderzeniu odkręcała się od światła bramki i ostatecznie minęła ją w dość znacznej odległości.

Jakub Żewłakow - Wszedł na murawę w 81. minucie. Starał się coś od siebie wnieść do gry zespołu, choć był nieco mniej aktywny niż wcześniej opisany Ormianin. Trzy minuty po wejściu dobrze wybiegł za obrońców i świetnie opanował górne podanie, zabrał się z piłką na pole karne i już zbierał się do oddania strzału, jednak w ostatnim momencie został powstrzymany świetnym wślizgiem przez Dimitriosa Keramitsisa.

Henrique Arreiol - Zastąpił na murawie kontuzjowanego Damiana Szymańskiego. To on zarządzał rozegraniem piłki. Był na boisku przez około kwadrans, a zanotował 13 kontaktów z piłką i 10 celnych podań. 7 razy starał się przenosić ciężar gry na boki boiska i wielokrotnie takimi zagraniami udawało mu się przyspieszyć ataki Legii w samej końcówce meczu. W 94. minucie podjął odważna decyzję o strzale z dystansu, jednak piłka poszybowała ponad poprzeczką.

Arkadiusz Reca - Pojawił się na boisku w 88. minucie. Grał zbyt krótko, by ocenić jego występ.

Podaj ten news dalej:
Oceny legionistów
Komentarze (8)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość