Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasz wywiad

Ivan Brkić: Nie przyszedłem do Legii, żeby siedzieć na ławce

środa, 8 lipca 2026 17:15
Ivan Brkić: Nie przyszedłem do Legii, żeby siedzieć na ławce
Ivan Brkić | fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
WoytekLegionisci.com
2

W obliczu odejścia Kacpra Tobiasza  i Gabriela Kobylaka Legia Warszawa już w połowie rundy wiosennej skoncentrowała się na sprowadzeniu bramkarza do rywalizacji z Otto Hindrichem. Klb sięgnął po uznanego na boiskach Ekstraklasy Ivana Brkicia. W rozmowie z naszym serwisem chorwacki golkiper w szczerej rozmowie opowiada o kulisach transferu, trudnej przeszłości naznaczonej kontuzjami, specyfice pracy z trenerami Papszunem i Kowalem, a także o swoich wielkich ambicjach. – Legia to największy klub w Polsce. Nie jestem tu tylko po to, żeby być – deklaruje nowy nabytek "Wojskowych". Zapraszamy do lektury.

Kiedy pojawiło się pierwsze zainteresowanie ze strony Legii?
Ivan Brkić: – Pierwsza informacja o transferze pojawiła w zimowym oknie. Trener Marek Papszun wykazał zainteresowanie moją osobą. Wtedy szanse były 50 na 50 i temat ostatecznie upadł, przez co zostałem w Motorze Lublin. Tam czułem się dobrze, wszystko było w porządku. W marcu zainteresowanie pojawiło się ponownie, nastąpił kolejny kontakt ze strony Legii. Rozmowy poszły bardzo sprawnie, szybko doszliśmy do porozumienia. Jestem bardzo szczęśliwy i dumny, że mogę być w Legii.

Motor nie chciał przedłużyć z tobą kontraktu?
– Władze Motoru początkowo chciały przedłużyć moją umowę, prowadziliśmy długie i intensywne rozmowy. W pewnym momencie jednak ta komunikacja się zakończyła, a prezes podszedł do sprawy w specyficzny sposób. Zresztą widzieliście sami, co stało się z innymi kluczowymi zawodnikami. Gdy tylko pojawił się temat i zacząłem rozmawiać z Legią, moje ambicje automatycznie urosły. Chcę grać na najwyższym poziomie, zaliczać świetne występy i notować dobre mecze w Warszawie.

Jesteś zaskoczony obecną sytuacją Motoru i zmianami, jakie w nim nastąpiły? Wielu zawodników odeszło z Lublina, zmienił się też sztab szkoleniowy…
– Patrzę na to z boku, jako obserwator. Nie wiem dokładnie, dlaczego wewnątrz klubu podjęto akurat takie decyzje. Uważam, że w Lublinie była naprawdę świetna grupa trenerów oraz piłkarzy.

Ostatni sezon w Motorze był dla ciebie bardzo dobry, ale potem doznałeś urazu. Czy to był dla ciebie najlepszy sezon w karierze?
– Przez trzy lata grałem w Zrinjskim Mostar i tam również miałem bardzo dobre momenty. Teraz jestem starszy, bardziej doświadczony i czuję się zdecydowanie pewniej jako bramkarz. Minione rozgrywki były dla mnie personalnie bardzo udane, czego dowodem była nominacja do nagrody dla bramkarza sezonu. Dawałem z siebie wszystko dla klubu i jestem niezwykle dumny z tego okresu, jak i z miejsca, w którym się teraz znalazłem.

Paweł Stolarski grał kiedyś w Legii. Czy namawiał cię do transferu, pytałeś go o radę?
– Graliśmy razem, ale w tamtym momencie nie chciałem zbyt wiele o tym rozmawiać i drążyć tematu, wolałem zachować skupienie. Słyszałem jednak od znajomych same dobre rzeczy. Legia to największy klub w Polsce. Co można o nim powiedzieć? Po prostu wzbudza ogromny szacunek.

 

Masz już za sobą pierwsze tygodnie zajęć z trenerem bramkarzy Maciejem Kowalem, który dużo z tobą rozmawia. Na co szczególnie zwraca uwagę?
– Skupiamy się na detalach, które sztab chce zmienić w mojej grze. Moje podejście do kariery od zawsze opiera się na ciężkiej pracy, zaangażowaniu na 100 procent na każdym pojedynczym treningu. Te małe elementy są kluczowe, by jak najszybciej zaadaptować się do wymagań taktycznych sztabu trenera Marka Papszuna. W Motorze graliśmy zupełnie inaczej.

Legia pod wodzą trenera Papszuna stawia zupełnie inne wymagania formacji defensywnej.
– W Lublinie trener lubił budować akcje od tyłu, kładł duży nacisk na to, by bramkarz bardzo często i długo rozgrywał piłkę z obrońcami. Tutaj taktyka wygląda inaczej, wymagania wobec zachowania w defensywie są odmienne. Niezależnie od moich dotychczasowych nawyków, muszę idealnie wkomponować się w wizję trenera i dać z siebie wszystko, by ta adaptacja przebiegła błyskawicznie. Nie przyszedłem do Warszawy tylko po to, by figurować w kadrze. Moją misją jest gra w wyjściowym składzie, pomoc drużynie i zaprezentowanie się z jak najlepszej strony, by kibice dobrze mnie wspominali.

Wspomniałeś o ciężkiej pracy. Gdy trafiałeś do Polski, na dzień dobry zderzyłeś się z poważną kontuzją – zerwaniem ścięgna. Co czuje piłkarz w takim momencie?
– Taki jest sport, takie bywa życie. Jestem osobą głęboko wierzącą i wiara w Boga bardzo mi wtedy pomogła. Nie ukrywam, że przez dzień czy dwa po prostu płakałem z bezsilności. Szybko jednak zrozumiałem, że jedyną drogą do powrotu jest twarda, codzienna praca. Przetrwałem to, wróciłem i udowodniłem swoją wartość, stając się jednym z najlepszych bramkarzy w Ekstraklasie. To dowód na to, że etos pracy zawsze się broni.

Motor Lublin - Legia Warszawa MIleta Rajović Ivan Brkić mecz-1587
Brkić w barwach Motoru w meczu z Legią - fot. Woytek / Legionisci.com

Bramkarzem numer jeden w hierarchii jest obecnie Otto Hindrich. Czy rozmawiałeś już ze sztabem o planach na najbliższe miesiące? Godzisz się z pozycją numer dwa, czy celujesz np. w grę w Pucharze Polski?
– Nie było mowy o żadnym sztucznym dzieleniu ról czy graniu tylko w pucharach. Rozmawiałem z trenerem Kowalem i od początku sprawa była jasna: mamy ciężko trenować, rywalizować, a boisko wszystko zweryfikuje. Jestem tutaj, żeby walczyć o miano numeru jeden. Nie należę do ludzi, których zadowala siedzenie na ławce i przyglądanie się, jak gra ktoś inny. Szanuję rywalizację, ale interesuje mnie bluza z pierwszym numerem.

Jak oceniasz potencjał tego zespołu? Na co stać Legię w sezonie 2026/2027?
– W takim klubie jak Legia cele co roku muszą być najwyższe – walka o mistrzostwo Polski i powrót do europejskich pucharów. Tego od nas oczekują wszyscy i taki kierunek obieramy. Oczywiście w sporcie zdarzają się gorsze momenty czy trudniejsze sezony, ale zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by wdrapać się na sam szczyt. Musimy jednak podejść do tego z chłodną głową – krok po kroku, dzień po dniu, trening po treningu i mecz po meczu.

Czy miałeś latem inne oferty poza propozycją z Warszawy?
– Pojawiały się zapytania i konkretne oferty z innych kierunków, między innymi z ligi włoskiej oraz ze Skandynawii. Wspólnie z najbliższymi podjęliśmy jednak decyzję o pozostaniu w Polsce. Ja i moja rodzina po prostu kochamy ten kraj, czujemy się tutaj znakomicie i zależało nam, by nigdzie stąd nie wyjeżdżać. Pod wieloma względami kultura polska i bałkańska są do siebie bardzo podobne, co ułatwia codzienne życie.

sparing Legia Warszawa - Hapoel Beer Szewa Maciej Kowal Ivan Brkić
Maciej Kowal i Ivan Brkić - fot. Woytek / Legionisci.com

Jak prognozujesz układ sił w nadchodzącym sezonie Ekstraklasy? Ponownie czeka nas tak niesamowicie wyrównany wyścig o tytuł jak ostatnio?
– Poprzedni sezon był pod tym względem absolutnie szalony. Spodziewam się, że nadchodzące rozgrywki mogą wyglądać podobnie. Być może czołówka nie będzie aż tak ściśnięta punktowo, ale poziom ligi stale rośnie. Wiele klubów mocno inwestuje w transfery, rozwija się infrastrukturalnie i sportowo. To świetna wiadomość dla całej polskiej piłki, dla poziomu ligi i dla samych zawodników, a dla kibiców oznacza to tylko jedno – ogromne emocje na trybunach.

Czy fakt, że Legia w tym sezonie nie gra w europejskich pucharach okaże się waszym atutem w walce na krajowym podwórku?
– Oczywiście, dla tak wielkiego klubu brak gry w Europie to minus i wolelibyśmy reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej. Jeśli jednak szukać w tym pragmatycznej przewagi nad rywalami z czołówki, to na pewno fakt, że nasi konkurenci będą musieli dzielić siły i skupiać się w pierwszej kolejności na pucharach, może nam pomóc. My od pierwszego meczu mamy jeden, klarowny cel i pełną koncentrację wyłącznie na odzyskaniu mistrzostwa.

Rozmawiał Woytek

Podaj ten news dalej:
Komentarze (2)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość