Heiko Rannula dokonał rzeczy niezwykłej – po raz drugi z rzędu doprowadził koszykarską Legię Warszawa do mistrzostwa Polski! Estoński szkoleniowiec „Zielonych Kanonierów” opowiedział nam na gorąco o decydującej wojnie nerwów, klasie rywala, niesamowitej atmosferze na Bemowie oraz dalekosiężnych planach budowy potęgi stołecznego klubu.
Rannula: To mistrzostwo to nie przypadek
„W siódmym meczu liczyła się już tylko siła woli”
Jak w kilku słowach trener podsumuje ten siódmy mecz z Zastalem Zielona Góra, całe finały i cały sezon, który właśnie zakończył się waszym ogromnym sukcesem?
Heiko Rannula: – Ten siódmy mecz był pod względem mentalnym niesamowicie trudny dla moich zawodników, zwłaszcza po tym szalonym rzucie rywali w poprzednim spotkaniu. Zanim jednak powiem coś więcej, chcę bardzo mocno podkreślić jedną rzecz: Zastal Zielona Góra zagrał naprawdę świetną serię. Moim zdaniem ich zawodnik, Mazurczak, to bez wątpienia gracz, który zrobił największy postęp w lidze i może być dla nich prawdziwym liderem. Mocno nam się postawili.
Jak to zwykle bywa w takich seriach, o wszystkim decydowało to, kto zachował więcej sił na te ostatnie sekundy. Uważam, że nasi kibice, ten głód sukcesu i niesamowita atmosfera na trybunach, dali nam ten ostateczny impuls. To nam w zupełności wystarczyło. W siódmym meczu nie chodziło już o taktykę czy jakiekolwiek inne schematy. Decydowała wyłącznie czysta siła woli. To był niezwykle trudny sezon, ciężka seria i wymagające play-offy, ale jestem niesamowicie szczęśliwy.
„Obrona mistrzostwa to nie przypadek”
Jest pan jednym z niewielu ludzi, którym udało się zdobyć drugie mistrzostwo Polski z rzędu.
– Tak, ale to nie jest żaden przypadek. Wygranie dwóch tytułów z rzędu w tej lidze to niezwykle trudne zadanie, bo to bardzo konkurencyjne rozgrywki. W każdym sezonie jest tutaj w zasadzie dziewięć, może dziesięć drużyn, które realnie myślą o mistrzostwie. Jestem ogromnie dumny z zespołu, że przez to wszystko przeszliśmy. W trakcie sezonu mieliśmy swoje gorsze, trudniejsze momenty, ale głęboko wierzyłem, że na koniec o złoto będą bić się te prawdziwie najlepsze drużyny. Tutaj nie decydują jednostki czy robienie akcji pod publiczkę. W finale spotkały się dwa najlepsze zespoły tego sezonu i to my wyszliśmy z tego zwycięsko.
Jakie to uczucie trzymać w rękach puchar i czuć tę całą dumę oraz radość?
– Zazwyczaj prawdziwa radość przychodzi dopiero po kilku dniach. W tym momencie czuję przede wszystkim potężne ujście ciśnienia i ogromne zmęczenie. Moja pierwsza emocja po sukcesie jest zawsze taka sama: cieszę się ze względu na moich zawodników oraz ze względu na klub, który włożył w to wszystko mnóstwo czasu i ciężkiej pracy. Kiedy po wygranej widzę, że moi koszykarze trzymają się razem i są autentycznie szczęśliwi, to wiem, że moja robota została wykonana dobrze. Moja praca to nie tylko to, co dzieje się na samym parkiecie. Dzisiaj na pewno będę się tym cieszył i zamierzam świętować, a głębsze przemyślenia przyjdą w najbliższych dniach.
„W Legii chcemy stworzyć coś długofalowego”
Jakie są pana plany na najbliższą przyszłość?
– Najbliższa przyszłość będzie dla mnie dość szalona, ponieważ lada moment zaczyna się okienko na mecze reprezentacji narodowych [Heiko Rannula łączy pracę w Legii z prowadzeniem kadry Estonii - przyp. redakcja], więc nie mam zbyt wiele czasu na świętowanie. Już za kilka dni muszę w pełni skoncentrować się na obowiązkach reprezentacyjnych.
- Jeśli jednak chodzi o Legię Warszawa, to patrzymy szerzej. Chcemy dalej budować tutaj pełen profesjonalizm i utrzymać ten zwycięski trend. Mamy przed oczami większy obrazek – nie chodzi o to, żeby wygrać raz czy dwa, a potem tylko konsumować sukces. Chcemy zbudować w Warszawie coś trwałego i wielkiego na lata.
Rozmawiał Hugollek
