Brak awansu do europejskich pucharów i mniejszy o 5-6 milionów euro budżet to nie jedyne zmartwienia pionu sportowego Legii Warszawa przed startem nowego sezonu. Dyrektor sportowy klubu, Fredi Bobić, w rozmowie z naszym serwisem zapowiada niezwykle trudne i wycieńczające miesiące na rynku transferowym. Powód? Mistrzostwa świata, które zamrażają piłkarski biznes.
Bobić ostrzega: Czeka nas zdradliwe okienko transferowe
– Uświadamiam wszystkim dookoła: czeka nas zdradliwe okienko transferowe, bo mamy na horyzoncie mistrzostwa świata. Przykłady z przeszłości uczą, że turniej tej rangi to moment, kiedy większe ligi zwyczajnie przechodzą w tryb uśpienia. Cała branża wisi na „stand-by” – tłumaczy Bobić.
Według dyrektora sportowego prawdziwa karuzela ruszy dopiero po zakończeniu mundialu, co stworzy logistyczny koszmar. Turniej wywinduje ceny zawodników, którzy zaliczą jeden udany przebłysk, a to z kolei zmusi bogatsze kluby do późniejszego czyszczenia list płac. To właśnie wtedy Legia zamierza szukać swoich szans rynkowych.
Kibice muszą się jednak uzbroić w cierpliwość. Choć sztaby szkoleniowe wolałyby mieć zamkniętą kadrę od pierwszego dnia przygotowań, Bobić stawia sprawę jasno – te czasy już minęły. Co więcej, Legia nie zamierza szaleć z wydatkami i zamiast tego planuje mocniej otworzyć drzwi dla zdolnej młodzieży z akademii.
– Nasz najważniejszy problem polega teraz w dużej mierze na tym, że po prostu nie możemy przeznaczać dużych kwot na rynku transferowym. Znacznie zdrowiej jest wypełnić pozycje wychowankami własnej akademii. Na pierwsze dwa tygodnie i na obóz przygotowawczy w Niemczech dołączy do nas kilku zdolnych wychowanków. To kluczowe, żeby na własne oczy zobaczyć, czy są gotowi, by dołączyć do pierwszej drużyny na stałe i podjąć rywalizację – zapowiada dyrektor sportowy Legii.
