Niedosyt
Remisem zakończył się sobotni wyjazdowy mecz Legii Rakowem Częstochowa. "Wojskowi" wyszli na prowadzenie po bramce Petara Stojanovicia, natomiast potem do remisu po rzucie karnym, wyczarowanym przez sędziego, doprowadził Ivi López. Legia była długimi fragmentami lepsza, ale niestety nie udało jej się tego udokumentować. Z jednej strony legioniści mogą żałować straconych dwóch punktów, a z drugiej z trudnego dla siebie terenu przywieźli zawsze cenne - jedno "oczko".
Pierwszy kwadrans upłynął bez celnych strzałów. Gra była szarpana, Raków ostro atakował legionistów pressingiem, przez co trudno było graczom ze stolicy sprawnie konstruować ataki. W 16. minucie błąd na swojej połowie popełnił Steve Kapuadi, co napędziło kontrę gospodarzy. Na całe szczęście dobrze w defensywie ustawiony był Kamil Piątkowski, który dobrym wślizgiem naprawił błąd swojego kolegi.
Legioniści powoli się budzili i wkrótce mieli dwie doskonałe okazje do wyjścia na prowadzenie. Najpierw o krok od szczęścia był Petar Stojanović. Pomocnik przejął piłkę zgraną mu przez Miletę Rajovicia, a jego mocne uderzenie odbite od nóg obrońcy trafiło tylko w słupek. Za moment ponownie było bardzo niebezpiecznie. Po wrzutce z rzutu rożnego główkował Kapuadi i tym razem futbolówka w bardzo nieznacznej odległości przeleciała obok słupka. W okolicach 30 minuty znowu groźnie było w szesnastce Rakowa. Po podaniu ze skrzydła do sytuacji doszedł Ermal Krasniqi, który niestety został zablokowany. Wydawało się, że do końca pierwszej połowy Legii już nic nie grozi. Tym bardziej, że wkrótce z dobrej strony pokazał się także Bartosz Kapustka. On, podobnie jak i niewiele wcześniej Krasniqi, był przyblokowany przez rywali.
Do pierwszej połowy sędzia doliczył aż pięć minut, co miało związek z dwukrotnym czasowym przerwaniem spotkania. Niestety, w doliczonym czasie gospodarzom udało się doprowadzić do remisu. Wszystko odbyło się po kontrowersyjnym rzucie karnym, podyktowanym za zagranie piłki ręką we własnym polu karnym przez Stojanovicia. Powtórki pokazały, że pomocnik faktycznie zachował się nieprzepisowo, ale duże wątpliwości miały miejsce chwilę wcześniej, gdyż można było odnieść wrażenie, że Słoweniec był popchnięty przez Petera Baratha. Arbiter dosyć długo analizował tę sytuację przy monitorze, jednak finalnie wskazał na jedenasty metr. Do wykonania rzutu karnego podszedł Ivi López i pewnym strzałem pokonał Kacpra Tobiasza. Ta sytuacja była jednak kolejną kontrowersją tego wieczoru, którą sędzia Jarosław Przybył pokazał na korzyść Rakowa...

Kilka minut po przerwie ładna akcja Legii, którą strzałem w krótki róg sfinalizował Krasniqi. Niestety, Kacper Trelowski był czujny i zdołał odbić jego próbę nogą. Raków odpowiedział dobrą kontrą, po której piłka dotarła do Lópeza. Hiszpan miał sporo miejsca, lecz zdecydowanie zbyt długo zwlekał z podjęciem decyzji. Ostatecznie zabrakło mu pomysłu i zaprzepaścił okazję na oddanie choćby celnego uderzenia. Ewidentnie widać było, że tego wieczoru remis nie zadowala żadnej z drużyn. Mecz był otwarty i ataki oglądaliśmy raz po jednej, a raz po drugiej stronie. W 69. minucie na lewej stronie pokazał się wprowadzony w drugiej połowie Noah Weisshaupt. Niemiec podaniem uruchomił Rubena Vinagre'a, ten dośrodkował w kierunku Rajovicia i Juergena Elitima, z czego ostatecznie skorzystał ten drugi. Golkipera z Częstochowy spokojnie jednak interweniował.
Końcówka to szarpane ataki Legii, które niestety nie kończyły się chociażby celnym strzałem. Raków był drużyną, z którą zdecydowanie można było tego dnia powalczyć o trzy punkty, dlatego tym bardziej można było żałować zmarnowanych wcześniej sytuacji. W doliczonym czasie gry na lewej stronie pola karnego pojawił się Patryk Makuch. Płaskie uderzenie napastnika zostało zablokowane przez obrońców, dzięki czemu Tobiasz nie musiał nawet interweniować. Do końcowego gwizdka sędziego wynik nie zmienił się i Legia musiała zadowolić się zdobytym punktem.













