W niedzielny wieczór Legia Warszawa pokonała na wyjeździe Jagiellonię 3-1 i zwyciężyła w Białymstoku po raz pierwszy od czterech lat. Mecz można nazwać festiwalem błędów, jednak to legioniści częściej potrafili z tego skorzystać. Warszawiacy po raz kolejny zaprezentowali nierówną dyspozycję i dwie różne połowy, co jednak nie przeszkodziło im w drodze do zwycięstwa. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna za ten mecz.
Plusy i minusy po meczu z Jagiellonią
Paweł Wszołek - Prawego wahadłowego cechowały w tym meczu waleczność i zaciętość. Głównie dzięki tym atrybutom Wszołek przyczynił się do wszystkich zdobyczy bramkowych Legii. W 14. minucie powalczył do końca o zagraną przez Zorana Arsenicia za linię obrony piłkę, wykorzystał zawahanie obrońcy oraz bramkarza, doskoczył pierwszy do piłki, dając się sfaulować Sławomirowi Abramowiczowi. Sześć minut później 34-latek znalazł wolne miejsce na dalszym słupku przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego, miał szansę na uderzenie głową, jednak świetną interwencją popisał się golkiper Jagiellonii. Wszołek jednak nie spuścił głowy, powalczył i przejął odbitą piłkę, a następnie ograł jednego z defensorów i posłał dośrodkowanie w głąb pola karnego, które rozpoczęło drugą akcję bramkową. Przy ostatniej bramce dla Legii Wszołek wpisał się na listę strzelców - również wykorzystał zawahanie obrońców, tym razem przy dalekim wyrzucie z autu i jako jedyny dopadł do piłki, ofiarnie wbijając ją do siatki i okupując to zderzeniem z obramowaniem, co spowodowało uraz. Z powodu bólu musiał opuścić murawę w 87. minucie. W 55. minucie oddał mocny, minimalnie niecelny strzał z dystansu.
Rafał Augustyniak - Maszyna losująca wylosowała defensorowi Legii w tym meczu świetny, praktycznie bezbłędny występ. Przede wszystkim zaprezentował niesamowitą pewność w defensywie. Był w stu procentach skoncentrowany na swoich zadaniach, dominował fizycznie nad rywalami. To pozwoliło mu na wygranie wszystkich pojedynków naziemnych z przeciwnikami i 80-procentową skuteczność w starciach powietrznych. Augustyniak w tym meczu świetnie czytał grę, zamiary przeciwników i ich pomysły na rozegranie w ostatniej tercji. Skutecznie przesuwał się za atakami, ustawiał się w polu karnym i dzięki temu zanotował aż 11 wybić, które uchroniły Legię przed zagrożeniem bramki. Wykonał naprawdę ciężką pracę w fazach obronnych i był jednym z kluczowych elementów, dzięki którym gospodarze niezbyt zagrozili warszawskiemu zespołowi w tym meczu. W 15. minucie pewnym, mocnym strzałem pokonał golkipera Jagiellonii z rzutu karnego, zdobywając już czwartą bramkę w tym sezonie i wpisując się na listę strzelców w trzecim spotkaniu z rzędu. Po raz kolejny popisał się również niesamowitą siłą przy wyrzucie z autu, w 75. minucie posłał piłkę daleko na pole karne, i choć pomogła w tym duża nieporadność gospodarzy, przeszła ona przez całą "szesnastkę" do zamykającego akcję Pawła Wszołka, co dało Augustyniakowi drugą asystę w obecnych rozgrywkach. Był jednym z bohaterów tego meczu, który zdecydowanie przysłużył się do zanotowania kolejnych, ważnych trzech punktów.
Zoran Arsenić - Choć początkowo w wyjściowym składzie znalazł się Kamil Piątkowski, po rozgrzewce zdecydowano, że uraz Polaka eliminuje go z gry w tym meczu. Chorwat wszedł w jego miejsce. Po meczu przyznał, że był przygotowywany od początku tygodnia, że tak właśnie może się wydarzyć. Widać było, że Arsenić chciał wykorzystać swoją szansę. Podobnie jak Rafał Augustyniak, w zadaniach obronnych wykazywał się dużym skupieniem, zaciętością i bezbłędnością. Trzymał w ryzach prawą stronę defensywy Legii i nie pozwalał rywalom na rozwinięcie skrzydeł przez pilnowaną przez niego strefę. Grał agresywnie, nieustępliwie, blisko rywali, ale przede wszystkim niezwykle skutecznie. Wykazał się aż 6 udanymi odbiorami oraz przechwytami, dokładając do tego kilka kluczowych wybić i blokad. Choć skupiał się głównie na defensywie, miał również istotną rolę przy stałych fragmentach gry i także poniekąd uczestniczył przy wszystkich trafieniach "Wojskowych" w tym meczu. W 14. minucie posłał świetną górną piłkę za linię obrony, z której skorzystał Paweł Wszołek i wywalczył rzut karny. Arsenić już kilka minut wcześniej spróbował podobnego zagrania, dogrywając futbolówkę dokładnie na pole karne do Mateusza Szczepaniaka, jednak młody pomocnik pogubił się przy przyjęciu i nie był w stanie tego wykorzystać. Przy drugiej bramce Chorwat zachował czujność w zamieszaniu w polu karnym i zgrał głową piłkę w kierunku Jana Kuchty, który nabijając zawodnika Jagiellonii, doprowadził do podwyższenia prowadzenia. Poniekąd kluczowe było również zachowanie Arsenicia przy trzecim trafieniu. Obrońca ponownie starał się przedłużyć dalekie zagranie głową, lecz tym razem nie trafił w piłkę, jednak zmylił tym obrońców, którzy nie byli już w stanie przeciąć futbolówki zmierzającej do Wszołka.
Otto Hindrich - Golkiper po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Pierwszy raz zaangażowany został już w 2. minucie. Po sporym zamieszaniu na przedpolu pola karnego Legii, szansę na swobodny strzał ze skraju "szesnastki" miał Anders Klynge i choć pomocnik Jagiellonii uderzył tylko w środek bramki, to był to dość mocny strzał, z którym Hindrich poradził sobie, zbijając piłkę na rzut rożny. Drugą kluczową interwencją dla dalszego przebiegu i wyniku tego meczu popisał się w 66. minucie, przy stanie 2-1 dla Legii. W sytuacji sam na sam z golkiperem znalazł się Jesus Imaz, Hiszpan długo zbierał się ze strzałem, ewidentnie przekombinował i starał się pokonać Hindricha przerzutem nad nim - bramkarz warszawskiego zespołu wyczekał go jednak do końca, stał mocno na nogach i wyczuł jego intencje, notując kolejną w tym sezonie bohaterską obronę w arcytrudnej sytuacji. Warto go pochwalić jeszcze za reakcję po tej obronie, po której zdołał się szybko zebrać z ziemi i koniuszkami palców wybić piłkę za linię końcową, nie dopuszczając możliwości dobitki. Po części Hindrich przyczynił się też do straty gola - golkiper faulował Nika Prelca, prokurując rzut karny - jednak to nie on był głównym winowajcą tej sytuacji. Hindrich cofał ręce, próbując uniknąć faulu, ale nie był w stanie zahamować swojego ciała i z impetem wpadł w zawodnika Jagiellonii. Przy uderzeniu Imaza z 11. metrów nie miał większych szans, choć trzeba też przyznać, że nie był do końca pewny, w którą stronę się rzucić, chciał wyczekać strzelca, co nie przyniosło pozytywnych efektów.
Wojciech Urbański - Jego jakość spowodowała, że szczególnie w pierwszej połowie, Legia była w stanie zdominować rywali w środkowej tercji boiska. Urbański potrafił zrobić różnicę z piłką przy nodze, jego jakość w tym elemencie zasługuje na uznanie. Pomocnik przyjmował futbolówkę kierunkowo, wykorzystywał wolne przestrzenie. Nie bał się wchodzić w starcia z rywalami, z których w większości wychodził zwycięsko - wygrał ponad połowę z 13 podjętych pojedynków, notując do tego stuprocentową skuteczność przy czterech próbach dryblingów. Po udanych rajdach imponował także przeglądem pola, dzięki któremu udało mu się przyspieszyć wiele akcji stołecznego zespołu, czego jednak niezbyt potrafili wykorzystać jego ofensywni partnerzy. Generalnie było go na boisku bardzo dużo, starał się wspomóc drużynę w każdym elemencie - w asekuracji i defensywie, poprzez rozegranie piłki i rozkręcanie ataków oraz wykończenie w ofensywie. Urbański kreował się w tym spotkaniu na lidera środka pola i poza paroma nieudanymi zagraniami i stratami z drugiej połowy (w której i tak był jednym z nielicznych legionistów, który potrafił dłużej utrzymać się przy piłce i wyjść spod pressingu), był w tym wszystkim praktycznie bezbłędny. Widać, że młody pomocnik rośnie i rozwija się z meczu na mecz, zyskuje coraz większą pewność siebie, którą przekuwa na znacznie lepsze i efektywniejsze występy.
Bartosz Kapustka - Znów pokazał, że w bardziej defensywnym ustawieniu można go w tym momencie wykorzystać znacznie lepiej. Kapustka skupiał się w tym meczu na elemencie destrukcji i asekuracji własnego pola karnego, w czym był bardzo skuteczny. Ciężko pracował w linii obrony i uniemożliwiał przeciwnikom swobodne budowanie akcji. Jego wkład obronny był naprawdę duży i bezcenny - Kapustce udało się zanotować łącznie aż 8 udanych odbiorów oraz przechwytów, a także wygrał 5 z 8 pojedynków z przeciwnikami. Miał też momenty dekoncentracji. Mowa tu o dwóch sytuacjach, w których był bliski sprokurowania rzutu karnego dla Jagiellonii. Szczególnie bezsensowne było jego zachowanie z 26. minuty. Kapitan Legii, wiedząc, że nie dogoni dobiegającego do piłki Jesusa Imaza, pchnął Hiszpana w plecy i choć zrobił to lekko, wytrącił pomocnika gospodarzy z rytmu, powodując jego niecelny strzał i upadek. Według ekspertów sędziowskich Kapustka popełnił w tej sytuacji faul, a arbiter powinien wskazać na 11. metr. Znacznie dojrzalej zachował się pod koniec drugiej połowy w starciu z Jeremym Agbonifo - Kapustka widząc, że skrzydłowy chce wymusić faul, w ostatnim momencie cofnął nogę i zdołał ustrzec się przewinienia. Przez znaczną część meczu defensywny pomocnik wspomagał także zespół w budowaniu ataków, zanotował przy tym 25 celnych na 29 podań, choć szczególnie w drugiej połowie miał problemy z wyprowadzeniem piłki i utrzymaniem się przy niej. Generalnie nie wypadł najgorzej, choć nie był to w pełni pozytywny występ.
Robert Deziel Jr. - Amerykanin na lewej stronie dopełniał skuteczne trio defensywne. Indywidualnie prezentował się solidnie, nie pozwalając rywalom na zbyt wiele. Miał sporo pracy, gdyż musiał asekurować również gorzej dysponowanych i popełniających błędy lewych wahadłowych, ale wywiązywał się z niej dość pozytywnie. Wykazał się 4 skutecznymi odbiorami, trzykrotnie udawało mu się blokować uderzenia przeciwników i pięciokrotnie wybijał piłkę z własnego pola karnego, oddalając zagrożenie. Zanotował kilka ważnych interwencji, jak m.in. na początku doliczonego czasu drugiej połowy, gdy w ostatnim momencie wrócił na "szesnastkę" i przepchnął pędzącego Rodrigo Conceição, powstrzymując go od strzału. Nie udało mu się zachować koncentracji i uważności w kilku momentach. Niepewną interwencją i wybiciem wprost pod nogi Andersa Klynge już w 2. minucie spowodował zagrożenie własnej bramki. Mógł także lepiej zachować się w sytuacji, w której Nik Prelec wywalczył rzut karny. Młody Amerykanin przegrał pojedynek fizyczny z napastnikiem Jagiellonii, dał mu się przepchnąć w walce o piłkę, przez co nie udało mu się naprawić technicznego błędu Rubena Vinagre i poniekąd doprowadził do tej "jedenastki". Poza tymi momentami jednak dostosował się do poziomu zespołu i znacząco pomagał mu w tym, by nie stracić większej liczby bramek.
Ruben Vinagre - To zdecydowanie nie był dzień Portugalczyka. Brakowało mu pewności siebie, skuteczności i chyba pomysłu na swoją grę. W rajdach ofensywnych był jak jeździec bez głowy, chaotyczny i nieefektywny. Brakowało w jego grze jakiegokolwiek elementu zaskoczenia, próby zwodów czy dryblingów. Wszystko w jego wykonaniu było zbyt proste, z łatwością przewidywalne dla defensorów Jagiellonii. Przez to Portugalczyk zanotował aż 11 strat przy zaledwie 27 kontaktach z piłką. Wygrał jedynie 2 pojedynki z na 7. Nawet gdy już przedarł się przez defensorów, nie potrafił tego wykorzystać, nie dośrodkowując celnie choćby raz przy 4 centrach. Oprócz tego popełniał kosztowne błędy pod własną bramką. Przede wszystkim mowa o zachowaniu z 33. minut. Wahadłowy zachował się zbyt nonszalancko przy swoim polu karnym, w zadziwiający, niezrozumiały sposób próbował wycofać piłkę, co doprowadziło do straty i sprokurowania rzutu karnego. Portugalczyk swoim dziecinnym zachowaniem podłączył rywali do prądu i wprowadził dużą nerwowość w szeregi własnego zespołu. Znacznie lepiej we własnej "szesnastce" mógł zachować się także cztery minuty później, gdy łamał linię spalonego i pozwolił Jesusowi Imazowi na znalezienie się praktycznie w sytuacji sam na sam. Tylko nieskuteczność Hiszpana spowodowała, że Legia nie straciła prowadzenia w krótkim odstępie czasu. Brak koncentracji, masa błędów i zupełny brak produktywności w pierwszej połowie przelały szalę goryczy u trenera Marka Papszuna, który stracił cierpliwość i zmienił Portugalczyka już w przerwie meczu. To był chyba najgorszy występ Vinagre w tym sezonie.
Jan Kuchta - Jedynym pozytywem z występu Czecha, jaki można wynotować po tym meczu, był jego udział przy drugim golu, choć to i tak nieco naciągane. Trzeba jednak przyznać, że napastnik w 20. minucie nie znalazł się w dobrej pozycji do strzału, uderzał intuicyjnie i choć bardzo niecelnie, to nabił przy tym Nika Prelca, szczęśliwie podwyższając prowadzenie warszawskiego zespołu. Miał bardzo nikły wkład w grę, nie pokazywał się nawet do budowania akcji, a był raczej biernym uczestnikiem poczynań boiskowych. Nie pracował zbyt mocno w nacisku na przeciwników. Poza jednym naciskiem na rywali przy wznowieniu gry z 5. metra, gdy był blisko odbioru piłki i wbicia jej do pustej bramki, nie można pochwalić go również w tym elemencie. Kuchta w kolejnym meczu nie potrafił zapewnić drużynie praktycznie żadnych korzyści, a w Białymstoku zakończył swój występ w 57. minucie.
Michal Ševčík - Dla drugiego z Czechów również był to bardzo anonimowy występ. Rzadko pokazywał się do podań, nie uczestniczył zbyt często w budowaniu akcji. Nie brał na siebie ciężaru gry, a znacznie częściej chował się za plecami defensorów. Legii zdecydowanie brakowało w tym meczu aktywności, mobilności i sprytu Ševčíka. Nawet gdy dochodził do piłki, to nie wiedział zbytnio, co z nią zrobić. Popełniał proste błędy, gubił się i nie potrafił zwieść zawodników Jagiellonii, notując sporo strat i niedokładnych podań. Widząc, że może niewiele wnieść do ofensywy, starał się wspomóc drużynę w intensywnym nacisku na przeciwników, a także cofał nisko do obrony, momentami przesuwając się nawet na pozycję prawego wahadłowego. Ševčík opuścił murawę w 57. minucie.
Mateusz Szczepaniak - Po raz kolejny niewiele można powiedzieć o jego występie. Znów praktycznie nie był pod grą, ponownie nie udało mu się zanotować choćby 20 kontaktów z piłką. Gdy już dochodził do podań, miał problemy z utrzymaniem się przy futbolówce, gubił się przy nacisku przeciwników, nie potrafił odnaleźć się w tłoku i wyjść z takich sytuacji zwycięsko. Wystarczył minimalnie intensywniejszy nacisk na jego osobę, by z jego prób nic nie wyszło i by odebrać mu posiadanie. Miał kilka momentów, nie można odmówić mu starań, ale same starania na nic się zdają, gdy brakuje skuteczności. Widać też ewidentnie, że pozycja nr 10 nie jest jego optymalnym ustawieniem. Jako pozytyw można ponownie zaliczyć na jego konto liczbę sprintów i intensywność w nacisku na przeciwników - był pierwszym, który dawał sygnał do wyższego podejścia i nieustępliwie walczył, by utrudnić rywalom rozegranie od własnej bramki. Zszedł z boiska w 57. minucie.
Zmiennicy
Rafał Adamski - Pojawił się na murawie w 57. minucie. Nie miał większych szans, by wpłynąć na poprawę ofensywnego stylu gry Legii przez ostatnie pół godziny tego meczu. Adamskiemu udawało się przetrzymać piłkę na połowie rywala i oddalać zagrożenie od własnej bramki. Nie był to może przebojowy występ, ale pomógł zespołowi utrzymać pozytywny wynik.Jakub Żewłakow - Wszedł na boisko w 57. minucie. Jego występ można w zasadzie opisać bardzo podobnie, jak w przypadku Rafała Adamskiego. Żewłakow próbował zabrać się z piłką, zrobić z nią jakiś pożytek, choć z różnym skutkiem. Zdarzało mu się zanotować proste straty, ale również połknąć przestrzeń i zyskać przewagę. Miał m.in. pozytywny wkład przy trzeciej bramce, bo to właśnie on wywalczył wyrzut z autu na połowie Jagiellonii, pod koniec doliczonego czasu gry ruszył również z piłką i dał się sfaulować niedaleko pola karnego gospodarzy. Nie zaprezentował nic spektakularnego, ale w jakiś wspomógł drużynę w walce o zwycięstwo.
Kacper Chodyna - Pojawił się na murawie w 87. minucie. Grał zbyt krótko, by ocenić jego występ.
Arkadiusz Reca - Zmienił po przerwie Rubena Vinagre i był ustawiony na pozycji lewego wahadłowego. Miał wnieść więcej spokoju, opanowania i przede wszystkim koncentracji w działaniach defensywnych. Lewa strona przy jego obecności przeciekała jeszcze bardziej niż przy bardzo słabo grającym tego dnia Portugalczyku. Problemy Recy zwiększyły się jeszcze bardziej, gdy na boisku pojawił się Jeremy Agbonifo. Wahadłowy Legii kompletnie nie radził sobie ze skrzydłowym Jagiellonii, przegrywał z nim pod każdym względem, czy to szybkościowym, czy fizycznym. Reca zupełnie nie potrafił odczytywać zamiarów Szweda, nie radził sobie z jego zwodami i przyspieszeniami, przez które gracz gospodarzy z łatwością go pokonywał. Żeby powstrzymać szarżującego Agbonifo, Reca wielokrotnie potrzebował asekuracji partnerów i podwojenia krycia. Patrząc w statystyki - udało mu się wygrać 3 z 7 pojedynków z przeciwnikami. Pod naciskiem popełniał wiele błędów technicznych, notując tylko 3 celne podania i niespełna 40-procentową skuteczność.
Łukasz Zjawiński - W 57. minucie napastnik powrócił do gry po drobnym urazie, który wyeliminował go z występu przeciwko Widzewowi Łódź. W zasadzie jednak chwilę po jego wejściu można było zapomnieć, że w ogóle przebywa na boisku. Był zupełnie niewidoczny, przez ponad pół godziny zanotował zaledwie 6 kontaktów z piłką. Nie wykonywał pracy ani w ataku, ani w defensywie, będąc w zasadzie tylko cieniem przesuwającym się po murawie.
