Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Relacja z trybun: Jubileusz przy Ł3

wtorek, 8 września 2026 18:12 galeria
Relacja z trybun: Jubileusz przy Ł3
fot. Joanna Bydler
Legionisci.com
BodziachLegionisci.com
6

W ostatnią niedzielę, dzień po wyjazdowym meczu z Motorem Lublin, przy Łazienkowskiej zorganizowany został mecz z okazji 110-lecia naszego klubu. Pierwotnie klubowi działacze chcieli go rozegrać parę miesięcy temu, ale wówczas walcząc o utrzymanie nie było zdecydowanie klimatu do rozgrywania meczów tego typu. Było to pierwsze takie spotkanie, które w tej formie miało upamiętnić bogatą historię naszego klubu.

 
 

Na murawie miały pojawić się dwie drużyny złożone z byłych graczy Legii, a także byli trenerzy i osoby związane z naszym klubem. Oczywiście wiadomo komu - zabrakło klasy, by zaproszenia wysłać do byłych prezesów naszego klubu, szczególnie tych, którzy w przeciwieństwie do obecnie panującego, odnosili sukcesy sportowe, dziś po kilkuletniej posusze, wspominane z rozrzewnieniem.

Samo wydarzenie, biletowane, cieszyło się nawet sporym zainteresowaniem, choć początkowo trudno było oszacować liczbę widzów. Dlatego najpierw rozpoczęto sprzedaż biletów na trybuny dolne, dopiero później na sektory górne. Dobrych kilkanaście tysięcy kibiców przybyło w niedzielę na Ł3 by uczcić 110. rocznicę powstania najwspanialszego klubu na świecie.

 

Przed meczem na tyłach trybuny Deyny kibice mogli spotkać się z dawnymi zawodnikami, by zrobić z nimi wspólne zdjęcie, zgarnąć autograf, czy odebrać specjalnie na tę okoliczność przygotowane kartki z autografami poszczególnych graczy. Później dawni zawodnicy udali się do szatni i na murawę, kibice przenieśli się na trybuny. Na Żylecie wystawiony został z tej okazji regularny młyn - zawisło kilka flag - m.in. "Żyleta jest zawsze z Wami" na gnieździe plus kilka flag na dolnym płocie. W pierwszej i trzeciej tercji (spotkanie zostało podzielone na fragmenty po 30 minut) dopingiem kierował "Zwierzu", w drugiej - jeden z kibiców z Warki.

Przed meczem orkiestra wojskowa odegrała "Sen o Warszawie". Później ruszyliśmy z dopingiem, który nie stał na takim poziomie jak na zwykłych meczach, ale... jak na pogodę i okoliczności było całkiem przyzwoicie. Szczególnie, że na stadionie obecnych było sporo małolatów, fajnie pobawiliśmy się przez blisko dwie godziny. Fani raz po raz próbowali rozpoznać biegających po murawie (i często zmieniających się) graczy. Nie było to zawsze takie łatwe, choćby ze względu na nazwiska pisane małą czcionką, fakt, że przez kilkanaście lat część z nich zmieniła się nie do poznania, a niektórym z nas wzrok powoli zaczyna szwankować.

Mecz Jubileuszowy Edson da Silva
fot. Woytek / Legionisci.com

Wynik oczywiście był sprawą drugorzędną, ale na murawie zdecydowaną przewagę mieli "zieloni", czyli ekipa zdecydowanie młodsza od tej grającej w białych koszulkach. Kilkukrotnie przez kibiców pozdrawiany był Michał Kucharczyk, poprzez przyśpiewkę "Kuchy King, Kuchy King, Kuchy King...". Sporo braw zebrał Artur Jędrzejczyk, którego żegnaliśmy na niedawnym meczu ze Śląskiem. Kiedy sędzia podyktował rzut karny na bramkę przed Żyletą, do jedenastki podszedł właśnie "Jędza", a fani skandowali głośno "Artur Jędrzejczyk". Kiedy zaś nasza legenda trafiła w poprzeczkę, domagano się powtórzenia karnego. I chociaż podczas spotkania było sporo zabawnych historii, kartki dla żartów dla poszczególnych graczy (w tym uznanie bramki po ewidentnym spalonym), czy noszowi, którzy pojawili się na placu gry, to jednak w tym przypadku nie doczekaliśmy się powtórki.

 

W przerwie spotkania, jak za dawnych lat, wystąpiły cheerleaderki doskonale znane z meczów koszykarskiej Legii - Cheer Angels. Kto pamięta, jak przy Ł3 tańcowały Hasao... z Magdą Jaroszewicz na pierwszym planie. Tą samą, która wystąpiła także w niedzielne popołudnie w układzie tanecznym. Tego dnia w pieśni "W tramwaju jest tłok, w pociągu jest tłok..." była śpiewana... w wielu wersjach. To tylko pokazuje, ilu przez lata pojawiało się strzelców bramek, o których śpiewali kibice.

Mecz Jubileuszowy cheerleaders Magdalena Jaroszewicz
fot. Woytek / Legionisci.com

W drugiej połowie publiczność pozdrawiała także Arka Malarza, który po zejściu z murawy udał się pod Żyletę, gdzie młodsi kibice robili sobie pamiątkowe fotografie z bramkarzem, który bronił w Lidze Mistrzów. W końcu "Kuchy" nie byłby sobą, gdyby czegoś nie odstawił, więc przejął rękawice i bluzę bramkarską i stanął w bramce. W pewnym momencie, przez liczne przerwy, wykorzystywane na konkursy (m.in. rzutów karnych), trudno się było połapać, ile czasu zostało do końca meczu. Aż w końcu sędzia zakończył spotkanie. Wynik tak naprawdę nikogo nie interesował. Najważniejsza była dobra zabawa. Po meczu na dwie strony zaśpiewaliśmy jeszcze "Za nasze miasto...", a później wiele osób czekało jeszcze na autografy od swoich idoli sprzed lat. Oby w najbliższych latach, Legia nawiązała do sukcesów sprzed dekady...

Autor: Bodziach

Podaj ten news dalej:
Komentarze (6)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość