Rzutem na taśmę Legia wygrała w Szczecinie w meczu inauguracyjnym sezon 2026/27. Gola na wagę zwycięstwa strzelił w doliczonym czasie gry, debiutujący w stołecznych barwach, Zoran Arsenić, pakując piłkę do siatki z najbliższej odległości. Wcześniej "Wojskowi" kilkukrotnie zmarnowali znakomite okazje do wyjścia na prowadzenie.
Debiut za trzy punkty
Od pierwszego gwizdka arbitra to Legia przejęła inicjatywę, starając się grać wysokim pressingiem i zmuszając gospodarzy do błędów w rozegraniu. Stołeczna drużyna szybko zaczęła stwarzać zagrożenie pod bramką Valentina Cojocaru. W 3. minucie po zamieszaniu w szesnastce Pogoni bliski szczęścia był Łukasz Zjawiński, ale został uprzedzony przez bramkarza gospodarzy. Jeszcze groźniej było kilka chwil potem. Wówczas po wrzutce z prawej strony główkował Mileta Rajović, ale dzięki dobrej interwencji Cojocaru legioniści zyskali tylko rzut rożny.
Po dobrze bitym stałym fragmencie gry podopieczni Marka Papszuna powinni wyjść na prowadzenie. Najpierw po dośrodkowaniu w poprzeczkę trafił Łukasz Zjawiński, a znakomitej okazji do dobitki nie wykorzystał Rajović. Duńczyk, będąc sam przed bramką, pogubił się na tyle, że postanowił wepchnąć piłkę do siatki... ręką... To nie mogło jednak umknąć uwadze arbitra, który odgwizdał przewinienie.
W 22. minucie debiutujący w stołecznych barwach Robert Deziel Jr. huknął ile sił z dystansu i futbolówka po odbiciu się od jednego z rywali nieznacznie minęła słupek. Niebawem przebudziła się Pogoń. Swoich byłych kolegów mógł pogrążyć Jean-Pierre Nsame. Kameruńczyk doszedł do piłki podanej mu z prawego skrzydła, ale jego strzał głową fantastycznie odbił Otto Hindrich. Wkrótce sędzia dał sygnał do zakończenia pierwszej połowy meczu, w której nie oglądaliśmy bramek. Trzeba przyznać, że Legia na murawie prezentowała się nieźle, jednak zdecydowanie brakowało jej skuteczności. Szczecinianie również nie pozostawali dłużni i po początkowych problemach, potem również kilkukrotnie zagrozili golkiperowi Legii.

Kilka minut po przerwie ponownie do sytuacji strzeleckiej doszedł Nsame. Napastnik Pogoni wygrał walkę o górną piłkę, ale uderzył ją głową zdecydowanie zbyt lekko, aby zaskoczyć Hindricha. W 55. minucie Legia po raz drugi trafiła do siatki swoich przeciwników. Mimo to, sędzia raz jeszcze dopatrzył się nieprawidłowości. Tym razem Bartosz Frankowski słusznie odgwizdał spalonego Rajovicia, który zbyt wolno wracał z pozycji spalonej. Ostatecznie to od nogi Duńczyka piłka odbiła się po uderzeniu jednego z legionistów, zaskakując nawet Cojocaru, co było jednak niezgodne z przepisami.
Po nieco ponad godzinie gry dwa groźne ataki przeprowadziła Pogoń. Najpierw do dobrego podania z lewej strony minimalnie spóźniony był Paul Omo Mukairu, a za moment Fredrik Ulvestad główkował niezbyt mocno, lecz na tyle precyzyjnie, żeby zmusić Hindricha do sporego wysiłku. W 72. minucie trzecia już stuprocentowa szansa dla Rajovicia i ponownie napastnik zaprzepaścił okazję na gola. Po zgraniu od Zjawińskiego duński zawodnik miał przed sobą jedynie jednego z obrońców, który własnym ciałem bronił dostępu do bramki. Rajović postanowił uderzyć piłką dokładnie w jego nogi...
Te niewykorzystane szanse mogły zemścić się na graczach Marka Papszuna, gdyby nie dobra postawa Hindricha i fatalna skuteczność formacji ofensywnej Pogoni. Po nieudanym wybiciu piłki przez Rafała Augustyniaka sam na sam z bramkarzem znalazł się Mukairu, który w kluczowym momencie nie trafił w futbolówkę, co uratowało "Wojskowych". Czas ubiegał nieubłaganie i wszystko wskazywało na to, że na otwarcie sezonu Legia podzieli się z gospodarzami punktami.
Arbiter do regulaminowego czasu gry doliczył aż siedem minut. Legioniści mieli nadzieję, że uda im się w tym okresie odwrócić jeszcze losy spotkania. Tak się też stało! W samej końcówce gola na wagę trzech punktów strzelił debiutujący Zoran Arsenić, który z bliska wpakował piłkę do siatki!



