Skromnie, ale zwycięsko
Skromnym zwycięstwem 1-0 zakończyło się niedzielne spotkanie Legii z Pogonią. Jedynego gola strzelił kilka minut po pierwszym gwizdku sędziego Mileta Rajović, który wykorzystał rzut karny. Wygrana "Wojskowych" mogła być nawet wyższa, jednak tego dnia bardzo dobrze między słupkami spisywał się Valentin Cojocaru, odbijając strzały Piątkowskiego, Weisshaupta czy Pankova.
Mecz świetnie rozpoczął się dla Legii. Już kilka minut po pierwszym gwizdu sędziego warszawski zespół otrzymał rzut karny za faul Musy Juwara na Noahu Weisshaupcie. Do wykonania jedenastki podszedł Mileta Rajović i pewnie pokonał Valentina Cojocaru. Naprawdę trudno było wyobrazić sobie lepszy początek starcia w wykonaniu gospodarzy. To trafienie napędziło "Wojskowych". Niebawem ponownie w polu karnym odnalazł się Rajović, lecz tym razem jego próbę w kierunku bliższego słupka odbił bramkarz Pogoni. Za moment po rzucie rożnym powinno być 2-0 dla Legii! Po dobrze wykonanym stałym fragmencie gry bardzo mocny strzał oddał Kamil Piątkowski. Golkiper gości instynktownie zareagował, a odbita przez niego piłka spadła pod nogi Bartosza Kapustki. Pomocnik miał przed sobą praktycznie pustą bramkę, jednak posłał futbolówkę ponad poprzeczką. Ogromna szkoda, bo legioniści mogli w krótkim odstępie czasu ustawić sobie spotkanie pod swoje dyktando.
Pogoń starała się odgryzać i nie dopuścić do sytuacji, kiedy da się zamknąć na swojej połowie. W 13. minucie ten, który sprokurował rzut karny, chciał odkupić swoje winy. Juwara oddał strzał lewą nogą i czujny na linii był Kacper Tobiasz, który nie dał się zaskoczyć. Legioniści wyglądali na boisku zdecydowanie lepiej od swoich przeciwników. Gospodarze nie mieli problemów z utrzymywaniem się przy piłce. Wkrótce po ładnej akcji piłkę przed polem karnym dostał Damian Szymański. Pomocnik uderzył płasko po ziemi, ale zbyt słabo, aby zmusić Cojocaru do kapitulacji. Rumun po chwili trzymał piłkę w dłoniach i mógł napędzić atak swojej drużyny.
W 32. minucie znowu swój zespół uratował bramkarz ze Szczecina. Weisshaupt huknął prawą nogą z półwoleja i gdyby kopnięta przez niego futbolówka leciała nieco bardziej do boku, a nie wprost w Cojocaru, to Niemiec cieszyłby się z pierwszego gola dla stołecznego klubu. Pogoń wprawdzie nie atakowała huraganowymi atakami, a raz po raz przeprowadzała groźne kontry. W końcówce pierwszej połowy Legia oddała nieco pola gry swoim rywalom. Z tego też powodu najpierw świetną okazję do wyrównania miał Juwara, który niepilnowany przestrzelił obok słupka. Potem jeszcze Rajmund Molnár - Węgier także był niedokładny. Legioniści dwa razy niepokoili defensywę Pogoni. Arkadiusz Reca i Ermal Krasniqi oddali wprawdzie mocne strzały, ale wysoko ponad poprzeczką.

Zaraz po przerwie znowu świetna szansa dla Juwary. Piłkarz Pogoni strzelał zza pola karnego lewą nogą, ale nie udało mu się trafić w światło bramki. Pomocnik w tym momencie zmarnował trzecią dobrą okazję tego wieczoru na gola. W 51. minucie trener Legii musiał dokonać wymuszonej zmiany. Z boisku z powodu kontuzji zszedł Kamil Piątkowski, a w jego miejsce pojawił się Radovan Pankov. Do tej pory defensor był ostoją formacji obronnej, więc jego uraz był bardzo niepokojący. Przez kolejny kwadrans na murawie nie oglądaliśmy stuprocentowych okazji bramkowych. Wkrótce trener Iordănescu zdecydował się na kilka roszad w składzie. Nic dziwnego, gdyż w grze jego podopiecznych wkradło się sporo stagnacji, co było zagrożeniem dla skromnego prowadzenia.
W 76. minucie Pogoń miał ogrom szczęścia. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Elitima, w polu karnym gości doszło do sporego zamieszania. W konsekwencji piłka odbiła się w niekontrolowany sposób od jednego z piłkarzy i trafiła w słupek. Końcówka spotkania była bardzo szarpana. Sędzia musiał często przerywać grę z powodu fauli w środkowej strefie boiska. Kilka minut przed końcem regulaminowego czasu gry błąd w wyprowadzeniu piłki popełnił Cojocaru, podając wprost pod nogi Kacpra Chodyny. Ostatecznie jednak to Rajović mocno strzelił w kierunku bramki Pogoni. Tam jednak zrehabilitował się golkiper przyjezdnych skutecznie wybijając na rzut rożny. W 89. minucie fatalny kiks zaliczył Damian Szymański. Po podaniu od Kacpra Chodyny, spudłował on z kilku metrów na pustą bramkę...














