Pokazali siłę po przerwie
Legia Warszawa pewnie 4-1 pokonała w niedzielę na własnym stadionie Radomiaka Radom, dzięki czemu przerwała swoją niekorzystną ligową serię. Zdecydowanie najwięcej działo się w drugiej połowie, w której legioniści strzelili trzy gole. Wówczas na listę strzelców wpisali się kolejno Szymański, Rajović i Wszołek. Przed przerwą bramkarza rywali pokonał z kolei Elitim.
O pierwszej połowie trudno jest napisać coś więcej pozytywnego niż to, że gospodarze zakończyli ją z jednobramkową przewagą. Legia przez blisko trzy kwadranse głównie zawodziła, nie mogąc oddać celnego strzału na bramkę Radomiaka. Goście z kolei również nie grali nad wyraz ofensywnie. Początkowo jedynymi ciekawymi sytuacjami po stronie gospodarzy były próby Rubena Vinagre'a i Bartosza Kapustki. Ten pierwszy wpadł w pole karne, gdzie jego uderzenie zostało zablokowane. Niebawem lewą nogą przymierzył Kapustka. Piłka przeleciała ponad poprzeczką i nie zagroziła Filipowi Majchrowiczowi.
Następnie dwukrotnie odpowiedział Radomiak. Najpierw zza szesnastki mocno strzelił Rafał Wolski, ale dobrze interweniował Kacper Tobiasz. Z biegiem czasu celne uderzenie zanotował też Capita. Kopnięta przez niego piłka leciała jednak bardzo wolno, więc bramkarz Legii nie mógł dać się zaskoczyć. Wreszcie w 41. minucie Legia zdołała wyjść na prowadzenie po świetnym indywidualnym rajdzie Juergena Elitima. Pomocnik znalazł sporo wolnego miejsca w środkowej strefie boiska, gdzie odważnie wbiegł z piłką. Elitim po drodze zwiódł jeszcze jednego z przeciwników, po czym płaskim strzałem pokonał Filipa Majchrowicza! Za kilka minut sędzia dał sygnał do zakończenia pierwszej odsłony, która zdecydowanie rozczarowała.

Zaraz po przerwie Vinagre starł się w polu karnym z jednym z przeciwników. Na całe szczęście arbiter nie podyktował rzutu karnego dla gości, chociaż powtórki pokazały, że miał ku temu podstawy. Jeśli chodzi o sytuacje bramkowe, to pierwszy kwadrans drugiej odsłony upłynął spokojnie. Radomiak zrobił jednak kilka zmian w składzie, szukając szansy na wyrównanie. W 64. minucie przyjezdni dostali znakomitą szansę na gola. Tuż przed polem karnym Legii arbiter dopatrzył się faulu i świetną szansę z rzutu wolnego miał prowadzony Maurides. Brazylijczyk wyraźnie jednak chybił.
W końcu nadeszła 70 minuta, która przyniosła drugiego gola dla Legii! Tym razem na listę strzelców wpisał się Damian Szymański. Pomocnik stołecznego klubu oddał płaskie uderzenie z pola karnego, czym zaskoczył bramkarza Radomiaka. Cała ta sytuacja była poprzedzona sporym zamieszaniem, w którym na całe szczęście najlepiej odnaleźli się gospodarze. Zaledwie dwie minuty potem było już 3-0. Katastrofalny błąd przy wyjściu poza pole karne popełnił Majchrowicz, który minął się z futbolówką. Mileta Rajović wykorzystał jego gapiostwo i po chwili mógł spokojnie skierować piłkę do pustej bramki.
Legia była niesamowicie nakręcona. Szkoda, że tak jej rozpędzonej nie zobaczyliśmy od pierwszej minuty. W 79. minucie sędzia po długiej analizie VAR (który ponoć się zawiesił) wskazał na jedenasty metr po zagraniu ręką Jana Grzesika. Do wykonania rzutu karnego podszedł Paweł Wszołek, który na raty pokonał bramkarza Radomiaka. Jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej mało kto spodziewał się, że na Łazienkowskiej legioniści będą prowadzili czterema golami. Chwilę potem trener Legii dokonał kolejnych zmian. Na murawie po raz pierwszy w koszulce z "eLką" na piersi pojawili się Kacper Urbański i Antonio Čolak.
W 88. minucie Radomiak miał okazję na honorowe trafienie. Początkowo błąd przy interwencji popełnił Tobiasz, który podał piłkę wprost pod nogi Elvesa Baldé, pomocnikowi nie pozostał już nic innego niż strzelić gola, lecz nic bardziej mylnego! Tobiasz wyrósł jak spod ziemi i świetnie uratował Legię przed utratą gola. W doliczonym czasie gry swoje częściowe winy odkupił za dzisiejszy występ Majchrowicz. Bramkarz świetnie odbił poza linię końcową strzał Kapustki. Tego wieczoru ostatnie słowo należało do Radomiaka. W ostatniej akcji gola dla gości strzelił Adrian Dieguez, który podciął piłkę nad Tobiaszem, wykorzystując świetne podanie piętą od jednego z kolegów.












