Zabójcza końcówka!
Po fantastycznej końcówce Legia wygrała na własnym stadionie z GKS-em Katowice, chociaż do 93. minuty utrzymywał się remis 1-1. W doliczonym czasie gry do siatki gospodarzy trafili jednak Artur Jędrzejczyk i Ryoya Morishita, którzy wprawili cały stadion w euforię radości. Wcześniej gola dla "Wojskowych" strzelił Paweł Wszołek, a dla gości Bartosz Nowak.
Jako pierwsi do groźnej sytuacji doszli gracze GKS-u. Po błędzie w defensywie Migouela Alfareli sam przed Kacprem Tobiaszem znalazł się Mateusz Kowalczyk, ale na szczęście pomocnik miał mało czasu i miejsca na przygotowanie sobie piłki i przegrał starcie z bramkarzem. Goście starali się jednak grać ofensywnie i nie przestraszyli się wizyty na Łazienkowskiej. W 12. minucie odpowiedzieli legioniści, gdy z powietrza uderzenia spróbował Claude Goncalves. Dawid Kudła był jednak dobrze ustawiony i spokojnie interweniował. Ataki graczy Edwarda Iordanescu nie były specjalnie niebezpieczne. Wkrótce niecelnie główkował Jean-Pierre Nsame, a z kolei wprost w golkipera trafił Wahan Biczachczjan. W 23. minucie mogło być 1-0 dla GKS-u. Najpierw Tobiasz zdołał sparować za linię końcową mocną próbę Adriana Błąda, a towarzyszyło mu wówczas sporo szczęścia. Gdyby piłka odbiła się od jego rąk nieco inaczej, to najprawdopodobniej zatrzepotałaby w siatce. Chwilę później bramkarz spisał się jeszcze lepiej, kiedy z najbliższej odległości wybronił główkę Kacpra Łukasika. Trzeba przyznać, że jak dotąd były to zdecydowanie najgroźniejsze sytuacje pod polem karnym gospodarzy.
Potem stopniowo do głosu dochodzili legioniści, jednak nadal nie można było mówić o jakiejkolwiek ich przewadze. Wreszcie w 41. minucie było groźnie po akcji Biczachczjana. Ormianin strzelał po odważnym wbiegnięciu w pole karne. Uczynił to jednak zdecydowanie zbyt słabo, aby marzyć o zapewnieniu Legii prowadzenia. Na szczęście jeszcze przed przerwą "Wojskowym" udało się strzelić gola na 1-0. Po podaniu z rzutu rożnego najlepiej odnalazł się Paweł Wszołek i z bliska wpakował piłkę do bramki. Powtórki pokazały, że pomocnik uczynił to dosyć niecodziennie, bo... kolanem. Niebawem sędzia dał sygnał do zakończenia pierwszej odsłony. W jej trakcie GKS sprawiał nieco lepsze wrażenie, lecz to "Wojskowi" zeszli do szatni przy swoim skromnym prowadzeniu.

Zaraz po wznowieniu gry szansę miał Bartosz Nowak. Strzelec dwóch goli dla GKS-u w tym sezonie mocno uderzył z rzutu wolnego, ale nie po raz pierwszy tego wieczoru czujnie zachował się na linii Tobiasz. Potem przez kolejne 15 minut Legia kontrolowała boiskowe wydarzenia, spokojnie oddalając grę od swojego pola karnego. Brakowało jednak okazji na podwyższenie wyniku. Odcinany od podań był m.in. Nsame, na którego defensorzy byli wyjątkowo wyczuleni. Po nieco ponad godzinie gry miała miejsce ładna indywidualna akcja Goncalvesa. Portugalczyk wpadł w "szesnastkę" GKS-u, jednak jego strzał trafił tylko w boczną siatkę. Co więcej, w tej sytuacji pomocnik nabawił się jeszcze urazu, potrzebował interwencji sztabu medycznego i zszedł z boiska.
Kwadrans przed końcem oglądaliśmy jeden ze zrywów Legii. Skrzydłem ruszył Radovan Pankov, Serb dośrodkował do Bartosza Kapustki, który przymierzył źle i niedokładnie. Druga połowa w wykonaniu warszawskiego zespołu była zdecydowanie słabsza niż pierwsza. Nie oglądaliśmy praktycznie żadnych bramkowych okazji, co w konsekwencji zemściło się w 84. minucie. Wtedy to GKS wyszedł z bardzo ładną kontrą. Na prawej stronie pojedynek z Arkadiuszem Recą wygrał Marcin Wasielewski, płasko podał do środka, gdzie tylko nogę dostawił Nowak. Pomocnik tym samym strzelił swojego trzeciego gola w tym sezonie, udowadniając, że znajduje się obecnie w bardzo dobrej formie. Legioniści zostali z kolei ukarani za bardzo mało wyrazistą postawę po zmianie stron.
START: 09.08.2025 / KONIEC: 14.08.2025
Przez ostatnie minuty Legia atakowała, chcąc wywalczyć rzutem na taśmę komplet punktów. GKS dobrze się jednak bronił, a słabo dysponowana tego wieczoru ekipa gospodarzy wyraźnie nie mogła znaleźć sposobu na swoich rywali. W jednej ostatnich akcji spotkania stał się jednak cud, którego autorem był nie kto inny, jak kapitan - Artur Jędrzejczyk. Obrońca wygrał pojedynek główkowy po wrzutce od Wszołka i pokonał Kudłę! Kiedy wydawało się, że za moment sędzia skończy mecz, Legia pobiegła z jeszcze jedną kontrą. Wykończył ją Ryoya Morishita, który płaskim strzałem zaskoczył bramkarza GKS-u po raz trzeci. Fenomenalny finisz w wykonaniu "Wojskowych", którzy wywalczyli u siebie komplet punktów. Brawo!












