Uratowany punkt
Choć mało na to zwiastowało, Legii udało się nie przegrać Gdyni. W pierwszym wyjazdowym meczu w 2026 roku stołeczna drużyna zremisowała z Arką 2-2. Legioniści w ostatnich minutach zdobyli dwie bramki i doprowadzili do wyrównania, ratując bardzo istotny punkt. Oba trafienia zanotował wprowadzony na boisko w ostatnim kwadransie Antonio Čolak, który stał się dzięki temu bohaterem tego spotkania.
W związku z kilkoma nowymi urazami trener Marek Papszun musiał dokonać parę roszad na mecz w Gdyni. Na północ Polski z drużyną nie pojechali Juergen Elitim oraz Artur Jędrzejczyk. W ich miejsce do wyjściowej "jedenastki" wskoczyli Damian Szymański i Rafał Augustyniak, który powrócił do gry na środku obrony. Na niecodziennej pozycji wystąpił również Ermal Krasniqi, który na prawym wahadle zastąpił w pierwszym składzie Petara Stojanovicia. Do kadry meczowej powrócili Steve Kapuadi i Paweł Wszołek, jednak rozpoczęli mecz na ławce rezerwowych. W Gdyni zabrakło natomiast także Jean-Pierre'a Nsame.
Od pierwszych minut spotkanie stało pod znakiem bardzo niskiej intensywności. Być może było to spowodowane bardzo słabym stanem murawy na stadionie w Gdyni. Drużynom ciężko rozgrywało się po niej futbolówkę, która podskakiwała na nierównym podłożu. Częściej przy niej utrzymywali się gospodarze, lecz legioniści starali się na nich naciskać wysokim pressingiem, a po odbiorach ruszali z kontrami bocznymi strefami. Pierwszy celny strzał udało oddać się legionistom. W 10. minucie z na uderzenie z dystansu zdecydował się Bartosz Kapustka, jednak po rykoszecie piłka padła łupem dobrze ustawionego bramkarza. Cztery minuty później na prawym skrzydle dużo wolnej przestrzeni znalazł Wahan Biczachczjan, Ormianin ruszył prawie do linii końcowej i zauważył wbiegającego na bliższy słupek Miletę Rajovicia, który z bliskiej odległości tylko musnął piłkę i trafił w bramkarza.
Z minuty na minutę legioniści przejmowali inicjatywę i intensyfikowali swoje ataki. W 18. minucie na lewej flance pograli Arkadiusz Reca z Kacper Urbańskim, młody pomocnik zszedł z piłką bliżej środka i uderzył ze skraju pola karnego, ale trafił tylko w boczną siatkę. Po dwóch minutach przed świetną szansą stanął Biczachczjan. Fenomenalną górną piłkę na pole karne z własnej połowy zagrał Szymański, Ormianin opanował futbolówkę i uderzył tuż po przyjęciu, lecz przestrzelił wysoko nad poprzeczką. W 26. minucie to jednak gospodarze wyszli na prowadzenie i to znów po stałym fragmencie gry... Dośrodkowanie z rzutu rożnego na 3. metr odebrał kompletnie nieatakowany Michał Marcjanik i głową pewnie wpakował piłkę do siatki. Szczególnie źle w tej sytuacji zachowali się Kamil Piątkowski oraz Kacper Tobiasz, którzy mogli zareagować, a biernie patrzyli na piłkę.
Po trafieniu Arka cofnęła się nisko do obrony. Oddali piłkę legionistom, którzy jednak nie mieli żadnego pomysłu, jak przebić się przez szczelnie ustawionych w defensywie gospodarzy. Próbowali zaskoczyć ich górnymi podaniami, ale celność tych zagrań pozostawiała wiele do życzenia. W 35. minucie po błędzie jednego z defensorów środkiem pola ruszył Biczachczjan, odnalazł w polu karnym Urbańskiego, lecz pomocnik strzelił prosto w nogi jednego z graczy Arki. Cztery minuty później dobry indywidualny rajd wykonał Krasniqi, akcję Kosowianina mocnym strzałem z dystansu zakończył Kapustka, jednak czujność w bramce zachował Damian Węglarz. Bramkarz odbił piłkę po tym trudnym do obrony strzale przed siebie, lecz żaden z warszawiaków nie doskoczył do dobitki. Do końca pierwszej połowy legioniści próbowali doprowadzić do wyrównania, ale nic z tego nie wynikało.

Na drugie 45 minut "Wojskowi" wyszli z jedną zmianą w składzie. Na murawie pojawił się Wszołek, który zastąpił Recę. Reprezentant Polski zajął miejsce na prawej stronie, co spowodowało przestawienie Krasniqiego na lewą flankę. W drugą część znacznie lepiej mogli wejść jednak gospodarze. Choć to legioniści wykonywali rzut rożny, po słabym dośrodkowaniu przebitkę o piłkę z Kapustką w środku pola wygrał Nazarij Rusyn, Ukrainiec popędził przez znaczną część boiska, ale w momencie strzału piłka podskoczyła mu na grząskiej murawie i fatalnie przestrzelił. W 51. minucie "Wojskowym" udało się dobrze wyjść przez środek pola. Po skutecznym odegraniu na połowie gospodarzy ruszył Kapustka, kapitan Legii świetnym prostopadłym podaniem odnalazł w polu karnym Biczachczjana, ale Ormianin praktycznie w sytuacji sam na sam z bramkarze trafił wprost w niego. Po pięciu minutach mocno z dystansu uderzył Krasniqi, lecz po rykoszecie piłka wyszła ponad bramkę, za co legioniści otrzymali rzut rożny. To, jak "Wojskowi" go wykorzystali, woła jednak o pomstę do nieba. Po zbyt krótkim dośrodkowaniu piłkę pod nogami miał Krasniqi, ale zagrał wprost pod nogi Rusyna. Były gracz Legii ponownie ruszył z kontrą i tym razem nie chybił, podwyższając prowadzenie.
Tuż po tym golu w barwach Legii doszło do dwóch zmian. Na murawie pojawił się Jakub Żewłakow i Samuel Kováčik, dla którego był to oficjalny debiut w warszawskim zespole. Niestety, Słowak na murawie zamienił Wszołka, któremu po nieco ponad kwadransie gry odnowił się uraz odniesiony podczas zimowego zgrupowania. Parę minut później trener Papszun zdecydował się także zdjął Kapustkę, a w jego miejsce wskoczył Wojciech Urbański. Wprowadzenie młodych i świeżych graczy jednak niezbyt pomogło. Legioniści byli kompletnie bezradni, nie potrafili wymienić między sobą kilku podań i choćby przesunąć się pod bramkę gospodarzy. W ich poczynaniach nie było widać nawet żadnych chęci i jakiejkolwiek nadziei na poprawę wyniku... Na nieco ponad kwadrans na murawie pojawił się także Antonio Čolak, a Legia przeszła do gry na dwóch napastników.
W 77. minucie legionistom w końcu udało się znaleźć nieco więcej miejsca pod polem karnym Arki. Na uderzenie sprzed "szesnastki" momentalnie zdecydował się Żewłakow, lecz skierował piłkę wprost do rąk Węglarza. Dwie minuty później młody pomocnik dośrodkował z lewej strony idealnie na głowę Rajovicia, napastnik uderzył w kierunku bramki, lecz trafił w dłoń jednego z obrońców Arki. Arbitrzy po krótkiej weryfikacji uznali jednak, że o rzucie karnym nie ma mowy. Ostatnie minuty to już festiwal błędów i niedokładności w wykonaniu legionistów, choć walczyli oni do końca. W 89. minucie udało im się zdobyć bramkę kontaktową po stałym fragmencie gry. Dośrodkowanie z rzutu rożnego na pole karne posłał Krasniqi, a najprzytomniej w polu karnym zachował się Čolak, który głową umieścił piłkę w siatce. Gdy wydawało się, że porażka jest nieunikniona w ostatnich minutach wrzutkę w pole karne posłał Szymański, ale Krasniqi w dogodnej okazji trafił prosto w bramkarza. Kosowianin podszedł jednak ponownie do wykonania rzutu rożnego, znów zacentrował na głowę Čolaka i... Chorwat ponownie głową skierował piłkę do siatki, ratując ważny remis w ostatnich sekundach.
Mimo wszystko, dla legionistów był to 11 ligowy mecz z rzędu bez zwycięstwa, czym wyrównali niechlubny rekord z 1966 roku, a punkt nie pozwolił im wydostać się ze strefy spadkowej.













