Muru głową nie przebili
W czwartkowy wieczór stołeczni piłkarze przegrali na własnym stadionie z Samsunsporem Kulübü 0-1, tracąc decydującego dola już w 10. minucie gry. Pomimo widocznej przewagi, Legia po raz kolejny zawodziła w ofensywie, co ostatecznie kosztowało ją stracone punkty. Edward Iordănescu zanotował tym samym start w fazie ligowej Ligi Konferencji zdecydowanie poniżej oczekiwań.
W pierwszych minutach meczu zobaczyliśmy po jednej dobrej okazji dla każdej ze stron. Najpierw zaczęli goście. Po rajdzie lewym skrzydłem mocny strzał w kierunku bliższego słupka oddał Anthony Musaba, jednak na całe szczęście trafił tylko w boczną siatkę. Chwilę potem swoją szansę miał z kolei Antonio Čolak. Chorwacki napastnik, kiedy dostał piłkę przed polek karnym, nie zastanawiał się długo i mocno strzelił lewą nogą. Jego próba skończyła się podobnie co jego przeciwnika kilka minut wcześniej i grę od bramki rozpoczął bramkarz. Spotkanie było bardzo szybkie. Każda z drużyn starała się atakować swoich przeciwników wysokim pressingiem. W 10. minucie Samsunspor niespodziewanie wyszedł na prowadzenie. W środkowej strefie boiska Marius Mouandilmadji sprytnie rozegrał piłkę z rozpędzonym Anthonym Musabą, który za moment pognał ile sił w nodze w kierunku Kacpra Tobiasza. Holender uciekł rywalom i mocnym strzałem otworzył wynik meczu. Tym razem piłkarze Legii zapłacili wysoką cenę za to, że zagrali w obronie wyjątkowo wysoko.
Legia starała się szybko odpowiedzieć. Można z całą pewnością powiedzieć, że długimi fragmentami gospodarze kontrolowali boiskowe wydarzenia i tym bardziej szkoda było straconej bramki. W 22. minucie "Wojskowi" mieli dobrą okazję z rzutu wolnego. Radovan Pankov mocno strzelił ze stałego fragmentu gry i niestety futbolówka przeleciała obok słupka. Przez kolejne minuty legioniści zepchnęli rywali do defensywy. Turcy nie mieli nic do powiedzenia w ofensywie i skupiali się przede wszystkim na obronie. Wkrótce arbiter zdecydował się zakończyć pierwszą połowę, która wyglądała lepiej w wykonaniu Legii aniżeli sugerował to wynik.

Druga połowa zaczęła się od znakomitej szansy Legii. Wojciech Urbański był bliski strzelenia gola, lecz pomocnikowi zabrakło odrobinę precyzji, gdyż trafił tylko w słupek. Samsunspor nie chciał jednak dać się zepchnąć do defensywy i starał się raz po raz atakować. W 52. minucie Turcy mogli prowadzić już 2-0. Po sporym zamieszaniu w polu karnym bliski strzelania gola był jeden z gości, który główkował na niemal pustą bramkę. Swój zespół uratował jeden Artur Jędrzejczyk. Kapitan w ekwilibrystyczny sposób zablokował strzał Mariusa Mouandilmadjiego.
W 68. minucie ładna akcja w wykonaniu tych, którzy pojawili się po zmianie stron. Noah Weisshaupt dośrodkował w pole karne, gdzie ponad obrońcami Samsunsporu wyskoczył Mileta Rajović. Napastnik wprawdzie wygrał walkę o górną piłkę, jednak jego strzał głową przeleciał ponad poprzeczką. Potem obraz gry niestety nie zmieniał się. Legia wprawdzie miała wszystko pod kontrolą, częściej była przy piłce, ale cały czas czegoś jej brakowało. Wszystko mogło zmienić się na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Gola strzelił Rajović i niestety radość z tego trafienia nie trwała długo. Po analizie VAR sędzia odgwizdał pozycję spaloną Duńczyka.
W końcówce Legia starała się z całych sił doprowadzić do remisu, lecz nic z tego nie wychodziło. Świetną szansę miał m,in. Jakub Żewłakow, którego mocny strzał został w ostatniej chwili zablokowany. Mecz z Samsunsporem można określić mianem zdecydowanego falstartu, jeśli chodzi o rywalizację w fazie ligowej Ligi Konferencji.









