Zabrakło skuteczności
Tylko bezbramkowym remisem zakończył się środowy mecz Legii z Jagiellonią. W perspektywie całego spotkania zdecydowanie lepiej prezentowali się gospodarze, którzy stworzyli sobie kilka świetnych okazji na strzelenie gola. Niestety, tego wieczoru zabrakło im szczęścia i skuteczności, aby pokonać Sławomira Abramowicza.
Od początku spotkania Legia prezentowała się całkiem nieźle. Gospodarze zepchnęli swoich przeciwników na ich połowę i raz po raz budowali kolejne akcje ofensywne. Brakowało jednak celnych strzałów na bramkę z Sławomira Abramowicza. Do pierwszej interwencji bramkarz Jagiellonii został zmuszony w 22. minucie. Wówczas na bardzo mocny uderzenie zdecydował się Arkadiusz Reca i Abramowicz zdołał instynktownie odbić futbolówkę do boku. Za moment bliski szczęścia był z kolei Wahan Biczachczjan. Pomocnik pobiegł prawą stroną boiska, gdzie został zablokowany przez obrońcę. Piłka zaplątała się jeszcze między nogami golkipera gości, który szczęśliwie wybił ją na rzut rożny.
Kilka minut przed przerwą świetna próba Damiana Szymańskiego. Pomocnik huknął ile sił zza pola karnego i Abramowicz dobrze interweniował, chociaż okazję na dobitkę miał Arkadiusz Reca. Defensor jako pierwszy dobiegł do piłki, lecz trafił wprost w bramkarza. Kiedy wydawało się, że objęcia prowadzenie przez "Wojskowych" to tylko kwestia czasu, to zupełnie niespodziewanie Jagiellonia strzeliła gola. Po wrzutce z rzutu rożnego walkę w powietrzu wygrał Bernardo Vital i głową pokonał Kacpra Tobiasza. Szczęśliwie za chwilę sędzia gola anulował, dopatrując się pozycji spalonej u gracza drużyny z Białegostoku.

W przerwie trener Legii zdecydował się na jedną zmianę. Na boisku pojawił się Kacper Urbański, który miał rozruszać akcje w środkowej strefie boiska. Kilkanaście minut po przerwie dośrodkowanie z lewej strony od Recy, a w szesnastce "Jagi" dobrze odnalazł się Biczachczjan. Niestety, Ormian piłkę głową uderzył zdecydowanie zbyt lekko, a w dodatku w sam środek bramki, dlatego też spokojnie interweniował Abramowicz. Za chwilę błysk swojego talentu pokazał Urbański. Pomocnik zakręcił na skrzydle jednym z obrońców, skąd dorzucił futbolówkę do Milety Rajovicia. Duńczyk stanął przed stuprocentową szansą na gola, jednak trafił wprost w bramkarza... Ogromnie szkoda, gdyż to była jedna z lepszy okazji na bramkę w tym spotkaniu.
W 63. minucie powinno być 1-0 dla Legii, jednak po raz kolejny bramka przeciwników była jak zaczarowana. Juergen Elitim przedarł się środkiem pola i po chwili stanął niemal oko w oko z Abramowiczem. Kolumbijczyk spróbował płaskiego strzał i tym razem przyjezdnych uratował już tylko słupek. Fakt, że do tej pory na Łazienkowskiej utrzymywał się cały czas wynik bezbramkowy trzeba uznać za olbrzymie szczęście podopiecznych Adriana Siemieńca. Czas uciekał, a legionistom nadal nie udawało się strzelić gola. Tego wieczoru Jagiellonia była tylko tłem dla stołecznego klubu, któremu brakowało tylko i aż skuteczność.
W samej końcówce błąd w wyprowadzeniu piłki popełnił Steve Kapuadi. Obrońca podał piłkę wprost pod nogi Oskara Pietuszewskiego, który za chwilę dograł do wychodzącego na czystą pozycję Afimico Pululu. Ten w sytuacji sam na sam pewnie pokonał Tobiasza, ale na całe szczęście sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. W 88. minucie goście oddali pierwszy celny strzał. Kamil Jóźwiak mocno kopnął futbolówkę zza szesnastki i przed siebie zdołał tę próbę odbić bramkarz Legii.












