Pierwszy krok do awansu wykonany
W pierwszym meczu 4. rundy eliminacyjnej Ligi Konferencji Legia Warszawa wygrała na wyjeździe z zespołem Hibernian FC 2-1. Do przerwy legioniści prowadzili 2-0. Dzięki tej wygranej legioniści zrobili pierwszy krok do awansu do fazy ligowej rozgrywek, choć strata bramki w końcowych minutach sprawiła, że sytuacja przed rewanżem nie jest aż tak dobra, jak mogła być.
Gospodarze rozpoczęli spotkanie agresywnie, już w pierwszych dwóch minutach zmuszając Kacpra Tobiasza do dwóch interwencji. Mnożyły się błędy legionistów, szczególnie w formacji defensywnej, co skutkowało groźnymi sytuacjami dla przeciwnika. W 5. minucie zawodnicy Hibernian wykonywali rzut rożny, zakończony niecelnym strzałem. Wznowienie Legii po tym fragmencie od bramki było na tyle złe, że gospodarze przejęli piłkę i oddali kolejne uderzenie. Na szczęście futbolówka poszybowała wysoko nad poprzeczką. Początkowe minuty były bardzo nerwowe w wykonaniu Legii i konieczne było szybkie uspokojenie gry.
W 9. minucie mogliśmy obserwować pierwszą ofensywną akcję Legii - piłka została zagrana na środek do Wahana Biczachczjana, ten się obrócił i oddał strzał, jednak został zablokowany. 4 minuty później Steve Kapuadi przegrał pojedynek z rywalem, Chris Cadden zbiegł w stronę środka, podał do Kierona Bowiego, który uderzył obok bramki. To była naprawdę groźnie wyglądająca sytuacja. Kolejne minuty przyniosły jednak legionistom trochę oddechu. Tempo gry nieco spadło, a zawodnicy z Warszawy mogli przejść do ataku pozycyjnego i dłużej rozgrywać piłkę.
W 29. minucie Rafał Augustyniak dobrze przedarł się środkiem i uderzył z dystansu. Bramkarz odbił piłkę, ta trafiła jeszcze do Bartosza Kapustki, który dobijał. Legioniści mieli wykonywać rzut rożny, jednak sędzia wstrzymał grę. Sytuacja była analizowana przez VAR. Po dłuższej przerwie arbiter wskazał na jedenasty metr, ponieważ jeden z zawodników gospodarzy zagrał piłkę ręką. Do stojącej futbolówki podszedł Jean-Pierre Nsame i pewnie pokonał bramkarza, dając Legii prowadzenie 1-0. W doliczonym czasie pierwszej połowy napastnik zanotował jeszcze asystę. Posłał świetne podanie górą do stojącego blisko bramki Pawła Wszołka, ten dołożył nogę i podwyższył prowadzenie na 2-0.
Już w 2. minucie po wznowieniu gry gospodarze wykonywali rzut rożny. Stały fragment nie przyniósł im jednak żadnej korzyści, bo dośrodkowanie było zbyt mocne i minęło wszystkich zawodników znajdujących się w polu karnym. Po chwili mieliśmy korner z drugiej strony, tym razem wykonany dużo lepiej, bo zakończony uderzeniem Rockyego Bushiriego ponad bramką. W odpowiedzi rzut rożny mieli legioniści, po którym z dystansu uderzał Biczachczjan. Niestety, trochę się pomylił.
Do głosu ponownie doszli gospodarze, którzy kilkakrotnie zagrozili bramce strzeżonej przez Tobiasza. Na szczęście ich próby były niecelne. W 56. minucie mocno, ale ponad poprzeczką strzelił Josh Mulligan. Legioniści długo nie mogli przenieść gry spod własnej bramki. Dośrodkowanie Nicholasa Caddena, który kilka minut wcześniej pojawił się na boisku, skutecznie wybił golkiper Legii, ale akcja zakończyła się rzutem z autu. Tobiasz próbował łapać piłkę, ta wyśliznęła mu się z rąk, ale tym razem szczęście było po stronie bramkarza Legii, który zdołał ponownie złapać futbolówkę jeszcze przed linią bramkową.
Legioniści starali się uspokoić grę. To się udało, a w 61. minucie doskonałe podanie w pole karne posłał Wszołek. Juergen Elitim wprawdzie nie opanował piłki, ale ta trafiła jeszcze do Bartosza Kapustki, który skierował ją do siatki obok interweniującego Jordana Smitha. Było już 3-0 dla Legii, jednak sędzia VAR dopatrzył się spalonego i gol nie został uznany.
W 71. minucie Jan Ziółkowski uprzedził zawodnika zespołu z Edynburga, uderzając piłkę w stronę Tobiasza. Ten jednak był przygotowany. Po chwili Wszołek wykreował doskonałą sytuację, Biczachczjan miał tylko dołożyć nogę i podwyższyć prowadzenie. Niestety, zrobił to bardzo źle i piłka poszybowała wysoko nad bramką. Po ten sytuacji opuścił boisko, na którym pojawił się Ryoya Morishita.
3 minuty później Nsame wyprzedził obrońcę, znalazł się sam przed bramkarzem, ale źle złożył się do strzału i zamiast mocno uderzyć piłkę w stronę bramki, tylko lekko ją musnął. Niewiele brakowało, by chwilę później bramkę kontaktową zdobyli gospodarze. Tobiasz wyszedł nieco z bramki, nie przechwycił futbolówki zagranej w poprzek, ale na szczęście sytuację uratował Ziółkowski.
W 78. minucie Mileta Rajović zmienił Nsame, ale to nie on miał kolejną okazję do podwyższenia wyniku. Po składnej akcji do uderzenia doszedł Kapustka, jednak przestrzelił. Gospodarze nie poddawali się do końca, Cadden dobrze zagrał przed bramkę Tobiasza, Thibault Klidje znalazł się niepilnowany przed golkiperem Legii, jednak zabrakło mu precyzji w wykończeniu akcji.
W 87. minucie Tobiasz dobrze wybronił uderzenie, piłka doszła jeszcze do Josha Mulligana i tym razem golkiper skapitulował. Na 3 minuty do końca regulaminowego czasu gry mieliśmy więc 2-1. Po tej sytuacji na boisku pojawił się debiutujący w barwach Legii Damian Szymański. Końcówka zapowiadała się więc bardzo nerwowo. Tym bardziej, że legioniści faulowali jednego z przeciwników tuż poza polem karnym, co stworzyło dobrą okazję dla Hibernian.
Sędzia doliczył do drugiej połowy aż 5 minut. W 90+3 celnie uderzał Petar Stojanović po podaniu od Milety Rajovicia, ale bramkarz był na posterunku. Do końca spotkania nic już się nie wydarzyło i Legia wraca do Warszawy z wygraną 2-1.

























