Zimny prysznic w upalnej Larnace
Pierwsza porażka w tym sezonie stała się faktem. Legioniści z upalnej Larnaki wracają na tarczy z bagażem aż czterech straconych goli i tylko jednego strzelonego. Taki wynik stawia "Wojskowych" w bardzo trudnym położeniu przed rewanżem na swoim stadionie. Honorowe trafienie dla Legii zdobył niezawodny ostatnio Jean-Pierre Nsame.
AEK Larnaka 4-1 Legia Warszawa - Mishka / 90 zdjęć
Spotkanie fenomenalnie rozpoczęło się dla Legii. Kilka minut po pierwszym gwizdku arbitra swoją drużynę na prowadzenie wyprowadził niezawodny Jean-Pierre Nsame, który w sytuacji sam na sam pewnie pokonał golkipera AEK. Niestety, po dłuższej analizie sędzia anulował trafienie, dopatrując się spalonego. Gracze AEK mieli wówczas ogrom szczęścia i dosyć szybko starali się odgryźć.
Niebawem mieli dobrą szansę po rzucie różnym. Szczęśliwie po wrzutce tylko w poprzeczkę trafił jeden z zawodników cypryjskiego klubu. To był jednak duży znak ostrzegawczy wysłany w kierunku polskiej ekipy. W 16. minucie AEK niestety wykorzystał złe ustawienie rywali i strzelił pierwszego gola w tym meczu. Cała akcja potoczyła się prawą stroną Legii, gdzie powstała spora dziura. Wbiegł w nią Pere Pons, następnie złamał akcję do środka i zdecydował się na strzał. Futbolówka odbita od Jana Ziółkowskiego zmieniła tor lotu w taki sposób, że kompletnie zaskoczyła Tobiasza. Bardzo zimny prysznic w ten gorący dzień spadł wtedy na legionistów.
Na odpowiedź podopiecznych Edwarda Iordanescu nie trzeba było długo czekać. Za moment mieliśmy już wyrównanie, a w roli głównej ponownie wystąpił Nsame. Po wrzutce z rzutu wolnego od Bartosza Kapustki napastnik uwolnił się spod opieki obrońców i głową pokonał Alomerovicia. Kolejny raz 32-latek pokazał, że potrafi fantastycznie grać głową i znajduje się obecnie w wyśmienitej formie.
W 28. minucie Nsame mógł po raz drugi uszczęśliwić kibiców Legii. Kameruńczyk przejął niefrasobliwe podanie od obrońcy rywala i po chwili znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Niestety, tym razem napastnik Legii przegrał pojedynek ze Zlatanem Alomeroviciem. Nsame jeszcze zgarnął odbitą piłkę, dograł do Bartosza Kapustki, a jego próba została zablokowana przez obrońcę. To była znakomita szansa dla gości, aby wyjść na prowadzenie. Legioniści robili wszystko, aby jeszcze przed przerwą strzelić drugiego gola. W doliczonym czasie pierwszej połowy byli tego bardzo bliscy - mieli trzy szanse w jednej akcji, ale gospodarze zdołali wyjść z tego wszystkiego obronną ręką... Najpierw uderzenie Pawła Wszołka odbił Alomerović, za moment strzał Claude Goncalvesa zablokowali defensorzy, a na sam koniec techniczna próba Nsame przeleciała ponad poprzeczką...

Druga połowa rozpoczęła się fatalnie. AEK przeprowadził zabójczą kontrę, którą sfinalizował Karol Angielski. Polski napastnik, który był kompletnie niekryty, głową wykończył dośrodkowanie z lewej strony. W tej sytuacji legioniści popełnili proste błędy w ustawieniu, które po raz drugi tego wieczoru kosztowały ich utratę gola. W 55. minucie znowu było bardzo niebezpiecznie po wrzutce z rzutu rożnego. Z piłką minęli się zarówno legioniści jak i Angielski, a przypadkowo odbita od Wszołka szczęśliwie przeleciała ponad poprzeczką i AEK zyskał tylko rzut rożny. Po blisko godzinie gry znowu w polu karnym gospodarzy znalazł się Nsame. Napastnik główkował po podaniu z rzutu wolnego od Rubena Vinagre'a. Tym razem zabrakło mu już precyzji, a było blisko gola na 2-2.
Przez kolejne minuty tempo gry wyraźnie spadło. Szczególnie widać to było po postawie Legii, której akcje były rozgrywane niczym w zwolnionym tempie. Nic więc dziwnego, że trener zdecydował się niebawem na szereg zmian, lecz na niewiele się to zdało. AEK z kolei spokojnie czekał na przeprowadzenie kolejnej kontry. Cypryjczycy wierzyli, że są w stanie jeszcze pokonać Tobiasza. Ich wysiłki opłaciły się. W 78. minucie gospodarze strzelili trzeciego gola za sprawą Yersona Chacona. Pomocnik miał sporo miejsca w okolicach pola karnego, przymierzył w kierunku dalszego słupka i bramkarzowi Legii nie pozostało nic innego jak wyciągnąć piłkę z siatki. To postawiło legionistów w ogromnie trudnym położeniu przed rewanżem w Warszawie.
W 85. minucie AEK był bliski kolejnego gola. Po sporym zamieszaniu sam przed Tobiaszem znalazł się Enzo Cabrera. Zachował się jednak na tyle nieporadnie, że przegrał rywalizację z Tobiaszem. Gracze z Larnaki zyskali tylko rzut rożny, po którym i tak trafili do siatki. Uczynił to Mileta Rajović, który chyba nie przypuszczał, że właśnie w taki sposób strzeli gola w barwach Legii. Pomimo doliczonych ośmiu minut rezultat nie uległ zmianie. Co więcej, drugą żółtą kartkę obejrzał Kapustka... Legia dostała w Larnace srogie lanie.



























