Nie ma Nsame, nie ma bramek
Bezbramkowym remisem zakończył się pierwszy domowy mecz Legii w lidze w tym sezonie. Spotkanie z Arką Gdynia nie obfitowało w wiele okazji bramkowych - co więcej to goście obili tego dnia słupek i poprzeczkę. Skład "Wojskowych" był nieco eksperymentalny. W ataku zabrakło m.in. będącego ostatnio w dobrej formie Jean-Pierre'a Nsame, którego nie udało się godnie zastąpić.
Kilka minut po pierwszym gwizdku sędziego świetna okazja dla Legii. Wrzutka z prawej strony pola karnego dotarła do Ilji Szkurina, a jego strzał głową z kilku metrów fantastycznie obronił Damian Węglarz. Białorusin zaprzepaścił znakomitą szansę na wyprowadzenie swojego klubu na prowadzenie. Zdecydowanie mógł próbować pokonać bramkarza nogą, co dałoby lepszy efekt. Gospodarze zaczęli to spotkanie bardzo ofensywnie, spychając swoich przeciwników do głębokiej defensywy. W 10. minucie ponownie była niebezpiecznie dla gdynian. Tym razem z dystansu huknął lewą nogą Claude Goncalves, któremu zabrakło jednak sporo, aby wcelować w światło bramki. Za moment główkował z kolei Radovan Pankov, ale piłka zatrzymała się jedynie na górnej siatce. Potem na około kwadrans mecz uspokoił się. Arka zdołała oddalić grę od własnego pola karnego, natomiast Legia zaczęła mieć problemy z przedostaniem się przez defensywę oponentów.
W 36. minucie szybka kontra Arki, która chciała wykorzystać błędne ustawienie legionistów w obronie. Sebastian Kerk płasko podał do jednego z kolegów, a ten na całe szczęście źle zabrał się z piłką. Legia przestała zagrażać przyjezdnym, co tylko dodawało im wiatru w żagle. Niedługo przed przerwą mogliśmy zobaczyć pierwszego gola tego wieczoru. Po wrzutce ze stałego fragmentu gry najwyżej wyskoczył Dawid Abramowicz i jego uderzenie głową zatrzymało się na poprzecze. Ogrom szczęścia mieli "Wojskowi" w tej sytuacji. Pierwsza połowa upłynęła bez większych emocji. Szkoda, że napór, który oglądaliśmy od pierwszych minut potem mocno zależał.

Chwilę po przerwie ponownie sporo szczęścia mieli gracze Legii. Tym razem Tobiasza uratował słupek, w który trafił po dośrodkowaniu od Alassane Sidibe Diego Percan. Był to tym samym kolejny sygnał ostrzegawczy wysłany w kierunku podopiecznych Edwarda Iordanescu. Arka bardzo dobrze weszła w drugą połowę meczu. Momentami można było odnieść wrażenie, że to oni podchodzili do tego spotkania w roli faworytów.
Trener Iordanescu musiał reagować. Po niespełna godzinie gry wprowadził na murawę trzech nowych zawodników. Oprócz Kapustki pojawili się na boisku debiutujący w Legii - Arkadiusz Reca oraz Mileta Rajović. Pomogło to nieco rozruszać ataki w środku pola, ale nadal brakowało konkretów. W 75. minucie po długo rozgrywanej akcji dobrą szansę miał Petar Stojanović. Zawodnik miał piłkę na prawej nodze i w dobrej sytuacji posłał piłkę wysoko ponad poprzeczką. Kilka minut potem dwie dobre szanse dla gospodarzy. Najpierw próbę wprowadzonego Wahana Biczachczjana instynktownie odbił Węglarz, a za moment po wrzutce od Recy minimalnie przestrzelił Paweł Wszołek.
Ostatnie minuty to rozpaczliwie ataki Legii, które siały sporo zamieszania w szeregach obrony Arki, ale nie przyniosły zmiany wyniku. W doliczonym czasie Węglarz uratował Arkę, rozpaczliwie rzucając się pod nogi Wszołka. Legioniści mogą żałować, że nie udało się zgarnąć u siebie kompletu punktów, chociaż należy pamiętać, że sam skład był mocno eksperymentalny.














