Co to był za mecz! Mamy awans!
Po świetnym meczu Legia Warszawa pokonała w czwartek Banik Ostrawa 2-1 i zameldowała się w kolejnej rundzie eliminacji Ligi Europy! Na prowadzenie jako pierwsi wyszli Czesi, ale po przerwie do siatki trafiała już tylko Legia. Najpierw na listę strzelców wpisał się Nsame, a później goście strzelili samobója. W samej końcówce Banik mógł doprowadzić do remisu, jednak rzutu karnego nie wykorzystał David Buchta. Nieprawdopodobne emocje na Łazienkowskiej!
W 2. minucie gry na skrzydle pokazał się Ryoya Morishita. Japończyk mocno wstrzelił piłkę w pole karne, a ta, odbita od obrońcy, wylądowała w rękach bramkarza. Legioniści weszli w ten mecz nastawieni bardzo ofensywnie. Nacierali z całych sił, a Banik musiał być skoncentrowany przede wszystkim na defensywie. Niebawem "Wojskowi" strzelili gola, ale niestety zaraz potem arbiter zasygnalizował pozycję spaloną. Autorem trafienia był Jean-Pierre Nsame, który wykorzystał pozycję sam na sam z bramkarzem, lecz chwilę wcześniej był zbyt wysunięty względem obrońców przeciwnika. W 9. minucie ponownie było bardzo groźnie! Tym razem po podaniu od Wahana Biczachczjana huknął ile sił w nodze Morishita i świetnie w bramce spisał się Dominik Holec, parując futbolówkę poza linię końcową. No i niestety nadeszła 15. minuta, gdy zupełnie niespodziewanie to gracze Banika wyszli na prowadzenie. Wszystko zaczęło się od dobrze rozegranego rzutu wolnego, potem spore zamieszanie w szesnastce, w którym najlepiej odnalazł się Erik Prekop. Słowacki napastnik mocnym strzałem zmusił Tobiasza do kapitulacji.
Potem Banikowi udało się uspokoić grę. Przyjezdni oswoili się z perspektywą gry na Łazienkowskiej i dzięki dobremu dla nich wynikowi zaczęli spokojnie rozgrywać swoje akcje. W 28. minucie było o centymetry od wyrównania. Po rzucie rożnym błąd w wyjściu do dośrodkowania popełnił Holec, który minął się z lecącą piłką. Niestety, główka Rafała Augustyniaka została wybita z linii bramkowej. Pomocnik powinien w tej sytuacji doprowadzić do remisu. Za moment z kolei celny strzał zanotował Paweł Wszołek. Legionista wygrał walkę po wrzutce i dobrze na linii zachował się znowu bramkarz Banika. Na odpowiedź gości nie trzeba było długo czekać. Szybka akcja skrzydłem, podanie do Prekopa i po jego uderzeniu głową świetną interwencją popisał się Tobiasz. Banik po raz kolejny pokazał, że w grze z kontrataku jest niezwykle groźny.
W 36. minucie akcja Legii prawą stroną, gdzie do dogrania od Biczachczjana dobiegł Wszołek. Ten zagrał do nadbiegającego Morishity, który posłał piłkę wysoko ponad poprzeczką. To była kolejna okazja, niestety zaprzepaszczona przez gospodarzy. Legia robiła wszystko, aby jeszcze przed przerwą doprowadzić do remisu, ale podopieczni Edwarda Iordanescu nie mogli zapominać również o defensywie. Pięć minut przed przerwą zobaczyliśmy drugi gol tego wieczoru strzelony przez Nsame, i niestety drugi został anulowany przez sędziego. Tym razem sędzia odgwizdał pozycję spaloną u asystującego Wszołka, który był o pół kroku zbyt mocno wysunięty. Ogromnie szkoda, bo legioniści zdecydowanie zasłużyli tego wieczoru na gola.

Do trzech razy sztuka
Zaraz po przerwie kolejna ładna akcja Legii. Po przytomnym podaniu od Biczachczjana w pole karne przeciwnika wbiegł Wszołek i niestety Ormianinowi zabrakło precyzji w dograniu do niepilnowanego Nsame. Banik był dobrze ustawiony przed swoją bramką, co utrudniało gospodarzom budowanie kolejnych akcji. W 54. minucie zobaczyliśmy gola wyrównującego! Można powiedzieć, że do trzech razy sztuka, ponieważ znowu piłkę do siatki skierował Nsame, ale tym razem wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Kameruńczyk znalazł się w sytuacji sam na sam po podaniu od kolegi z zespołu i mocnym strzałem nie dał szans Holcowi. Tym samym spotkanie zaczęło się niejako od początku.
Banik zmuszony był zacząć grać bardziej ofensywnie, aby nie dać się zepchnąć do rozpaczliwej obrony. Rodziło to uzasadnione obawy, gdyż Czesi nie raz pokazali, że w ataku potrafią być groźni. Legia starała się posyłać przede wszystkim dalekie podania za linię obrony, wykorzystując szybkość Morishity czy wprowadzonego na boisko Migouela Alfareli. Kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry jedno z tego typu zagrań przyniosło gola dla Legii! Świetnie na wolne pole wybiegł Biczachczjan, zgrał do Morishity, ten okiwał bramkarza i oddał strzał... Ten nie leciał w światło bramki, lecz z pomocą przyszedł Karel Pojezný, strzelając samobója!
Po tej sytuacji Banik totalnie zgasł, a Legia mogła kontynuować grę z kontry, czyli to, w czym się czuje bardzo dobrze. W 82. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Tomáš Rigo – był jednak bardzo niedokładny. No i kiedy wydawało się, że legionistom nic nie grozi, nadeszła 87. minuta. Szybka akcja Banika, nierozważny faul Wszołka w polu karnym i mieliśmy jedenastkę dla Czechów... Do wykonania rzutu karnego podszedł David Buchta, ale nie trafił w bramkę! Ależ historia! W doliczonym czasie gry jeszcze stuprocentową okazję miał Ilja Szkurin, który zmarnował szansę sam na sam z bramkarzem Banika. Szkoda, bo Białorusin powinien ustalić wynik.














