Gra przy Kałuży im nie służy
Czwarta z rzędu wyjazdowa przegrana z Cracovią stała się faktem. W ostatnim meczu poza swoim stadionem w tym sezonie legioniści przegrali z gospodarzami aż 1-3. Honorowego gola dla "Wojskowych" strzelił w pierwszej połowie Ilja Szkurin.
Początek spotkania należał do Cracovii. Gospodarze prezentowali się lepiej od przyjezdnych, którzy wyglądali wyjątkowo niemrawo. W 6. minucie po raz pierwszy do poważnego wysiłku zmuszony został Tobiasz. Golkiper świetnie zachował się parując do boku mocny strzał z daleka Amira Al-Ammariego. Legioniści długo szukali sposobu na podopiecznych Dawida Kroczka. Wreszcie w 16. minucie Juergen Elitim miał dobrą okazję na strzał zza pola karnego. Jego płaska próba była jednak zbyt lekka i bramkarz Cracovii pewnie interweniował. Za moment ten sam piłkarz zanotował prostą stratę w środku pola, co napędziło kontrę krakowskiego klubu. Dzięki temu z piłką w pole karne Legii wpadł Filip Rózga, oddał strzał w kierunku dalszego słupka, z którym nie poradził sobie Kacper Tobiasz. Na całe szczęście na odpowiedź "Wojskowych" przyszła bardzo szybko. Po wrzutce z lewej strony bardzo dobrze w szesnastce rywali zachował się Ilja Szkurin. Białorusin opanował niełatwą piłkę i precyzyjnym uderzeniem doprowadził do remisu. W 24. minucie przed swoją szansą stanął Marc Gual. Hiszpan huknął ile sił z dystansu, ale wyraźnie zabrakło mu precyzji. Niebawem Cracovia objęła prowadzenie. Arbiter po krótkiej analizie VAR dopatrzył się spalonego i gola anulował.
Kilka minut potem sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy za faul Jana Ziółkowskiego. Do wykonania jedenastki podszedł Benjamin Kallman. Fin przegrał jednak pojedynek z Tobiaszem, który świetnie wyczuł jego intencję! Był to jednocześnie pierwszy niestrzelony karny przez Kallmana w tym sezonie. Do tej pory był bezbłędny, legitymując się bilansem pięciu zdobytych bramek po pięciu strzałach z rzutów karnych. To napędziło legionistów, którzy mieli jeszcze nieco czasu do zmiany rezultatu w pierwszej połowie. Kilka minut przed końcem pierwszych 45 minut na 2-1 mógł strzelić Elitim. Pomocnik znalazł sobie nieco miejsca posłał futbolówkę obok bramkarza i niestety na linii bramkowej znakomitą interwencję zanotował jeden z obrońców.

Na drugą połowę drużyny wyszły bez zmian w składach. Pomimo początek przewagi, to w 55. minucie na piłkarzy Legii spadł zimny prysznic, bo to Cracovia po raz drugi wyszła na prowadzenie. Po podaniu z lewej strony w walce o piłkę starli się Steve Kapuadi i Benjamin Kallman. Obrońca warszawskiego klubu popełnił szkolny błąd, dał się wyprzedzić rywalowi, który w sytuacji sam na sam pewnie pokonał Tobiasza. Fin tym samym zrehabilitował się za zmarnowany rzut karny z pierwszej połowy. Dziesięć minut potem kolejna akcja Cracovii. Z dystansu przymierzył Ajdin Hasić i piłka przeleciała obok słupka. W 69. minucie zobaczyliśmy trzeciego gola dla gospodarzy... Dośrodkowanie z rzutu rożnego od Mikkela Maigaarda, najwyżej wyskoczył Gustav Henriksson i głową zmusił Tobiasza do kapitulacji...
Chwilę potem kolejna znakomita okazja dla Cracovii. Strzał z rzutu wolnego Maigaarda i zabrakło niewiele, aby pomocnik mógł do asysty dołożyć swoje trafienie. W 77. minucie do gry mogła wrócić Legia. Urbański przedarł się przez zawodników przeciwnika, wpadł w pole karne, gdzie niestety przegrał pojedynek z Ravasem. Bramkarz dobrze wyszedł, skrócił kąt i zażegnał niebezpieczeństwo. Ostatni kwadrans był spokojny. Pomimo tego, że Legia starała się atakować, to niewiele dobrego z tego wynikało. Kolejna przegrana na stadionie Cracovii stała się więc faktem...
















