Z dużej chmury mały deszcz
Legia tylko zremisowała u siebie z Pogonią, przez co zmarnowała szansę na przeskoczenie jej w ligowej tabeli. W piątek na Łazienkowskiej nie zobaczyliśmy żadnej bramki, a samo spotkanie, szczególnie w drugiej połowie, nie stało na zbyt wysokim poziomie. Szkoda, bo starcie sąsiadów w tabeli zapowiadało się zdecydowanie ciekawiej.
Pierwsze minuty zdecydowanie należały do Legii. W tym czasie świetne szanse na gola mieli Marc Gual oraz Ryoya Morishita. Najpierw Hiszpan znalazł się sam na sam z bramkarzem przeciwników, ale niestety nie zdołał sięgnąć piłki i golkiper dobrze odbił piłkę nogą. Jeszcze lepiej Valentin Cojocaru zachował się chwilę później. Rumun znakomicie instynktownie interweniował po uderzeniu z bliskiej odległości Morishity. Gospodarze mogli żałować tej szansy, gdyż została ona wypracowana po bardzo ładnej akcji na prawym skrzydle. Potem raz po raz groźnych kontrataków próbowała Pogoń. Szczególnie duże nadzieje gracze Roberta Kolendowicza pokładali w Kamilu Grosickim. Były reprezentant Polski słynie z szybkich sprintów na skrzydle, co szczecinianie starali się wykorzystywać.
Lepiej jednak w to spotkanie weszli legioniści. "Wojskowi" częściej utrzymywali się przy piłce, ale niestety nie oglądaliśmy chociażby prób strzałów. Aż wreszcie nadeszła 26. minuta. Wtedy to czujność bramkarza Pogoni sprawdził po raz drugi tego wieczoru Morishita. Pomocnik strzelił mocno, ale niestety w środek bramki, dlatego Cojocaru skutecznie obronił. Za moment golkiper ponownie stanął na wysokości zadania. Tym razem pewnie złapał futbolówkę kopniętą nieco zbyt lekko przez Guala. Legia rozpędzała się i starała się jak najszybciej wykorzystać niefrasobliwość Pogoni w defensywie. W 33. minucie znowu swój zespół uratował Cojocaru! Kacper Chodyna doszedł do podania od Morishity, pomocnik chciał z ostrego kąta strzelić gola, lecz przegrał pojedynek z bramkarzem przeciwników.
Przed przerwą do głosu doszli przyjezdni. Adrian Przyborek pokazał się z dobrej strony na lewej stronie, gdzie miał sporo wolnego miejsca. Pomocnik w bardzo prosty sposób ograł Radovana Pankova i na całe szczęście siła jego uderzenia pozostawiała wiele do życzenia. Kopnął on piłkę słabo, dlatego Kacper Tobiasz dobrze obronił. Kilkadziesiąt sekund potem błąd w ustawieniu Rubena Vinagre'a omal nie wykorzystał Efthymis Koulouris. Grek doszedł do piłki w polu karnym, był nieatakowany przez nikogo, jednak jego strzał z półwoleja poszybował ponad poprzeczką. Niebawem sędzia dał sygnał do zakończenia pierwszej połowy, w której lepiej prezentowali się gracze z Warszawy, ale nie potrafili tego udokumentować.

W 50. minucie Pogoń była o krok od wyjścia na prowadzenie, gdyż legionistów uratował słupek po mocnym strzale Fredrika Ulvestada. Wydawało się, że jeszcze końcówkami palców piłkę trącić zdołał Tobiasz. W trakcie pierwszych kilkunastu minut drugiej połowy było to jedyne warte odnotowania wydarzenie. Spotkanie znacznie straciło na jakości po zmianie stron, chociaż rezultat remisowy na pewno nie był tym co satysfakcjonowało chociażby gospodarzy. W końcu w 68. minucie wreszcie do interwencji zmuszony został Cojocaru. Bramkarz pewnie złapał futbolówkę kopnięta z dystansu przez Bartosza Kapustkę.
Czas uciekał a na boisku działo się coraz mniej. Można było nawet odnieść wrażenie, że obydwie drużyny pogodziły się z podziałem punktów tego wieczoru. W 87. minucie na jeszcze jeden atak zdecydowała się Pogoń. Po dalekim podaniu do dobrej okazji doszedł Koulouris. Mocne uderzenie najlepszego strzelca Ekstraklasy w tym sezonie dobrze do boku odbił Tobiasz. W doliczonym czasie gry bramkarz stołecznego klubu ponownie wykazał się czujnością. Tym razem wyłapał strzał z rzutu wolnego Rafała Kurzawy.










