W niedzielny wieczór Legia Warszawa podejmie Cracovię. Niedawne występy "Wojskowych" wlały nieco optymizmu w serca kibiców, ale ostatnio przeciwko Cracovii zdecydowanie im nie szło - przegrali dwa mecze z rzędu, choć bilans rywalizacji obu klubów na stadionie przy Łazienkowskiej 3 przemawia na korzyść legionistów. Wyniki drużyn z dolnej części tabeli powodują, że zespół Marka Papszuna nie może sobie pozwolić na żadną stratę punktów.
Posiłki do ataku
W ostatnim spotkaniu Legia wreszcie pokazała, że w jej grze można doszukać się znamion progresu. Przed tygodniem na trudnym terenie w Białymstoku wywalczyła punkt, chociaż gdyby w drugiej połowie była bardziej skuteczna, to z pewnością wróciłaby do Warszawy z wyczekiwanym zwycięstwem. Początkowo niewiele zapowiadało, że tamtego dnia legioniści będą równorzędnym rywalem dla lidera tabeli. Gospodarze szybko przejęli inicjatywę i wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Legioniści jednak nie podłamali się i przy wydatnej pomocy rywali, którzy dwukrotnie pokonali swojego bramkarza, doprowadzili do remisu. Po raz kolejny z dobrej strony pokazał się m.in. Kacper Chodyna, który powinien tamtego dnia zanotować nawet asystę, jednak jego ładną akcję zaprzepaścił Mileta Rajović. Duńczyk znowu dostał szansę gry od pierwszej minuty, lecz ponownie nie dał drużynie praktycznie nic. W tym tygodniu na pełnych obrotach trenował już Jean-Pierre Nsame, ale raczej od pierwszej minuty jeszcze nie zagra.
- Jean-Pierre Nsame trenuje na pełnych obrotach. W mikrocyklu brał udział od początku do końca w całości. Trudno powiedzieć, na ile jest gotowy, bo dawno nie rozegrał meczu. W naszej sytuacji jest brany pod uwagę nawet do pierwszego składu - powiedział na konferencji prasowej Marek Papszun.
Można uznać, że remis z Jagiellonią to kolejny dobry prognostyk na przyszłość. Ich Legia potrzebuje teraz szczególnie, ponieważ jej sytuacja w tabeli nadal pozostaje niezbyt ciekawa. Dzieje się tak za sprawą dobrze punktujących przeciwników, którzy ani myślą znaleźć się w strefie spadkowej zamiast stołecznego klubu. W ostatniej kolejce zwycięstwa odniósł Piast, Motor czy GKS Katowice, a w tej kolejce zwycięstwo zanotował Widzew. Na ten moment najbliższej "Wojskowym" jest do Arki Gdynia, do której tracą tylko punkt. W środku tygodnia gdynianie przegrali ważny pojedynek z Radomiakiem Radom, marnując szansę na odskoczenie legionistom.
Tabela Ekstraklasy
Lekki kryzys Cracovii
Przed 24. kolejką Ekstraklasy Cracovia zajmowała szóste miejsce w tabeli ze zgromadzonymi 33 punktami na koncie. Jej pozycja mogłaby być zdecydowanie lepsza, gdyby nie ostatni kryzys, w którym drużyna znajduje się od czterech meczów. Od takiego właśnie czasu najbliższy przeciwnik stołecznego klubu nie jest w stanie odnieść zwycięstwa. Tydzień temu podopieczni Luki Elsnera przegrali u siebie 2-3 z Piastem, natomiast wcześniej remisowali z Widzewem, Jagiellonią i Lechią. Tym samym w niedzielę Cracovia będzie mogła przebić swoją dotychczas najgorszą serię w tym sezonie. W okresie od 25 października do 22 listopada 2025 roku, "Pasy" również nie potrafiły wygrać, notując pięć kolejnych meczów bez zwycięstwa. Na to złożyły się remis i trzy porażki w lidze, a także odpadnięcie z Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa Marka Papszuna.
Mileta Rajović - fot. Maciek Gronau
Statystycznie patrząc, Papszun nie ma jednak najlepszych wyników, grając przeciwko Cracovii. Jako trener Rakowa miał okazję rywalizować z tym klubem 14 razy i tylko trzykrotnie udało mu się wygrać - dwukrotnie w Pucharze Polski i raz w lidze. Oprócz tego pod jego wodzą częstochowski klub aż siedem razy schodził z boiska pokonany. W najnowszej historii, czyli za czasów, kiedy szkoleniowcem "Pasów" jest Luka Elsner, Papszun mierzył się z nim dwa razy. Najpierw górą był Słowak, a kilkanaście dni potem Papszun udanie mu się zrewanżował.
- W Legii już widać rękę nowego trenera, jego wpływ na zespół, grę. Widać, jak działają pomocnicy w zależności od fazy gry i formacji, widać intensywność gry, to, jak bronią bramki - to cecha charakterystyczna trenera Papszuna, widać to było w Rakowie - powiedział Elsner.
Brak skuteczności
W ostatnich miesiącach Cracovia przeszła spore zmiany. Zimą z klubu odszedł jej najlepszy strzelec - Filip Stojilković. 26-letni napastnik w pierwszej połowie aktualnego sezonu był najjaśniejszą postacią w zespole, mając na koncie siedem strzelonych goli w 18 meczach w Ekstraklasie. Jego dobra forma wzbudziła zainteresowanie na zachodzie i dzisiaj Stojilković jest już graczem włoskiej Pisy, gdzie jak na razie zalicza jednak falstart. W Krakowie zastąpić go miał ktoś z dwójki - Wiktor Bogacz sprowadzony z ligi amerykańskiej lub Jean Batoum z Ashdod z Izraela. Tymczasem jednak zanotowali w lidze zaledwie po kilkadziesiąt minut. Bogacz dodatkowo nie tak dawno nabawił się kontuzji obojczyka, która wyklucza go z treningów na kilka miesięcy. Wobec nieskuteczności snajperów, odpowiedzialność za zdobywanie bramek wziął na siebie pomocnik - Ajdin Hasić. Bośniak strzelił w tym sezonie pięć goli, ale dwa z nich to skutecznie wykonane jedenastki.
Mecz idealny dla gospodarzy
W ostatnich latach spotkaniom z Cracovią towarzyszy pewna niepisana zasada - trzy punkty zdobywa ten, kto gra na swoim stadionie. Legia wracała na tarczy z Krakowa, ale na swoim stadionie regularnie zwyciężała. Oby ta prawidłowość utrzymała się również w niedzielę.
Gdzie obejrzeć?
Mecz 24. kolejki Ekstraklasy Legia Warszawa - Cracovia odbędzie się w niedzielę, 8 marca o godz. 20:15. Transmisja w Canal+ Sport 3, Canal+ 4K Ultra HD, TVP Sport, na stronie internetowej www.sport.tvp.pl oraz w aplikacji mobilnej TVP Sport. Zapraszamy do śledzenia naszej tekstowej RELACJI L!VE, a także do czytania wszystkich materiałów pomeczowych.
Przewidywany skład
Zapraszamy do korzystania z aplikacji 11.legionisci.com, w której możecie ustawić własną jedenastkę Legii i podzielić się nią ze znajomymi w socialmediach oraz w komentarzach pod artykułami. Wystarczy wkleić wygenerowany nad przyciskiem "zapisz" link z zielonej ramki. Zapraszamy do wspólnej zabawy.



