W ramach 23. kolejki Ekstraklasy Legia Warszawa zremisowała w Białymstoku z Jagiellonią 2-2. Legioniści w pierwszej połowie popełniali mnóstwo prostych błędów, przez co szybko przegrywali 0-2. Ostatecznie dzięki samobójczemu trafieniu na przerwę schodzili przy wyniku 1-2. Znacznie lepiej funkcjonowali po przerwie, kiedy w dłuższym wymiarze czasowym udawało im się zdominować rywala i odrobili straty, lecz zabrakło im sił oraz skuteczności, by wywalczyć trzy punkty. Zapraszamy na tradycyjne "Plusy i minusy", jakie wystawiliśmy "Wojskowym" za ten mecz.
Kacper Chodyna - Bohater zeszłotygodniowego spotkania z Wisłą Płock, jakoby w nagrodę za tamtą zmianę, otrzymał swoją szansę w wyjściowym składzie. Był to dla niego pierwszy taki występ od listopadowego starcia z Lechią Gdańsk. Chodyna nie miał dobrego wejścia w mecz i spodziewaliśmy się, że tak zostanie do końca. Przede wszystkim kulała jego gra defensywna - już w 3. minucie dał się uprzedzić Kajetanowi Szmytowi, co poniekąd sprokurowało rzut karny, lecz uratowało go zagranie ręką skrzydłowego. Nie poradził sobie z tym samym zawodnikiem przy drugiej akcji bramkowej Jagiellonii. Z czasem wyglądał jednak coraz lepiej i pewniej, szczególnie w ofensywie. Pod koniec pierwszej połowy posłał świetne dośrodkowanie z rzutu rożnego, notując "asystę" przy samobójczym trafieniu Bernardo Vitala. W drugiej części zanotował chyba swoje najlepsze 45 minut w barwach Legii. W 51. minucie bez większego zastanowienia posłał mocne dośrodkowanie wprost na głowę Milety Rajovicia, który trafił w słupek. Potem uruchomił na prawej stronie Kamila Piątkowskiego, a po jego dośrodkowaniu dogodną okazję miał Wahan Biczachczjan. Najlepiej Chodyna zachował się jednak w 69. minucie. Wahadłowy skutecznie opanował górne podanie, zabrał się z piłką na polu karnym i zachował spokój, przekładając rywala oraz wykładając piłkę na pustą bramkę do duńskiego napastnika, który w fatalny sposób zmarnował tę okazję. W 80. minucie oddał również jeden z dwóch celnych strzałów Legii w tym meczu, zbierając piłkę po nieudanej centrze z rzutu rożnego i uderzając mocno, czym zmusił Sławomira Abramowicza do trudnej interwencji. Trzeba powiedzieć wprost - Chodyna w końcu pokazał, że potrafi myśleć na boisku, grać ze względnym pomysłem i przebojowością. Może te dwa ostatnie występy pozwolą mu nabrać wiatru w żagle i w końcu udowodnić swoje umiejętności w warszawskim klubie.
Patryk Kun - Nasz "plus lutego" chyba na stałe wywalczył już miejsce w wyjściowym składzie na pozycji lewego wahadłowego. W Białymstoku prezentował równą, solidną dyspozycję. Jego występ stał pod znakiem waleczności i charakterności. Kun ruszał do ofensywy, był jednym z pierwszych graczy Legii rozpoczynających wysoki pressing, co też poskutkowało pod koniec pierwszej połowy odbiorem przy polu karnym rywali oraz faulem na nim, który przyczynił się do bramki kontaktowej do szatni. Jego zaangażowanie pokazują także statystyki biegowe, gdyż Kun był drugim zawodnikiem Legii z największa liczbą przebiegniętych kilometrów. Poza tym był bardzo pewny w pojedynkach z przeciwnikami, zarówno tych w ataku, jak i obronie, wygrywając wszystkie 8 starć z rywalami. W zadaniach defensywnych też nie można mu zbyt wiele zarzucić. Lewy wahadłowy nie zapominał o powrotach do obrony, asekuracji i dość pewnie radził sobie z rajdami graczy Jagiellonii jego flanką. Kun coraz mocniej pracuje na miano jednego z największych objawień wiosny i oby kontynuował dobrą dyspozycję.
Juergen Elitim - Dla Kolumbijczyka był to dopiero drugi występ w wyjściowej jedenastce w rundzie wiosennej. W pierwszej połowie brakowało jego inicjatywy. Jego występ był bardzo skryty, Elitim rzadko podłączał się do rozegrania, a jego próby często kończyły się niepowodzeniem. Najczęściej można było zobaczyć go przy wykonywaniu stałych fragmentów gry, które również nie przynosiły żadnych korzyści, a pomocnik pracował na naprawdę słaby występ. Brakowało mu charakteru, walki i chęci do gry. Wszystkie z tych cech wróciły jednak po przerwie, a Elitim stał się bardzo ważną postacią w przejęciu kontroli i budowaniu dominacji nad gospodarzami. Kolumbijczyk był głównodowodzącym w budowaniu akcji Legii, wielokrotnie rozprowadzał i przyspieszał ataki, co pozwoliło mu osiągnąć trzy kluczowe podania. W 79. minucie pomocnik świetnie dośrodkował z rzutu rożnego wprost na głowę Antonio Čolaka, którego strzał obrońca "Jagi" wybił praktycznie z linii bramkowej. Przede wszystkim pokazał jednak dużą większą waleczność, angażując się w pressing, naciskając na rywali w środku pola i dokonując łącznie aż 8 udanych odbiorów, po których Legia mogła wyjść z szybkimi kontratakami. Dwie różne połowy w jego wykonaniu nie pozwalają jednak ocenić go w pełni pozytywnie.
Radovan Pankov - Serb zajął miejsce na lewej stronie trzyosobowego bloku defensywy, czyli na znacznie mniej naturalnej dla siebie pozycji. Rzeczywiście, początkowo brakowało mu pewności siebie, gubił się w tym ustawieniu i popełniał dziecinne błędy, szczególnie w ustawieniu. Chaos w jego poczynaniach był szczególnie widoczny przy drugiej akcji bramkowej Jagiellonii. W tej sytuacji Pankov krył powietrze, był bardzo źle ustawiony względem Afimico Pululu, którego powinien ściśle kryć, a błędne ustawienie przyczyniło się do tego, że interweniujący Otto Hindrich nabił defensora piłką, a ten nie był już w stanie przytomniej zareagować i wybić piłki. Z czasem Pankov łapał jednak coraz większej pewności, a jego gra obronna zdecydowanie się poprawiła. Szczególnie mowa tu o jego ustawieniu i reakcjach na liczne dośrodkowania gospodarzy - Pankov wygrał 8 z 9 pojedynków powietrznych, notując dodatkowo 4 skuteczne wybicia. Dobrą grę w powietrzu udowodnił także w polu karnym Jagiellonii. W 56. minucie Serb dobrze podłączył się na "szesnastkę" gospodarzy, wyprzedził przeciwnika i doszedł do górnej piłki od Rafała Augustyniaka, a świetnym zgraniem głową w głąb nabił Leona Flacha, który trafił do własnej siatki. Bbył to niezły występ Pankova, choć znów nie ustrzegł się prostych błędów.
Rafał Augustyniak - Jego występ można określić właściwie podobnie, jak w przypadku Radovana Pankova. Początkowo brakowało mu pewności i koncentracji, których nabierał wraz z biegiem spotkania. Pośrednio także przyczynił się do straty drugiej bramki, bardzo wysoko wychodząc przy rozegraniu Jagiellonii, przez co przy spóźnionej interwencji obrońcy w środkowej tercji boiska, brakowało go następnie we własnym polu karnym. Z czasem radził sobie jednak coraz lepiej z odczytywaniem intencji graczy gospodarzy i przerywaniem ich ataków. Szczególnie pozytywnie wyglądał w pojedynkach z Afimico Pululu, pozytywnie radząc sobie z napastnikiem i nie pozwalając mu zbytnio rozwinąć skrzydeł oraz znaleźć wolnej przestrzeni. Łącznie zanotował 8 skutecznych odbiorów, które po części przyczyniły się do tego, że po 25. minucie Jagiellonia w zasadzie nie zagroziła zbytnio bramce Legii. Był także aktywny w rozegraniu piłki, zanotował 92-procentową skuteczność podań, a jego fantastyczne górne zagranie na pole karne gospodarzy z 56. minuty było kluczowe przy zdobyciu wyrównującej bramki.
Otto Hindrich - Bramkarz słabo rozpoczął ten mecz. W 3. minucie był spóźniony w swoim wyjściu i interwencji na skraju pola karnego, sfaulował rozpędzonego Kajetana Szmyta i sprowokował rzut karny, przed którym uratowało go dotknięcie ręką skrzydłowego. Mogło wydawać się, że takie wejście w mecz nie wzmocni go psychicznie, biorąc jeszcze pod uwagę, że prawie 15 minut później Legia straciła pierwszego gola, przy którym nie miał szans skutecznie interweniować, ale trzeba powiedzieć, że zdołał się szybko pozbierać. Małe kontrowersje wywołuje jego zachowanie przy drugiej bramce Jagiellonii. Wydaje się jednak, że Hindrich w tej sytuacji zrobił dużo, by wyjść z niej obronną ręką. Wykonał dobrą robinsonadę przy strzale Szmyta, odbił to uderzenie do boku, nie mogąc spodziewać się ustawionego tam Pankova. Golkiper nie mógł w tej sytuacji zrobić nic innego - nie miał szans złapać piłki, a odbijając przed siebie, zrobiłby jeszcze gorszą rzecz. Podobną interwencją Rumun wykazał się w 35. minucie, gdy skutecznie odbił do boku strzał Bartosza Mazurka z 14. metra, który odbił się jeszcze w ostatnim momencie od którego z legionistów. Ostatnią dobrą obroną Hindrich popisał się w 76. minucie, gdy pewnie złapał mocny strzał Szmyta z lewej strony pola karnego. Poza cofniętym przez arbitra błędem z początku meczu, nie można powiedzieć, by bramkarz coś w tym spotkaniu szczególnie zawalił.
Mileta Rajović - Naprawdę ciężko po każdym meczu pastwić się nad napastnikiem, jednak swoją mierną dyspozycją Duńczyk nie poprawia swojej sytuacji. W Białymstoku po raz kolejny był bezproduktywny. Nie tyle biegał, co przesuwał się po boisku, nie angażując się zbytnio czy to w doskok do rywali, czy rozegranie akcji. Po raz kolejny tylko w minimalny sposób pokazał, że szuka swojego miejsca na boisku, a przede wszystkim w polu karnym rywali, i sytuacji bramkowych. Tych w spotkaniu z Jagiellonią miał dwie. Dobrze zachował się w 51. minucie - wyskoczył najwyżej w polu karnym do dośrodkowania Kacpra Chodyny, skierował piłkę w kierunku bramki, ale trafił jedynie w słupek. W tej sytuacji nie mógł jednak zrobić wiele więcej, czego na pewno nie można powiedzieć o okazji z 69. minuty. O ile trzeba mu oddać, że dobrze odnalazł się w tej sytuacji i pokazał na bliższym słupku, tak wykończenie, z najbliższej odległości praktycznie na pustą bramkę, było po prostu kuriozalne. Rajović wcielił się nie tylko w rolę atakującego, ale także defensora, który strzał prawą nogą zablokował... swoją lewą nogą. Jeśli w takiej sytuacji Rajović nie zdołał zdobyć gola, to czy w jakiejkolwiek jeszcze uda mu się to zrobić w tym sezonie? Zszedł z boiska w 74. minucie.
Rafał Adamski - Po udanym debiucie przeciwko Wiśle Płock, oczekiwania wobec napastnika były duże. Występu przeciwko Jagiellonii nie może jednak zaliczyć do szczególnie udanych. Nie był tak aktywny, jak w tamtym spotkaniu. W wielu momentach brakowało jego inicjatywy i nie chodzi tu tylko o podłączanie się do ataków, ale także skoki pressingowe. Tych było znacznie mniej, a w zasadzie pojawiły się tylko w pierwszym kwadransie drugiej połowy. Mimo to, pod koniec meczu Adamski oddychał już rękawami, co też pokazuje, że ciężko będzie mu się szybko zaadaptować do intensywności wyższej klasy rozgrywkowej. W tym meczu, gdy już Adamski otrzymywał podanie i szansę na powalczenie z rywalem, to w większości wychodził z tych sytuacji na tarczy, wygrywając zaledwie 2 z 10 pojedynków naziemnych z przeciwnikami. Po prostu ciężko było mu się w tym meczu odnaleźć, znaleźć swoje miejsce na boisku czy dojść do jakiejś sytuacji bramkowej. Był to dla niego trudny i przeciętny występ, który zakończył w doliczonym czasie drugiej połowy.
Bartosz Kapustka - Początkowo zapowiadało się, że może to być całkiem niezły mecz w wykonaniu pomocnika. W pierwszych minutach był waleczny i chyba najbardziej aktywny ze wszystkich zawodników. Szybko jednak sprowadził nas na ziemię. Był zamieszany w stratę obu goli. Przy pierwszej bramce dla Jagiellonii był całkowicie bierny, stał na skraju pola karnego, gdy powinien być ustawiony zdecydowanie bliżej strzelającego ze swobodnej pozycji Leona Flacha, któremu w żadnym stopniu nie utrudnił tego zadania. Przy drugim trafieniu gospodarzy także był ustawiony za daleko Niemca, przegrał z nim ważną przebitkę w środku pola, reagując na raz, nieudanym wślizgiem, co było kluczowe w rozprowadzeniu ataku dla Jagiellonii. W kwestii rozegrania Kapustka grał typowo dla siebie - brakowało mu pewności, zbyt długo zwlekał z oddawaniem piłki, co kończyło się w większości wycofaniem i zwolnieniem tempa ataków. Celność podań w jego wykonaniu także stała na dość niskim, jak na zawodnika środka pola, poziomie. W drugiej połowie, gdy drużynie zaczynało iść lepiej, on praktycznie całkowicie znikł z radarów i nie angażował się tak bardzo w budowanie akcji. Został zmieniony w 70. minucie.
Wahan Biczachczjan - To był beznadziejny występ Ormianina. W zasadzie można określić go bardzo krótko - nie wychodziło mu nic. Był mało zaangażowany, skryty, ani nie podejmował żadnego ryzyka. Przez 70 minut na boisku ofensywny pomocnik zanotował zaledwie 25 kontaktów z piłką, co tylko podkreśla jego brak większego zaangażowania. Gdy już otrzymywał piłkę, nie potrafił zrobić z nią zupełnie nic. Nie podejmował prób dryblingów, pchał się między obrońców z topornymi atakami, co kończyło się w większości prostymi stratami, mnóstwem przegranych pojedynków i zaprzepaszczonych szans na akcję bramkową. Biczachczjan zresztą wielokrotnie również zwalniał ataki, zbyt długo czekał z podejmowaniem decyzji, co tylko potęgowało jego złe zagrania. Ormianin miał w tym meczu również dwie dogodne sytuacje na uderzenia głową - w pierwszej połowie po dośrodkowaniu Patryka Kuna, a w drugiej po centrze Kamila Piątkowskiego - lecz obie koncertowo zmarnował.
Kamil Piątkowski - 25-latek był w tym meczu zdecydowanie najsłabszym z obrońców Legii pod każdym względem. Brakowało w jego występie jakiejkolwiek agresji, doskoku do przeciwnika i odważnych decyzji. Zostawiał im zbyt wiele wolnych przestrzeni, co szczególnie było widoczne w pojedynkach z Kajetanem Szmytem, który swobodnie hulał po lewej flance i wielokrotnie zagrażał bramce Legii. Piątkowski nie czytał gry, dawał się ogrywać w prostu sposób, co przyczyniało się do całkowitej beznadziejności w pojedynkach z przeciwnikami. Równie słabo wyglądał w wyprowadzeniu piłki. Notorycznie dopuszczał się strat i nieudanych podań, przez co jego skuteczność zagrań stała na poziomie nieco ponad 50%. Przy tym wszystkim zanotował również aż 21 strat, zdecydowanie najwięcej z całego zespołu. Tak jak we wcześniejszych meczach rundy wiosennej, często podłączał się wysoko do ofensywny, lecz w tym meczu także w tym aspekcie nie zapewniał większych korzyści. W zasadzie poza jednym udanym dośrodkowaniem z 53. minuty na głowę Wahana Biczachczjana nie wyszło mu nic.
Zmiennicy
Antonio Čolak - Pojawił się na boisku w 74. minucie. Był dość aktywny, starał się pobudzić drużynę w ostatnich minutach meczu, choć nie wychodziło mu to szczególnie dobrze. Uczestniczył w budowaniu ataków, pokazywał się w okolicach pola karnego, lecz sporo jego kontaktów z piłką nie kończyło się udanym dotknięciem. Kilkukrotnie dobrze pokazywał się i wychodził do prostopadłych podań, lecz albo nie był w stanie opanować piłki, albo był uprzedzany przez obrońców. W 79. minucie Chorwat miał świetną szansę na zdobycie gola po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Juergena Elitima, dobrze i mocno uderzył głową w kierunku bramki, lecz Norbert Wojtuszek w ostatnim momencie zdołał wybić ten strzał poza światło bramki i pozbawić gola.
Ermal Krasniqi - Wszedł na murawę w ostatnich chwilach doliczonego czasu drugiej połowy. Grał zbyt krótko, by ocenić jego występ.
Kacper Urbański - Został wprowadzony na boisko na 20 minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Udowodnił, czemu stracił miejsce w wyjściowym składzie. Przede wszystkim, gdy Legia potrzebowała nowego, świeżego lidera środka pola, on wszedł na boisko i nie angażował się grę. Zanotował jedynie 11 kontaktów z piłką, co jest po prostu fatalną statystyką. Co więcej, podejmował praktycznie same złe decyzje. Gdy trzeba było strzelać - zwlekał z decyzją i oddawał piłkę do innych partnerów. Gdy trzeba było podawać - oddawał bezsensowne, niecelne strzały. Poza tym utracił posiadanie aż 5 razy, czyli w prawie połowie swoich kontaktów z piłką. Jego wejście nie dało zespołowi nic, a wręcz jeszcze bardziej go osłabiło. Niesamowity zjazd ofensywnego pomocnika, który miał być liderem tej drużyny.
Wojciech Urbański - Podobnie jak Kacper Urbański, także nie pomógł drużynie swoim wejściem. Był skryty, nie podjął choćby próby wzięcia ciężaru gry na siebie i szwankowała jego decyzyjność. Wszedł na boisko bez odwagi i chęci do gry, pokazania się. Był może nieco bardziej aktywny jeśli chodzi o obronę, myślał o asekuracji i wspomagał w niej resztę zespołu, ale to zdecydowanie za mało, by ocenić jego występ na choćby neutralny. Jego wejście także bardziej osłabiło Legię i pozbawiło ją jakichkolwiek argumentów na skuteczne rozegranie akcji.

