Claude Goncalves nie zyskał uznania trenera Marka Papszuna i nie ukrywano, że ma wolną rękę w poszukiwaniu klubu. Zainteresowanie piłkarzem wyraziła Arka Gdynia, kluby doszły do porozumienia, a zawodnik także miał chcieć transferu. Ostatecznie jednak do wypożyczenia nie doszło.
– Jego temat jest definitywnie skończony. Byliśmy otwarci na to, by pomóc zawodnikowi i sobie. Wiadomo, że Portugalczyk nie ma wielkich szans na grę w Legii, a u nas byłyby one większe. Chcieliśmy wypożyczyć go do końca sezonu. Wiele zrobiliśmy w tej sprawie i podobnie było ze stołecznym klubem. Wszystko zostało rozegrane profesjonalnie, ale z czasem pojawiły się inne kwestie. Sam Goncalves chciał trafić do Arki. Rozmawialiśmy z nim, a w sprawę zaangażowany był też prezes Wojciech Pertkiewicz. Nie do końca wiem, na co liczyło otoczenie zawodnika. Chcieliśmy wypożyczenia do końca sezonu i wtedy moglibyśmy porozmawiać o rozwiązaniach na przyszłość. Byłaby przestrzeń do dyskusji o ewentualnym wykupie czy próbie rozwiązania umowy z Legią. Gdybym miał oceniać to po swoim doświadczeniu, to powiedziałbym, że agent trochę nakręcił pod koniec temat. Agent Goncalvesa chciał czegoś, czego Arka nie mogła zapewnić. To tyczyło się między innymi przyszłości i tego, co będzie w następnym sezonie. Na dziś ta sprawa była nie do przeskoczenia, bo Portugalczyk ma kontrakt z Legią do czerwca 2027 roku. Sam piłkarz na pewno nie straciłby finansowo. Warszawski klub miał partycypować w jego wynagrodzenia. Nie do końca rozumiem ten ruch, bo wygląda to tak, że postawiono wygodę i pozostanie w dotychczasowym miejscu – powiedział w rozmowie ze sport.tvp.pl Veljko Nikitović, dyrektor sportowy Arki.

