Dzień po meczu Atalanty z Athletic Bilbao udaliśmy się do Bolonii na spotkanie Ligi Europy. Trasę liczącą 250 km pokonujemy sprawnie pociągiem z przesiadką w Brescii. Spotkanie Bolonii z Celtikiem rozpoczynało się o godzinie 18:45.
NSŚ: Bologna FC - Celtic (Liga Europy) - Bodziach / 36 zdjęć
Jako że na wąskiej ulicy prowadzącej przez miasto w stronę stadionu był spory korek, postanowiliśmy wysiąść z autobusu kilka przystanków wcześniej i uderzyć z buta. Szkoccy kibice od rana bujali się po mieście zupełnie nieniepokojeni. Z nieodłącznymi browarami, Oczywiście towarzystwo mocno piknikowe. Bolonia przed meczem pogoniła 40-osobową grupę Celtiku (rzekomo bardziej kumatą), pomimo faktu, że to Szkoci byli w sporej przewadze. Włochom, znającym teren, i mającym pod ręką skutery, bez problemu udało się ulotnić, zaś Szkoci zostali przez psiarnię zatrzymani i spędzili trochę czasu na glebie.
Stadio Renato Dall'Ara (poj. 36,5 tys.) to niesamowicie klimatyczny obiekt. Kupno biletów nie było skomplikowaną sprawą - bez problemu udało się to zrobić bezpośrednio pod koniec grudnia za niespełna 40 euro. Ponownie mieliśmy miejsca bliżej sektora gości niż młyna gospodarzy. Klatka dla przyjezdnych została wypełniona na maksa (ok. 2500 Szkotów) - ta jest podzielona na dwie części i oddzielona od gospodarzy wysoką pleksi. Ponadto Celtic zajął miejsca także na trybunie krytej, sąsiadującej z sektorem gości. Wywiesili mnóstwo niewielkich flag i przed meczem dali pokaz swoich możliwości. Tyle, że był to jeden z nielicznych momentów, kiedy katolicka część Glasgow w ogóle brała udział w dopingu. Później ograniczała się jedynie do przeżywania wydarzeń na murawie.
Na mieście kibice ze Szkocji przemieszczali się w barwach bardzo swobodnie i to nie tylko w dniu meczu, ale i dzień później. Nie licząc wspomnianego ataku na małą ich grupę, mogli się czuć bardzo swobodnie. Na stadionie także nie było jakichś wrogich gestów ze strony Włochów w kierunku przyjezdnych.
Wejście na stadion niesamowicie proste, z minimalną kontrolą - taką, że można wnieść wszystko. W kioskach cateringowych zaś to, czego nie uświadczymy nigdzie w Polsce - kapitalne espresso we włoskiej cenie (1,5 euro).

Gospodarze wystawili tego dnia liczny młyn, który przez całe spotkanie nie schodził poniżej pewnego poziomu. W centralnym miejscu młyna wisiała flaga grup ultras: "Mai Domi" oraz "Settor Ostile" (nieprzyjazny sektor, działa od ok. 2012 roku) i "Vecchia Guardia". Było też kilka innych flag, ale te nie były zbyt dobrze wyeksponowane ze względu na bandy reklamowe, które zasłaniały dolne barierki. Na wyjście piłkarzy zaprezentowali oprawę - malowaną sektorówkę z jegomościem trzymającym flagę "Bologna", a po bokach rozciągnięty został transparent "Qualungue coia accada. Sempre al tuo fianco" (Cokolwiek się stanie, zawsze przy Tobie).
Przez cały mecz w młynie Bolonii, włoskim zwyczajem, powiewało kilkanaście flag na kijach. W bramce gospodarzy, po raz pierwszy po kilkutygodniowej przerwie spowodowanej kontuzją, wystąpił Łukasz Skorupski. I ten skapitulował już w szóstej minucie spotkania, co wywołało wielką radość w sektorze gości. Szkoci rzucali plastikowymi kubkami z piwem, szaleli z radości, ale nie przełożyło się to nawet na jakiekolwiek wspólne okrzyki, skandowanie, nie mówiąc o pieśniach. Wokalnie ta ekipa nie istniała, pomimo kapitalnej liczby. To co pomruczeli w trakcie meczu, nie zasługuje nawet na wspomnienie. Gospodarze po raz pierwszy powody do radości mieli pół godziny później, kiedy czerwoną kartką ukarany został Reo Hatate z Celtiku. Nagle Włosi uwierzyli, że odmienią losy meczu. Zamiast tego, pięć minut później drugiego gola strzelił Celtic, po raz kolejny wprawiając w błogi stan liczną grupę swoich fanów.

Bolonia śpiewała na bardzo dobrym poziomie, bez względu na wynik meczu. Dotyczy to oczywiście trybuny za bramką. Niestety sympatycy klubu z pozostałych części stadionu odzywali się niezwykle rzadko. W drugiej połowie gospodarze zaczęli grać skuteczniej. Po golu na 1-2 w młynie gospodarzy zapłonęło kilka rac, które zostały od razu położone na ziemi. Odpalono także kilka potężnych petard hukowych. Kolejna porcja zapłonęła i wybuchała w 72. minucie po wyrównującej bramce. Oj, rozkręcili się wtedy nieco bardziej miejscowi. Liczyli, że ich piłkarze pójdą za ciosem i wywalczą komplet punktów. Gracze czerwono-granatowych atakowali do końca, dośrodkowywali raz po raz w pole karne, ale nie przyniosło to żadnego efektu i spotkanie zakończyło się remisem. Jedni i drudzy podziękowali swoim piłkarzom za walkę. Bolonia dość szybko opuściła stadion i udała się do okolicznych barów i restauracji, tym bardziej, że pora jak na włoskie realia była dość młoda. Celtic musiał odczekać godzinę na opuszczenie trybun.
Ostatecznie obie drużyny awansowały do dalszej fazy Ligi Europy (1/16 finału) po tym jak Celtic pokonał tydzień później FC Utrecht, a Bolonia wygrała w Serbii z Maccabi Tel Awiw.
NSŚ: Bologna FC - Celtic (Liga Europy) - Bodziach / 36 zdjęć


